Przepraszamy, że kazałyśmy Wam czekać dłużej na nowy odcinek. Niestety, zacięłyśmy się na rysunku i… poległyśmy. Obrazka nie będzie! Tyle się w tym fanficu dzieje, że szyszki i macki same opadają (mimo że to wiosna)… zresztą sami przeczytajcie. 🙂

Komentują: Szyszka i Mira

„Vegeta i Bulma -raz jeszcze”

Kolejna odsłona… kolejna dewiacja…

Część 2

Przypominamy, że Część 1 również miałyśmy (nie)przyjemność skomentować

(uprzedzam to co tu zostało napisane nie jest przeznaczone dla dzieci i osób wrażliwych.

nie tłumacz się, Autoreczko. I tak jesteś potępiona.

To jakim cudem ją napisałaś, skoro sama sobie odradzasz jej czytania? O.o

Przyczyna: burza hormonów autorki spowodowana zajęciami WS.

Wielkie Sikanie?

Hmmm alternatywa dla zabawy w Słoneczko?

I pomyśleć, że kościół to zaakceptował… ^_^)

Chyba ten z Kapuścianą Matką Boską.

A co innego pozostaje? Proces myślowy jak w przypadku cen paliwa: odrzucenie, złość, rezygnacja i akceptacja.

Tego dnia Bulma była wyjątkowo zamyślona.

Pewnie ciągle wspominała ten drążek z poprzedniej części.

Mmmm pewnie taaaak <też wspomina>.

Nie potrafiła się skupić na rozmowie z i tak niezbyt

rozgarniętym Yamu-chą.

Ja Mucha! Rany, zdążyłam już o tym zapomnieć…

Ale przynajmniej konsekwentnie jest muchą… a nie np. komarem!

Przed oczami wciąż widziała dumną sylwetkę saiyańskiego księcia.

A jej wnętrze drgało od poruszeń drążka.

Skoro ciągle go widziała… to jak jej się udało nie wywalić na schodach?

– „Jak oni się od siebie różnią. -myślała -Yamu-cha jest typowym szpanerem, lecz ma dobre serce i prostą duszę.

O ile pamiętam, jest też alkoholikiem i na pewno ma małego penisa.

Penis krzywy, ale chociaż dusza prosta…

Vegeta natomiast…

Vegeta jest typowym prostakiem ale ma szpanerską duszę i dobrego penisa.

no właśnie Vegeta.

Z nim chociaż smakuje lepiej!

Nie jest takim czarnym charakterem jakiego

zgrywa, ma w sobie coś co mnie pociąga, sprawia że czuję w sercu dziwne ciepło…”

taaa, “w SERCU”…

Ten drążek był bardzo dłuuugi

– Bulma! -zawołał wciąż jeszcze lekko podchmielony Yamu-cha -Co sądzisz o mojej nowej bluzie? Fajna nie? I nawet nie uwierzysz jak tanio ją kupiłem!

Założę się, że ta sytuacja jest oparta na faktach i autoreczka mści się w ten sposób na byłym chłopaku.

Mówisz? A może to zazdrość względem sąsiadki, która ładną bluzę kupiła na bazarku, a gdy autoreczka też chciała, to już ich nie było?

– Yhm. -mruknęła wielce zainteresowana dziewczyna.

– No. A wiesz, że wczoraj byłem w „Real. Cudowne zakupy”.(ktoś tu nie potrafi odmieniać. Oj

Yamu-cha !^_^)

Jamucha, Jamucha,

kupił bluzę – nie porucha.

Widziałem fajne buty, za jedyne 599,99 zł! Może sobie kupić?

Chciał kupić sobie też butki,

Więc poruchają krasnoludki.

(żaluzja do wzrostu Vegety)

– Yhm.

– Bulma!

– Co? -spojrzała na niego nieprzytomnym wzrokiem.

– Jesteś dzisiaj jakaś dziwna, wiesz?

To pewnie dlatego, że jesteś trzeźwy.

Weź rutinoscorbin!

– Naprawdę? Sorki, trochę się zamyśliłam.

– Ale… chyba nie jesteś w ciąży?

Ciąża od myślenia. Aż się boję, jakie metody antykoncepcyjne stosuje autoreczka.

Jeśli kobieta myśli, to znaczy, że jest w 3 miesiącu <– co za szowinizm

– Nie! Skąd ci to przyszło do głowy?!

– To dobrze. Nie lubię dzieci.-wypalił nasz delikatny bohater.

Ale co wypalił? Skręta?

– Yhm. -powiedziała jeszcze bardziej zatapiajac się w swój własny świat.

Masturbowała się?

– Bulma!

Etc.

Bo “i tak dalej” jest zbyt mainstreamowe.

A teraz tradycyjna część każdego fanfic’a, czyli… skok w czasie! Tym razem jednak bardzo

skromny, bo dotyczy jedynie paru tygodni.

