Skan_20160108 kolor1 (2)
Fragment pochodzi z wydanej na papierze(!) powieści Artura Szyndlera „Kryształy Czasu: Saga o Katanie” i jest on bardzo, ale to bardzo zły, o czym sami się za chwile przekonacie. Tylko domyślam się jak ten tekst wyglądał przed korektą stylistyczną – bo ta niewątpliwie została zrobiona. Chciałam więc uczcić we wstępie nieznajomego korektora, który wykonał pracę niewartą nawet największej gaży. Mości korektorze, oto macuszka wsparcia dla Ciebie: ~~~~~~

Komentują: Mira i Szyszka

szyndler.gadzetomania.pl

Pędził niczym śnieżny wilk.
Miara prędkości – 50 śnieżnych wilków na godzinę
Bimber pędził. Śnieżne wilki są znane z upodobania do trunków z ziemniaka.

Srebrne futro dodatkowo nadawało jego biegowi mitycznej symboliki.
Lekcja historii: mityczne biegi odbywały się w srebrnych futrach, a skoki o tyczce w stroju żyrafy.
…a kapcie dawały +3 do znajomości poezji antycznej.
strach pomyśleć co mu dały majtki

Był jak strzała boga skierowana w stolicę Onim-ra.
TA strzała?
Szczała.
i się zeszczała

Pełnia rozświetlała okolicę. Nie przeszkadzało mu, że galopował już drugą dobę.
Mu? Temu okolicowi? No i plusik za kondycję.
Temu pełniowi.

Szał, zemsta i brak opamiętania zawładnęły jego zmysłami całkowicie.
Czarny piątek!
U cioci na imieninach, kiedy wódki zabrakło.

Każdy sus wilczego ciała dawał mu siły na kolejny.
chyba miało być “kęs”
Im więcej skaczesz tym więcej skaczesz. co za piękna logika!
KTO NIE SKACZE TEN JEST Z PIS-em

Przeklęte mięśnie nie odczuwały zmęczenia.
Pierdolony tricepsie NAPIERDALAJ!!!
Odczuwały za to zniesmaczenie swoim udziałem w tej historii.

I tylko dawno wyschnięta ślina w pysku przydawała charczącego pogłosu jego miarowemu oddechowi.
To zdanie jest tak złe, że… nie wiem do czego się doczepić.
Dawno temu wymyśliłam wierszyk, gdzie ryj wisiał niczym miecz i spływała z niego chrupiąca ciecz. Myślę, że oba teksty są z tej samej kategorii.

W końcu dostrzegł strażnicę. Rozstawione regularnie z każdej strony domki na kurzych nóżkach zasłaniały ten w środku.
To strażnica składa się z domków na kurzych nóżkach czy odwrotnie?
No nie kumasz? To była domka, która z każdej strony miała regularnie.
Faktycznie nie kumam. Może to opowiadanie dla żab?
Żaby skaczą. Pasowałoby.

Tam, na dużo potężniejszej łapie, znajdował się największy z nich.
łapa hobbita wbija w musk to zdanie
Ja już przestaję wiedzieć, co mam widzieć.

Rozchodzące się spod niego konary upodobniały się do wykrzywionych pni drzew, na których końcu, znajdowały się duże orle gniazda.
Myślisz, że to pień, a to konar… o ja pierdziu!
A może miał na imię Pszemek? Ja nadal nie ogarniam, co jest na obrazku. Drzewa spod kurzej łapki, z orłami na końcu?

W środku nie siedziały jednak ptaki, za to klęczały wiedźmie czarodziejki.
Kółko zainteresowań czarownic-pokutnic
Ziewały krasnoludowi, warczały ogrowi, klęczały wiedźmie.

Srebrne szpony wskazywały, że są zarazem wyszkolonymi wojowniczkami, gotowymi walczyć z każdym wilkołakiem.
klęczące asasynki i jakieś szpony – impreza się rozkręca!
To mi przypomina bajeczki z gatunku za siedmioma morzami było siedem panien, każda miała w koszyczku siedem piskląt, jak miał na imię pies maszynisty.
hmmm nie wiem, nigdy nie byłam dobra z matematyki
bo jej się nie da zaliczyć oralnie

Z nim jednak nie miały szans.
Z siedzącym ptakiem?
Ze słownikiem.
No nie wiem, żaden słownik się chyba w te rejony nie zapuszczał
a jeśli już, to się puszczał ze szczałą

Wrodzona antymagia, szybkość wilka i wręcz stalowe ciało pozwoliły przetrwać wystrzelone kule ognia i błyskawice.
Już wiemy czemu był srebrny. Amelinium – tego nie pomalujesz!
Srebrne szpony, srebrne futro, stalowe ciało, a w każdym zdaniu inny podmiot. To lepsze niż horror misie-żelki

Potem, gdy dopadł pierwszą wiedźmę, spanikowały.
Bo co począć, gdy każe im na klęczkach oddawać hołd, jak one już teraz klęczą?
Zawsze mógł im kazać tańczyć disco polo.

