Witajcie! Tak, tak, wiemy, że jako rekompensujące sobie coś, ziejące jadem i kiepskim humorem desperatki nie powinnyśmy mieć życia poza blogiem, jednakże… staramy się zachowywać pozory – stąd wakacyjna przerwa. Teraz jednak wracamy z nowym zapasem paskudztw. Beware! Na początek pewna historia z dupy wzięta…  w końcu konwencja Gry o Tron 😉

gra o tron paskud

Komentują: Szyszka i Mira

—-

Źródło: everyone-is-mine-to-torment.blogspot.com

Everyone is mine to torment. Fanfik ze świata Pieśni Lodu i Ognia.

Zaczynam pisać tutaj opowiadanie. Może nawet jeszcze dzisiaj pojawi się prolog.

Ach, to nieznośne oczekiwanie!!

Dobrze, że nie pisze tam tylko tutaj. Jest bliżej.

Jak widać na podstawie serialu/ książki Gra o tron (głównie serial jednak).

Ja nie widzę na podstawie jednak.

Głównie serial… cóż, za zaskoczenie.

Głównymi bohaterami są znienawidzony przez was młody król Joffrey, krórego mam nadzieję polubicie chociaż w moim opowiadaniu,

jednak chociaż krórego nie.

Głównie głównymi… no i liczba mnoga sugeruje, że bohaterów było kilku, a zatem przypuszczam, że to są ksywki po prostu: Młody (ten znienawidzony przez nas wszystkich, jak podpowiada autoreczka), Król i Joffrey.

oraz pewna dziewczyna, którą dopiero poznacie.

Musimy?

Kolejna Mary Sue!

Zapraszam do czytania i komentowania 🙂

Nie ma sprawy, autoreczko. Paskudy zawsze do usług.

Jak z dzieckiem. Za mackę  i do baru ^^

Prolog

 

Zapach drażnił moje zmysły.

Najbardziej ucierpiał słuch.

Auć! Ten sukinsyn na mnie nadepnął!

Poruszyłam lekko dłonią i wyczułam krótką sztywną sierść.

Tak od razu bestiality?

Otworzyłam niepewnie oczy. Powoli, stopniowo przez drażniące światło.

Oczy też miała wrażliwe na zapachy…

Ja otwieram przez kolano.

Nie przyznawałabyś się.

Ledwie przytomna spróbowałam zrozumieć gdzie jestem. Kręciło mi się w głowie, a każdy krok kasztanowego konia kończył się potwornym bólem.

Zostaw konia, sadystko!

To nie ona, to ten agresywny Zapach.

Nie siedziałam na koniu sama, jakiś mężczyzna w zbroi, której  ostające fragmenty wbijały mi się w łopatki.

Okej, to zdanie jest jeszcze gorsze niż to z koniem, a nie przypuszczałam, że to możliwe.

No proszę Cię, skoro pani nie wspomina, gdzie był ten facet, należy przypuszczać, że to na nim siedziała. Na koniu, rumaku… rozumiesz Szyszko? (eh, eh nie dziwię, się, że Ty jeszcze dzieci nie masz).

A no tak, w końcu bestiality sugerowała… poza tym Ty też nie masz, więc nie ucz Szyszki igieł robić.

Ja nie mam, bo nie jem marchewki… no.

W moje paskudne odstające łopatki, jak zawsze mawiała moja piastunka.

“Na moje uszy, wąsy i paskudne wystające łopatki” – biadoliła załamując ręce.

Quasimodo?

Nie matka, nawet nie ojciec, a piastunka bo o rodzicach mogłam tylko śnić.

Problemy pierwszego świata.

Dziecko z probówki, ot co.

I tak miałam dużo szczęścia w życiu. W końcu niezwykle rzadko się zdarza że młody i wpływowy lord bierze

od tyłu

na rumaku!

pod swoją opiekę jakąś tam sierotę.

Większość sierot biorą starzy i mało wpływowi. Właściwie w tych kręgach sieroty schodzą jak świeże bułeczki.

Co prawda na początku byłam tylko dzieckiem na posyłki, ale Jamie szybko uległ urokowi małej rezolutnej dziewczynki.

Dlatego musiałam ją zabić i zająć jej miejsce.

W sensie, że ten młody, wpływowy lord to pedofil?

    Podniosłam głowę

Tak śmiesznie dyndała, gdy trzymałam ją za włosy. I jeszcze ta mina…

i zobaczyłam dobrze mi znaną złotą czuprynę niskiego człowieczka jadącego na koniu obok.