I tak przez cały czas Mucha ględził o odzieży?

Mnie zastanawia ta tradycja skoków… w bok to bym zrozumiała, ale w czasie?

Był słoneczny, upalny dzień. Bulma korzystając z okazji wygrzewała się na leżaku w ogrodzie

(Veguś oczywiście produkował się w toalecie… no nie, co ja pisze?

A co ja paczę?

Produkował się w kapsule

-miało być.).

Ha. Ha. Bardzo Ha. A gdzie słynny dowcip o kupie na patyku?

Już wiemy przynajmniej jak powstaje słynna przyprawa do zup.

Nagle na niebie coś zabłysnęło.

Słońce <podpowiada>

Początkowo wyglądało jak odległa gwiazda, lecz z czasem powiększało się.

I wyglądało jak bliska gwiazda.

Jak nie Słońce, to może Czarodziejka ze Słońca? 

– Jakiś obiekt zmierza w kierunku Ziemi… -powiedziała do siebie Bulma wstając z leżaka.

Nie jakiś obiekt, tylko odległa gwiazda, naucz się patrzeć, kobieto. I zostaw ten drążek!

Paprotki były jej wdzięczne za tą informację.

Nagle dostrzegła, że był to saiyański statek, podobny do tego, w jakim przybył Vegeta…

– O nie! -krzyknęła przerażona -On leci prosto na nas !!!

Szybko, ściągnij bluzkę, to na pewno odwróci jego uwagę!!!!!11oneone

To były jej ostatnie słowa

epic fail!

przed gwałtownym wybuchem. Okazało się, iż pojazd uderzył prosto w kapsułę saiyańskiego księcia.

Zrobił mu z dupy garaż.

Wyskoczysz na kapsułę, dziffko?!

Wytworzył się przy tym mocny podmuch powietrza ,który porwał

sparaliżowaną dziewczynę prosto na pobliskie drzewo. Uderzenie było tak silne, iż straciła

przytomność.

Nieprzytomna i sparaliżowana od dmuchania. nieźle się zaczyna.

Przynajmniej nie będzie się opierać ^^

Kiedy się ocknęła cały świat pogrążony był w chaosie.

Championi Slaanesha zaprzeczają tej informacji.

Coróż

A co czerń? A co czerwień? Dlaczego akurat róż?

– Co jesz? – pyta zając

-Co zając? – pyta jeż

w powietrzu widziała latające kawałki zabudowań i głazy.

Dostały skrzydeł, pewnie też od dmuchania, bo od myślenia dostaje się dzieci.

Na niebie czerwieniła się złowroga łuna ognia.

Ktoś zawstydził złowrogą łunę!

A kiedy Bulma wstała i

próbowała się rozejrzeć, uniemożliwił jej to gęsty, duszący dym.

Trzymał ją za głowę i nie pozwalał kręcić.

To Niewidzialny człowiek!

– „Czy tak wygląda Armaggedon?

Nie, Bruce’a Willisa się nie spodziewaj

-myślała -Dzięki Bogu, rodzice wyjechali na Hawaje, tam są

bezpieczni… O nie! VEGETA!!!”

O nie! Warzywko!

Boję się o moje warzywko, że ktoś z niego zrobi warzywko! A nawet suróweczkę…

Szybko(o ile to było możliwe z ciągle bolącą głową)skierowała się tam, gdzie niegdyś stała

kapsuła treningowa.

Po omacku, tyłem i na czworakach.

Głowa – główny narząd ruchu człowieka

Wtedy to zawiał wiatr i rozproszył dym.

Twardy skurczysyn, trzymał jej głowę aż do kapsuły i dopiero wiatry Vegety go rozwiały.

Wczoraj była grochowa.

Oczom Bulmy ukazały się ruiny, jakie

pozostały po zabudowaniach C.C. Nagle dostrzegła na jednej z powstałych skarp Vegetę.

Podmuch górotwórczy?

Miał porwany kostium i był trochę poobijany, ale żył!

Porwał go ze sklepu z zabawnymi ubraniami. To była wiewiórka.

Albo różowa koszula… słynna różowa koszula Vegety

Wpatrywał się teraz w coś zmrużonymi oczami. Niebiesko-włosa

Niebiesko od włosa?

podążyła za jego wzrokiem

O, teraz ją już głowa nie boli!

i… ujrzała jakiegoś gościa z ogonem,

z przodu czy z tyłu?

w stroju żołnierza armii Freezera!

Toż to szok! A ona taka nieuczesana!

– O nie… -jęknęła widząc, iż sytuacja nie przedstawia się ciekawie. Vegeta był w o wiele

gorszym stanie niż jego przeciwnik.

No, mnie Vegeta w stroju wiewiórki też się wydaje nieciekawy.

