paskudy_pokemonNiedawno pewna grupa podjęła się syzyfowego trudu naprawienia Paskud. A te mało tego, że są wredne, to jeszcze są głupio wredne i nie rozumieją, że powinny poddać się prawom “żargonu okołoblogowego”. Hańba! Wzięłyśmy sobie do serca uwagi naszych drogich Strażniczek Internetu i zaczęłyśmy się zastanawiać – może faktycznie robimy coś źle? Oto nasza rehabilitacja. Wybaczcie nam!

Komentują: Prawdomira Złotousta i Szyszława z rodu Omnibus

“Suń zada” – nie bardzo rozumiem, co autorki chcą takim kolokwializmem uzyskać. Zapewne chodzi o wrażenie bycia cool, trendy i jazzy, ale jak dla mnie obnażają tylko swój brak profesjonalizmu. To samo dotyczy takich neologizmów jak “łotewa” (przerażająca kalka fonetyczna z języka angielskiego) czy “ojcik”. Powstanie przymiotnika “czipsowa” również budzi we mnie pejoratywne odczucia – wynika to nie tylko z nadania końcówki przymiotnikowej wyrazowi pochodzenia obcego, ale przedstawieniu go w zapisie fonetycznym.

Obawiam się, że dla osób piszące takie komentarze ten sposób wyrażania się jest jak najbardziej naturalny. Nie mogę jednak nie docenić ich próby odegrania komicznego duo. Sęk w tym, iż aby takie coś działało dobrze, trzeba dwóch wyraźnych, różniących się od siebie charakterów, a w tym dialogu występuje raczej żenujące licytowanie się, która jest bardziej… jak to określiłaś, “jazzy”.

Sęk w drzewie… czy Pani mi sprzedaje las? Oho ho ho a to mi się żarcik udał.

Wracając jednakoż do tematu tejże analizy,  jak dla mnie, osoby, które stosują więcej niż jeden wykrzyknik w wypowiedzi, mają problemy z samooceną i w ten sposób próbują zwrócić na siebie uwagę. Ta cała Mira zapewne ma liczne rodzeństwo (może to te macki – bardzo nietrafiona metafora, jeśli tak jest), z którym musiała walczyć o uwagę rodziców.

Nie mogę się nie zgodzić z Twoją analizą charakteru Miry, jednak macki w moim odczuciu dotyczą raczej zaburzenia obrazu własnej płci i seksualności. O psyche Szyszki trudno się wypowiedzieć, poza tym, że swą powściągliwością stara się pokryć strach przed zdemaskowaniem jako osoba zakompleksiona i wycofana.

Myślę, że to z powodu patologii w jej małżeństwie. Być może mamy tu do czynienia z ofiarą przemocy w rodzinie, która swoją frustracje uzewnętrznia poprzez gnębienie tzw. “autoreczek”.

Czy tylko ja uważam interpunkcyjne przedstawianie kobiecych piersi jako zabieg żenujący?

Potwierdza się moja teoria na temat zaburzeń obrazu własnego ciała i seksualności u Miry. Nieustanne odwoływanie się do seksu znamienne jest u osób niedoświadczonych, które pozują przed otoczeniem na wyluzowane i oswojone z tematem.

Moje odczucia są podobne. Wszystko wskazuje na brak inicjacji seksualnej mimo zaawansowanego wieku, powiązany z wyrzutami sumienia z powodu licznych samogwałtów.

Mam silne podejrzenia, że komentarze Szyszki to nieudolna próba ukrycia – również przed współblogerką – osobowości lękowej. Gdybym miała odpowiednią baterię testów, myślę, że zdiagnozowałabym zaburzenia borderline.

Rozbijanie zdania jest takie nieprofesjonalne! I to jeszcze po co? W celu umieszczenia nieśmiesznych komentarzy. Autorki naprawdę się czepiają. Mam wrażenie, ze to dlatego, że nie potrafią dostrzec prawdziwych błędów jak choćby pojawienie się przecinka przed oraz. U nas na polskim się za to na grochu pół lekcji klęczało.

Pełnię pokraczności zdania należy rozpatrywać li tylko jedynie w kontekście całości. Podział jest złośliwym zabiegiem, do którego nie zniży się żadna prawdziwa recenzentka tekstu. Nie rozumiem, po co wykoślawiać coś, co i bez tego zabiegu jest żenujące. Wygląda to raczej na złośliwe przeszkadzanie w opowiadaniu historii, niż porządną analizę. A dodawanie w tekście linków do innych artykułów jest żałosną kalką z serwisów plotkarskich.

No właśnie czekałam tylko aż pojawi się jakiś zwrot z “kultury” internetowej. Naprawdę to bardzo przykre, że dzisiejsze analizatorki zdobywają swoją wiedzę na kwejku a nie z podręcznika Dubisza czy Rosponda. Zapewne to ten ich nadmiar wykształcenia.