To był skalp!

Były głowy jeżdżące na żółwiach, to czemu nie na koniu?

– Nareszcie Alice, na bogów byłaś nieprzytomna prawie od Harrenhal.

Czym się różni bycie nieprzytomnym na bogów od zwykłego?

Nie wiem, ale PRAWIE robi wielka różnicę.

– A na których bogów się zaklinasz, lordzie Tyrionie? – zapytałam cicho, mając wrażenie, że mówię głosem kogoś innego.

Pewnie piastunki.

Duszołap z Czarnej Kompanii!

Nie bluźnij.

Odchrząknęłam lekko pragnąc odzyskać mój naturalny głos. – Gdzie jesteśmy?

Mała syrenka, jak piastunkę kocham!

Lekko odchrząknęła czy lekko pragnęła?

– Jakiś czas temu zniknęła nam z oczu Wyspa Twarzy – odpowiedział mężczyzna siedzący za mną.

Co z oczu, to z twarzy.

Przed nami Dolina Penisa.

Zaraz za Czarnym Rowkiem.

– Chyba nie chcecie mi powiedzieć, że tamte ruiny to Królewska Przystań. Inaczej ją zapamiętałam. Trochę…Ba! O wiele mniej znaczoną.

Trochęba mniej znaczona!

Znaczona przez co? Przez kocury?

Przez piastunkę.

Fuuuuj.

– Wojna! – odpowiedział karzeł wyciągając z za pasa bukłak, w którym zapewne nie znajdowała się woda.

Z zapasa jom wzion, co za kradziej!

Z za pasa buuu… KŁAK!

Skiną na mnie pytająco zapewne proponując drinka.

Z parasolką.

Idź Ty skino, Ty!

Pokręciłam głową kładąc dłoń na swoim brzuchu z którego niedługo miało przyjść na świat dziecko.

Szyszka kładzie dłoń na oczach z którego niedługo miało przyjść płakanie.

Jak miało przyjść z brzucha, to to raczej Obcy a nie dziecko 😛

Lord westchną i sam upił łyka. – Przecież byłaś tu niespełna rok temu. Właściwie to czemu nie zaszczyciłaś mnie wtedy wizytą? Od kiedy właściwie zaczęłaś nazywać mnie lordem?

Taki mały, a taki ciekawski.

Sieroty zaszczycają lordów swoją obecnością.

– Odkąd przestałam być nieokrzesaną dziesięciolatką i stałam się…przynajmniej w pewnym stopniu damą.

Damą negocjowanego afektu.

Rok temu… dziesięciolatka… czyli teraz jedenaście. Toż to faktycznie pedofilia!!!

– Zawsze byłaś bardzo urzekającą, nieokrzesaną dziesięciolatką.

A teraz jesteś jedenastolatką w ciąży.

Zawsze taka byłaś… normalnie, od urodzenia! Urodziłaś się mając 10. lat.

-…A co do mojej wizyty w Królewskiej Przystani to zapewne wiesz, że nie zabawiłam tam długo. Podobno Joff został królem.

Jak ktoś zostaje królem, to prawo nakazuje opuścić przystań, każdy głupi to wie.

Ziom Joff i ja, kumaliśmy się często na ławeczce przed blo… zamkiem.

Ziom Joff i ja, było w pytę, że aż jou jou jou…

Ziom Joff i ja, taka sytuacja!

Bardzo… okrutnym królem. Przynajmniej podobno. – dodałam szybko dla sprostowania.

Plus 1 punkt za słowo “przynajmniej” a nie “bynajmniej”. Minus milion za całą resztę.

– Tak, i zapewne za nazwanie go „Joffem” każe ci uciąć język mimo waszego wspólnego dzieciństwa.

TO ON  BYŁ PIASTUNKĄ!!!

Ziom-piastunka. Combo! A tak w ogóle, to norma, że się następcy tronu z przygarniętymi sierotami bawią… może jeszcze w doktora.

Najlepiej zwracać się do niego „Wasza miłość” jeśli niej jest się pewnym, że ma się całkowite bezpieczeństwo przed jego władzą…

Miru, to zdanie mnie przerasta.

Szyszu, chodzi o to, że jak nie wiesz, o co chodzi, to mówisz “Wasza miłość”.

Ja wolę mówić “penis”.

Ot zamiennik, Wasza miłość.

Spojrzałam jeszcze raz na oddalone mury zamku.

Zostały oddalone z zamku, bo miały brzydkiego bluszcza.

I mówiły na króla Joff.