Nagle saiyański książę zerwał się w stronę tamtego. Rozpoczęła się błyskawiczna wymiana ciosów.

Wymienię dwa prawe sierpowe na jeden lewy prosty!

Bliezkrieg!

Bulma nie mogła dostrzec kto ma przewagę.

To przez ten dym i latające przedmioty. Poza tym zafiksowała się na wiewiórczym ogonku Vegety.

Zważywszy na to, że była sparaliżowana, to może po prostu leżała odwrócona w przeciwną stronę 😛

Wtem przeciwnik Vegety runął na ziemię, wzbijając potężna chmurę kurzu.

Kurz, dym, przedmioty i wiewiórka. Niech mi ktoś da wódki…

Potężna wódki (dawka)!

Nasz bohater nie miał zamiaru dać mu choćby chwili odpoczynku, rozwijając

maksymalną prędkość skierował się tam, gdzie upadł napastnik.

Znaczy się, uklęknął przy nim z prędkością światła? Bo odniosłam wrażenie, że napieprzają się w ogródku.

Uuuu będzie mandacik.

To było nierozważne posunięcie,

ponieważ pęd powietrza zakłócił pole energetyczne poddanego Freezera,

Nadepnął mu na bateryjkę.

który już zdążył się pozbierać.

Gdzie mój nos? Gdzie mój nos?

Wąska wiązka energii wystrzeliła z jego palca. Vegeta nie miał szans. „Palcówka”

(fajna nazwa, nie ma co ^_^)przeszyła na wylot jego ramię.

I tak niech się cieszy, bo wcześniej był regularny fisting, a tak dostał tylko z palcówki.

Fajna… taka klimatyczna…

Z oczu Bulmy popłynęły łzy.

Czytanie zdań, jak powyższe, wywiera taki efekt.

„Nie mogę się ruszać! czy już nigdy nie będę chodzić?” ;(

– Nieeee. -szepnęła ledwo wydobywając głos ze ściśniętej krtani -Tylko nie ty Vegeta…

Brak przecinków jest co najmniej niepokojący.

Gdzie ten głos?! [szpera] A tu się skubany ukrył, no chodź… chodź!

– Hehehe! -zabrzmiał złowrogi śmiech -I co braciszku? Czyżby bolała cię rączka?! Hehehe! No to biegnij do mamusi!

Hahahahaha, zabrzmiała załamana Szyszka.

Mira nie brzmiała, Mira uderzała głową w mur… żeby złagodzić ból.

– Gnoju. -powiedział niespotykanie spokojnie Vegeta, puszczając krwawiące ramię.

Ramię upadło na ziemię i krwawiło cichutko.

Niespotykanie spokojnie krwawiło. Nie spotkałam w życiu tak opanowanego ramienia, mówię Wam!

– Hehehe…-śmiech najeźdźcy umilkł. Wojownika Freezera speszył nagły, cyniczny uśmiech

przeciwnika.

Tajna broń Vegety – szyderczy półgębek.

Jak u Daemona z Pamiętników wampirów <kisiel w majtkach>

– Czego tak szczerzysz te swoje pieńki wszo?! -wrzasnął.

O ile sobie przypominam, Vegeta pokazywał ząbki tylko na ciężkim wkurwie. Odbieram sprzeczne sygnały.

Wsza <– to mu pojechał

– Zniszczę cię… ZNISZCZĘ CIE VELTIGO !!!

Ale kto kogo?

Słyszałam o CIA, ale CIE?

Aura saiyańskiego księcia zalśniła złotym, oślepiającym blaskiem wzburzając tumany pyłu, które

zakryły całą jego postać.

Kurz, dym, przedmioty i wiewiórka, a teraz jeszcze pył i tuman.

Kto był tym tumanem? Ja-Mucha czy krzywy penis?

I wszyscy bardzo wkurzeni. Zapewne pod wpływem straszliwych wulgaryzmów, które padły z ust kosmity.

Kiedy blask zniknął, a kurz opadł oczom Bulmy ukazał się ssj Vegeta!

Ssij, Vegeta, ssij!

– Udało ci się, naprawdę ci się udało kochany! -śmiała się, płacząc jednocześnie.

Ciągnął jak odkurzacz.

– A niech mnie… -Veltigo miał szeroko otwarte ze zdziwienia oczy.

I paszczę do chapania.

Dym mu pewnie naleciał. Kurz też. Tylko tuman się zaklinował.

– Dalej braciszku ,gdzie twoja pewność siebie?! -zaśmiał się tym razem Vegeta, lekceważąco

mierząc swego przeciwnika lodowatymi, zielonymi oczami.

Bosz, jaki seks!

Mierzenie: W barach 120, w pasie 80, wzrost około 180… <– starczy, by Vegeta Cię znienawidził.