Nie spodziewały się, że ma na sobie to zaklęcie.
Antymagia i zaklęcie… m’kay


Wychodzi na to, że jednak jego amelinium da się pomalować.

Specjalnie spreparowane dla niego Chodzenie po powietrzu nie dało im szans.
Szyszen, jak to będzie w języku pseudopotterowym?
Wilkołażum Powietrzum! Preparum Chodzenium! Wilkum Levioooosa!

Po prostu odbił się od powietrza
które sapnęło boleśnie
nie, to odbiło mu się powietrzem. Lepiej tą stroną niż drugą, ne?
Ekhe, ekhe… kłaczek… srebrny w dodatku.

i biegnąc dalej w górę, dopadł pierwszą, która próbowała odlecieć na miotle.
Kolejna pierwsza i bieg w pionie… muszę spytać ałtora co ćpie, bo też bym chciała takiego kopa.
Z taką pogardą dla braku spójności trzeba się urodzić.

Owszem, były szybkie, ale on miał na sobie również Przyspieszenie.
zamiast stringów
i kapci plus trzy, nie zapominajmy.

Przerażone ginęły, nie pojmując nawet, czemu on je dogania.
Łaj, kurwa, łaaaaj?!
Khalid… giniesz!

A nie był miły… Jednym kłapnięciem łapał za głowę, zgniatał ją niczym melon, po czym ruchami pyska na boki rozrzucał wokół szczątki.
Gdyby był miły, to spytałby o pozwolenie. A co do melona, to nie wiedziałam, że to taki krwiożerczy owoc.
Też się łapię za głowę, ale rękami, a nie kłapnięciem. Ruchy pyska też mam, intensywnie na boki. I na pewno nie będę już kupować melonów.

Inne widząc to, nie śmiały stawić mu czoła.
Nadstawiały za to głowy dla melona… albo tyłki.
Zdecydowanie tyłki. Stawać głową w stronę krwiożerczego melona? NEVER!
A tyłek? To chyba podchodzi pod erotyczne tortury (i nie tylko erotyczne)

Pierwszych osiem wiedźm, właścicielek zewnętrznych domków, zginęło w ciągu dwóch minut.
Czy jest pani właścicielką zewnętrznego domku? O, to dobrze się składa, chciałem przedstawić pani mojego melona…
Niezłe melony – stwierdziła z uznaniem czarownica. – Nie codziennie spotyka się wilkołaka z takimi cyckami.

Te w środkowym
czym?
palcu

tylko trochę dłużej łudziły się, że powstrzymają go magią.
Wiadomo że ktoś, kto zamiast stringów nosi zaklęcia jest odporny na magię. Helllooooou!
Im więcej skakał tym więcej skakał, po powietrzu i wogle!

Nic bardziej mylnego. Rozniósł je po kolei na strzępy, przyjmując na grzbiet setki czarów.
Woził je, a potem roznosił do domów – dobry piesek
Czar-rozniesienie-czar-rozniesienie-czar…

Gdy skończył, wdarł się do wnętrza pomieszczeń.
Wcześniej był w zewnętrzach pomieszczeń
Nie zapominajmy, że było to parę pomieszczeń naraz.

Wiedział, że przeciwniczki zawsze zabierają swe rodziny i niewolników ze sobą. Był jak kataklizm. Dzieci, podrostki i najstarsze wiedźmy ginęły w tym samym momencie, w którym je odnalazł.
Ciekawe która grupa była odpowiedzialna za rozmnażanie wiedźm.
Wybuchały niczym te ryby głębinowe wyciągnięte na powierzchnię.

W ciągu godziny dobiegł do ich stolicy.
I to wszystko w jednej chacie na hobbiciej łapie!

Nie były zaskoczone. Zbyt wiele z nich zajmowało się na co dzień astrologią.
Te wcześniejsze wiedźmy jakoś nie bardzo wykazały się wiedzą.
Brak zaskoczenia był jakąś chorobą zawodową?

Wiedziały wszystko.
Szyszko! Szyszko źle!
A tak się starałam!!! Cienszko mi.

Skąd przybędzie i jakie ma zamiary.
I kiedy znajdzie miłość życia, i ile będzie mieć dzieci, i kiedy umrze. Szyszko!
Ale nie wiedziały, że nie należy lać wody do kwasu! A ja wiem. O!

Z tego powodu nie ewakuowały też miasta.
… do drugiej chatki.
Do zewnętrza wnętrza.

Żaden domek nie oddalił się w popłochu. Były tak pewne siebie…
Domki pełne godności. Ulalala!
Tylko parę w panice zniosło jajko.

Spodziewały się wszystkiego, ale nie tego…
Nikt nie spodziewa się Paskudnej Inkwizycji!
Nikt!!! A my widzimy SZYSZKO!

Czuję się sponiewierana, Miru. Proszę, nigdy więcej kryształowego amelinium.
Oj tam, oj tam, to kwestia czasu… Kryształów Czasu. ]:>