Za każdym razem, gdy widzę koszmarki w stylu “XD”, “^^” czy “:*” umiera we mnie kawałek duszy. Ten odpowiedzialny za poczucie estetyki.

Kiedy czytam wypowiedzi takich osób, to faktycznie zaczynam mieć wątpliwości czy dusza istnieje. No chyba, że był deficyt i nasze paskudy przyjęły postawę Prosiaka-statysty.

Niestety, nie przybyły do mnie z siekierą, więc ich problemiki są mi obojętne.

Zaiste świetny komentarz, pełen wartości merytorycznej. Aha i jakby szanowne paskudy nie zrozumiały – to była IRONIA!

Podobno jeden obraz mówi więcej, niż tysiąc słów. W tym wypadku jest to taki popkulturalny bełkot, że lepiej, by autorki komentarza zamilkły na zawsze.

Jak można w jednej wypowiedzi porównowywać językowe dziedzictwo narodowe i serial dla nastolatek, a potem jeszcze pisać o penetracji?! W moim odczuciu immanentnym autorka tego akapitu ma problem z systemem wartości. Może powinna zwrócić się o pomoc do psychologa?

Psycholog nic tu nie pomoże! To ewidentny dowód na skandaliczne braki w obyciu! Autorka najwyraźniej dorastała w środowisku ubogim w wartości, bez wyraźnych wzorców moralnych i kulturowych. Nigdy nie nauczyła się kierować zmysłem estetycznym, a jako kompasu w świecie sztuki używa emocji, które nigdy nie wzniosły się powyżej papki dla mas.

Patologia… wszędzie patologia…

Fekalne dowcipy przestały mnie bawić na etapie podstawówki. Naprawdę chciałabym wierzyć, że autorki skończyły jakieś szkoły (podobno to już ‘ryczące trzydziestki’ i faktycznie widać desperację kobiet bezdzietnych)… choć z drugiej strony wówczas musiałabym zadać pytanie, czego się dziś uczy w polskich szkołach?

Na pierwszy rzut oka widać zgubny wpływ “kultury” japońskiej na światopogląd autorek. Nikt nie wmówi mi, że te ichnie bajki nie wypaczają umysłów! Autorki cechuje ewidentnie niedojrzała psychika, która utknęła na etapie bezkrytycznego oglądania kreskówek.

Zapewne rodzice się nimi nie interesowali i dziewczynki zbyt mocno zaangażowały się w wyimaginowane światy z bajek. To czyni je kalekimi nie tylko dlatego, że mają problem z przyjęciem właściwych priorytetów, ale również ich myślenie kreatywne jest ograniczone – są jak pasożyty, które, aby coś stworzyć, potrzebują innej materii.

Używanie wyszukiwarki Google nie boli i jeśli już szanowna Mira postanawiła użyć nazwy własnej jakiegoś zjawiska (w bardzo nietrafionym kontekście), to może wpierw sprawdzi pisownię? No hellou!

Porażająco niski poziom analizowanych wypowiedzi udzielił się mojej przedmówczyni – zaczęła używać określeń “jazzy”! Potwierdza to teorię wzajemnych przenikań: im dłużej przebywa się w czyimś towarzystwie, tym większe jest prawdopodobieństwo przejęcia cudzych zachowań. Niestety, o ile autorkom wyszłoby to na dobrze, nam się ich zaniżony poziom odbija negatywnie na IQ…

Odczuwam permanentny ból migrenowy w okolicy płata czołowego, gdy czytam te wypowiedzi.

Cieszę się, że onomatopeje są znane paskudom (choć pewnie już ta nazwa zabiegu stylistycznego niekoniecznie), jednakże forma użycia powoduje, że we mnie również wzbiera chęć uzewnętrznienia zawartości żołądka. O… i proszę… da się to napisać ładniej?

Moim zdaniem autorki spędzają zbyt dużo czasu w Internecie, czując się bezpiecznie w złudnej anonimowości. Nabrały przekonania, że ich opinie dla kogoś znaczą, ba – że POWINNY znaczyć. Niestety, są tylko jednymi z wielu milionów użytkowników, którzy emocji szukają w wirtualnym świecie. Gdyby tylko zrozumiały, że ich “racje” to tylko garść nic nie znaczących zer i jedynek…

Drogie Paskudy, mam nadzieję, że teraz rozumiecie swoje błędy. Łaskawie przyjmiemy Wasze pokorne błagania o przebaczenie w postaci ocierania się o nasze intelektualne pytki. I nie zapomnijcie o pozytywnych reputacjach na naszym forum dla PRAWDZIWYCH Strażniczek Internetu. Tylko w ten sposób odnajdziecie drogę do światła profesjonalnej analizatorni.

Nie walczcie z tym. Nie tłumaczcie się, że analizatornią nie jesteście. Jesteście – my wiemy lepiej – więc pokłońcie się przed TRUE Strażniczkami Internetu.

[ukłony]

[ukłony]