Po raz kolejny zakręciło mi się w głowie. Opadłam na bok, prawie spadając z wierzchowca. Zanim straciłam przytomność poczułam jak czyjeś silne ramie łapie mnie i ratuje tym samym przed upadkiem.

Ja myślę, że to piastunka.

Wasza miłość…

I

(bo napisać ‘I rozdział’, to zbyt mainstreamowe)

Królewska Przystań. Dom Królów. Złote Miasto. Każdy mówił na to jak chciał, ale dla mnie to był po prostu dom.

Zwykle jednak mówiono na to wagina.

Albo Wasza miłość.

Nie, Wasza miłość to penis. Pamiętaj to kod!

– Kapłanka mówiła, że mam nikogo nie wpuszczać.

Do cipki… znaczy… do Domu Królów zmierza Wasza miłość. xD

Eufemizmy seksualne to mamy jak z powieści erotycznej dla zakonnic…

– Jestem królem idioto, nie obchodzi mnie co mówiła ta głupia kurwa. Masz mnie tam natychmiast wpuścić, to dla mnie służycie.

Ileż zła w tej postaci, jaki ogień! I ta gramatyka!

Rozkładaj nogi, dam Ci sera na pierogi! (chyba nie tak to szło…)

Złoty płaszcz złożył ręce na piersi najwyraźniej nie mając zamiaru słuchać rozkazu władcy.

Miru, to ten złoty płaszcz z wiersza (bezczelne przypomnienie)! Przeżył! 

Lepszy złoty płaszcz niż złoty deszcz.

– Kobieta wyjaśniła się jasno, żeby jej nie przeszkadzać.

A ja ściemniam, bo mi się robi ciemno przed oczami.

Ja się wyjaśniam kremem ze świetlika.

– Dobrze zatem – blondyn obrócił się do do swojego towarzysza – Ogarze…

O, garze pełen smalcu!

Była pedofilia, to teraz zoofilia? Fuuuuuuu!

Barczysty mężczyzna z bliznami na twarzy, ubrany na czarno jednym ruchem

Ha, i kto jest mistrzem szybkiego ubierania?

Czarne płaszcze są lepsze od złotych płaszczy, to się wie!

wyciągną miecz z pochwy

Wyciągną? To ilu ich było?!

jednocześnie przebijając nim odsłoniętą szyję strażnika, który padł na podłogę odsłaniając drzwi.

Przecinki są passe.

“Zboczeńcy!” – zaskrzypiały z oburzeniem odkryte drzwi.

Joffrey podszedł do drzwi, ale nie położył ręki na klamce.

Nie widział jej z powodu fontanny krwi tryskającej z aorty strażnika, który po cichutku dogorywał mu między nogami.

“Nie, nie panie Joff, proszę nie dotykać mojej klamki… nie w tym miejscu… och, nie!” – prosiły drzwi.

    Przez chwilę zastanawiał się co tam może zobaczyć.

Na klamce?

Alice. Nie widział jej prawie rok, a wtedy była w Przystani tylko kilka dni. Wyjechała. I to przez niego. A teraz wróciła i to przyprowadzona nieprzytomna przez jego wuja.

Była nieprzytomna przez wuja, bo wuj wydzielał drażniący zmysły zapach.

Jak przyprowadza się nieprzytomnych? W sensie, że była lunatyczką?

Jeśli to prawda co szeptały damy z zamku to była w ciąży, a to by się zgadzało.

No tak, jak wuj przyprowadza, to oczywiste, że dziewczę w ciąży.  Bo to wuj łonogrzmot.

A przecinki są dla cieniasów.

A co jeśli to jego dziecko? W końcu wtedy, kiedy przyjechała po trzech latach,

Najdłuższa ciąża świata!

Zapłodnienie wiatropylne.

kobieta, a nie dziewczyna. A jednak wyjechała, zapomniała o nim i on też spróbował zapomnieć o niej.

Wyjechała, zapomniała, wieś huczała i płakała, że aż dupa mała.

Dlatego był potem takim sukinkotem! Wszystko przez jedną Merysówkę. :/ To przez nią zginął Stark!

– Em…Wchodzimy? – odezwał się niepewnie Ogar.

Tak bez poślizgu?

– Nie. Zostawimy ją na razie w spokoju. – Chłopak opuścił rękę którą chwilę temu zwiesił w powietrzu nad klamką.

Na małym temblaczku.

Drzwi odetchnęły z ulgą.

Ominą strażnika który zapewne już dawno się wykrwawił i zatrzymał.

