Paskudy używają czasem trudnych słów ściśle związanych z twórczością fanowską. Zdajemy sobie sprawę, że nie wszyscy muszą się znać na wszystkim – stąd pomysł na mały słowniczek terminologii, której używamy komentując twórczość fanowską. Będziemy go rozwijać w miarę przybywania nowych znaczeń.

(U)TWÓR: czyli ni pies, ni wydra, a już na pewno nie porządne opowiadanie. (U)twory mogą być jak Dorian Grey (nie ten od wielu twarzy): ładne z pozoru i koszmarne po dokładniejszej analizie, albo paskudne jak szóste z miotu dziecko potwora Frankensteina i Baby Jagi, którym pomoże tylko cierpliwie trzymany klawisz DELETE. Można spotkać też wersję utFFUr lub uTFUUr.

AUTORECZKA: pejoratywne określenie niewydarzonego pisarza. Autoreczkami są zarówno dziewczęta, jak i chłopcy – obrazuje ono raczej pewien (niski) poziom umysłowy, który popycha ludzi do zamieszczania swoich (u)tworów w internecie.

BISZ (biszonen, bishounen): facet, który się podoba – tyle Wam wystarczy wiedzieć. Z pojęciem wiąże się czasownik ZBISZYĆ.

HEJTER (hejt, hejtować): ktoś, kto pluje jadem dla samego patrzenia, jak leci. złośliwe komentowanie tylko po to, by komuś dokuczyć. Często w formie komentarzy politycznych pod artykułami o małych kotkach albo o zaletach religii pod filmikiem z malowania amelinium. Trochę przypomina kota, który złośliwie wymiotuje Wam do butów i obsikuje poduszkę, ale bez całej tej reszty kociego wdzięku. Taki kiepski TROLL.

FANFIK (fanfic, fanfiction): ładne określenie na opowiadania, które wykorzystuje świat wymyślony przez kogoś innego. Choć fanfiki opierają się mocno na realiach stworzonych przez autorów dzieła podstawowego, zdarza się, że z oryginału zostają tylko imiona i nazwy własne, gdyż cała reszta powstała w chorej wyobraźni autoreczek. I tymi właśnie opowiadaniami się zajmujemy na blogu, bo generalnie nie mamy nic przeciwko wyobraźni i fantazji, ale kastracja gramatyki, logiki i stylistyki zasługuje na publiczną chłostę.

FAP (lub fap-fap-fap, fapować, fapfest): podobnież dźwięk, który wydają intensywnie pocierane genitalia. Fapować to po prostu robić sobie dobrze, choć czasem jest używane w kontekście „bardzo mam na to ochotę i nie potrafię się powstrzymać”. Mentalny fapfest oznacza gwałcenie czegoś w myślach, orgię myślową, od której idzie para z uszu. Jeśli autoreczka pisze o bohaterach, którzy się zaczynają miziać po pytkach, robi to po to, by publika czytająca mogła fapować (w myślach lub mechanicznie). Bardzo smutne zjawisko.

MAGIA: jak sama nazwa wskazuje, dzieją się tu cuda i dziwy. Jeśli nie potrafisz czegoś wymyślić, zwal na siły nadprzyrodzone. Anioły, czarodzieje, moce psychokinetyczne, dziury czasoprzestrzenne i wszystko inne, co pozwoli wytłumaczyć kompletny brak logiki opowiadania. Naszym ulubionym magicznym zjawiskiem jest MĘSKA CIĄŻA.

MARY SUE (MarySówka, MarySójka): osoba, która wychodzi z założenia, że skoro nikt jej nie lubi, to napisze opowiadanie, w którym każdy ją kocha. A już na pewno główny bohater powieści/serialu/filmu. Fantazje MarySówek mogą też niebezpiecznie krążyć wokół postaci autentycznych: gwiazd muzyki, sportu, aktorów. Opowiadania, które mają w sobie MarySówkę oparte są na schemacie: była sobie Balbinka i przypadkiem spotkała… (tu wstaw odpowiedniego fikcyjnego bohatera), który ją polubił od razu. Termin pochodzi podobno od pierwszej autoreczki, która zaczęła całą zabawę. Z terminem MARY SUE wiąże się inny: SELF-INSERT.

MĘSKA CIĄŻA (mpreg, male pregnancy): tak, dobrze czytacie. Zjawisko bardzo charakterystyczne u autoreczek, które debiutują w świecie fanfików męsko-męskich. Pchane potężną lawiną aprobaty ze strony innych autoreczek, które radośnie robią z hetero- bohaterów homoseksualistów, nie potrafią się zatrzymać i piszą tylko o wzajemnym penetrowaniu odbytów. Jednak gdzieś tam nieśmiało popiskuje im idealistyczna wiara w miłość w układzie damsko-męskim, a jak miłość, to i… dzidziuś. Jak to jest możliwe, bez porządnego zgwałcenia praw biologii? Cóż. MAGIA.

SELF-INSERT: dosłownie to „autoumieszczenie”, czyli opisywanie siebie w świecie fanfika. Nie mamy w sumie nic przeciw tego typu praktykom, w końcu można napisać całkiem dobre opowiadanie z perspektywy pierwszej osoby, nawet jeśli umieszczamy się w jednej klasie z Harrym Potterem czy włazimy Kubicy do bolidu. Gorzej, jeśli self-insert podlany zostanie MARY SUE, czyli jest bardziej próbą wyleczenia się z kompleksów, niż stworzenia sensownej opowieści.

TROLL,trollizm: rodzaj złośliwego komentowania, jednak nie pozbawiony swego rodzaju pokrętnej inteligencji i wdzięku. Trollować trzeba umieć, inaczej zamiast trolla będziemy tylko smutnym, zaplutym hejterem.

YAOI: pochodzący z języka japońskiego termin oznaczający opowiadanie z wątkiem erotycznym między mężczyznami. Elementy miłości mogą być, ale nie muszą, głównie chodzi o genitalia, nie czarujmy się (chyba, że chcemy zajść w MĘSKĄ CIĄŻĘ).  Tłumione pożądanie, wybuchy namiętności, sperma tańcząca w powietrzu i te sprawy. Przy czym nie ma znaczenia oryginalna orientacja bohaterów – autoreczki wychodzą z założenia, że orientacja homoseksualna jest wpisana w charakter żelazną czcionką, a kobiety są tylko po to, żeby zwodzić mężczyzn z jedynej słusznej drogi, jaką jest penetrowanie innego faceta.

ZBISZYĆ SIĘ: wyprzystojnieć. Bardzo często zdarza się to różnym postaciom, które jako pierwowzór są paskudne (na przykład Snape z Harrego Pottera), a w oczach autoreczek stają się piękni, jedwabiści i pociągający jak elektromagnes dla opiłków żelaza.