Wykrwawienie na ogół powoduje zatrzymanie wszystkiego.

Ominą oni strażnika, a imiona ich od 44 do 69.

– Choć psie.

Mimo kocie.

– A co z nim? Bez potrzeby wyciągałem na niego ostrze.

– O tym decyduję ja.  A teraz choć,

Choć co?

matka na pewno ma mi coś do powiedzenia z racji niespodziewanego przyjazdu naszego gościa.

Ale Ogar nie chociał, bo miał wyciągnięte bez potrzeby ostrze.

Szpiedzy, strażnicy, stróże prawa, służba… nikt nie uprzedził króla, że będzie miał gości. 😦

  Leżała na brzuchu ramionami opatulając czarną poduszkę.

Ta ciężarna?  No, to musi być jej wygodnie…

Obok leżała czerwona poduszka… samotna. Niepotrzebna nikomu…

Uśmiechała się wpatrzona swoimi szarymi oczami w jasno zielone oczy blondyna leżącego obok niej.

Wpatrywanie się cudzymi oczyma zostawiła sobie na deser.

Ta poduszka w sensie?

Chłopak uśmiechną się zawadiacko zamykając oczy na dłuższą chwilę.

Przez powieki mu w te oczy patrzyła?

Ł się chyba obraziło na autoreczkę.

Dziewczyna wtuliła twarz w poduszkę.  Słyszała jak się przekręca na łóżku, ale nawet nie drgnęła.

Ruchliwa poduszka…

Poczuła jego dłoń na swoich kasztanowych włosach,

cudze rude miała na komodzie

a następnie zimne palce przesuwające się po ramieniu.

Ramię niekoniecznie już należało do niej.

Mruknęła cicho, a palce zatrzymały się na chwilę przy zabliźnionej już dawno ranie. Później dotknęły miejsca na łopatce gdzie była kolejna blizna, a następnie dotknęły na wpół wyleczonego siniaka na biodrze.

Toż to jakaś kombatantka a nie kobieta w ciąży.

– Auć! – jęknęła wręcz pokazowo szatynka podnosząc głowę jak oparzona.

Kasztanowa szatynka.  Szatykasztanka?

Tam była druga kobieta – jedna jest pobita i w ciąży, a druga poparzona. Masakra!

– Co ci się stało? – zapytał chłopak zabierając rękę.

– Ludzie się stali. – odpowiedziała nie odwracając się do niego.

Wielka maszyna z żelaza i stali.

Hmmm ciekawa forma opisu – czego w tej chwili nie zrobiła postać, czyli rozumiem, że w tym czasie, gdy się nie odwróciła, to plunęła, pierdnęła i podrapała się po jajach? Bo o tym mowy nie ma, że tego nie zrobiła.

Wpatrzona była w drewniany podgłówek łóżka, tak jakby bała się spojrzeć mu w oczy.

Podgłówek słynie ze złowrogiego spojrzenia. Szczególnie drewniany 😛

To przez te słoje i sęczki.

Co miała tam zobaczyć, żeby się tego bać?

Tasiemca. Ja bym się bała tasiemca.

– Jamie kazał mi uciekać więc uciekałam i uwierz mi, że nie mieszkałam u lordów.

Nastała cisza. On zastanawiał się nad tym co usłyszał i co miał i czy w ogóle powinien odpowiadać.

Ja zastanawiam się co czytam, czego nie mam i czy autoreczka ma awersję do literki “ł” na końcu wyrazów.

Na pewno ma coś do przecinków. Może jakiś wpełzł jej kiedyś do łóżka, gdy była dziesięcioletnią dziewczynką. Smutna to historia.

Ona zaś zastanawiała się nad tym czy dobrze to ujęła i nad tym, że po trzech latach w końcu wróciła do domu.

Patrz, przynajmniej coś jej tam świta, że kiepsko to wszystko ujęła.

3 lata… chyba mi nie uwierzy, że to jego. Damn!

– Alice, zostań w Przystani. Przynajmniej do puki nie wróci Jamie i Tyrion.

Do Buki?

Jamie i Tyrion sypiają z gorszym potworem niż Jej Mackowatość.

– Zostanę pod jednym warunkiem. Nie próbuj mnie kontrolować.

A jak spróbuję, to sobie pójdziesz i nie będziesz już więcej pisać?

… w ciąży jedenastolatka, sierota, leży obok nieletniego króla psychopaty vel. sadysty i stawia mu warunki… Okeeeeeeeeej. Czy coś mnie ominęło? Poza Ł i przecinkami.