– Jak śmiesz ze mnie kpić psie! -krzyknął tamten atakując. Nasz Veggi-chan

…i po seksie.

jednym ciosem powalił wojownika Freezera. Następnie malutki

było zimno, skurczył się

… to faktycznie po seksie

*Final Flash*

… i po Veltigo zostało już tylko przykre wspomnienie.

i niewielki krater w ziemi, obejmujący pół miasta.

Oj tam, oj tam!

Vegeta tymczasem wrócił do normalnej

postaci i wykończony opadł na ziemię.

Zdjął kostium wiewiórki?

To nie była zwykła wiewiórka, tylko wiewiórka ssąca – model SSJ.

– Dzięki Bogu! -zalewała się łzami Bulma, kiedy Vegeta odzyskał przytomność -Myślałam, że nie

żyjesz!!!

Ale o jakim Bogu ona mówi? Kami-sama się na to nie zgadza!

– Nic mi nie jest. -odtrącił ją, po czym zaczął się podnosić.

Vegeta się podnosi, gdy kogoś potarmosi.

Chyba „Vegecie się podnosi”

Przestrzelone ramie okazało się

jednak bardziej bolesne niż przypuszczał. Saiyański książę ponownie opadł na ziemię.

Wielki wojownik pokonany przez palcówkę.

Spenetrowany dogłębnie.

– Ty krwawisz!

Przestrzelone ramię – a co, stokrotki miały z niego wylatywać?

– Spostrzegawcza jesteś. -zauważył z sarkazmem.

Jakie to, kurwa, romantyczne.

Sarkazm – jedyny kumpel Vegety.

– Trzeba ci opatrzyć ranę… -nagle nagromadzone chmury otworzyły się nad nimi

To opowiadanko rządzi! Kurz, dym, przedmioty, wiewiórka, pył, tuman i burzowe chmury. Jeszcze parę błyskawic, czarny koń i mamy Giaura.

Wiesz, przynajmniej autoreczka pamięta, że jest jakieś tło wydarzeń… Tylko to otwarcie chmur to jakaś metafora bramy do raju?

(ciekawe, nie?

Nie :<

Najpierw piękne słoneczko, a potem burza. Zupełnie jakby ktoś nad tym panował ^_^).

Zadajmy sobie pytanie, skąd się tam w ogóle wzięła burza.

Naprawdę nie ]:<

– Vegeta oprzyj się na mnie. -dziewczyna zrozpaczona rozejrzała się po „dawnych” posiadłościach Capsule. Corp.

Czemu tu są kropki, jak nie ma żadnego skrótu?

-Chodź. Schronimy się miedzy tamtymi blokami skalnymi.

Które były ślicznym domkiem z ogródkiem, ale jakiś Vegeta się po nich przeszedł.

Nie chcę się czepiać, ale lepiej się schronić przed deszczem pod czymś niż między czymś.

– Odwal się! Sam dojdę. -Veggi-chan wcale nie ułatwiał jej zadania.

Jechał na ręcznym całe życie, to teraz mu byle baba nie zrobi dobrze.

Dopiero co był po palcówce w końcu.

Kiedy doszli

jednak razem?

do upatrzonego schronienia, nasz super-męski bohater rozsiadł się pod prowizoryczną ścianą. Bulma zajęła miejsce koło niego, w skupieniu przyglądając się ranie.

Zaraz wyciągnie patyk i będzie ją trącać jak martwą żabę.

Mrużąc oczy, skomentowała: “O, dziurka!”

Po chwili namysłu

“Czy każda dziurka może zastąpić cipkę?”

zdjęła swoją, i tak już skąpą bluzeczkę(ukazując finezję bielizny XXI wieku ^_^).

i żenadę charakterystyczną dla wieku autoreczki

Finezja jak u Lady Gagi

Zdjęte ubranie porwała na pasy, którymi zaczęła opatrywać skaleczenie.

No bez przesady, to jest tylko dziurka, to jest głębokie a nie szerokie… Chyba, że materiał do środka wpychała. 😛

A Vegeta? Zdziwionym wzrokiem wpatrywał się w tą małą, silną dziewczynę.

To ma cycki!!

Mmmm pogmeraj paluszkiem w mojej ranie…

I nagle spłynęła na niego paraliżująca świadomość bliskości jej

kobiecego ciała.

Ponownie: to ma cycki!!

Spojrzał na Bulmę innymi oczami.

Zmienił soczewki.

Była piękna.

CYCKIII!!!

Ciepło jej ciała, głębia oczu,

Oczu… <prycha>

otulająca ją delikatna woń perfum i jej wewnętrzny urok

Czym się różni wewnętrzny urok od zewnętrznego?

sprawiły, że Vegeta w nagłym przypływie

namiętności pochwycił jej ramiona w żelaznym uścisku swoich.

A przed chwilą nie mógł łapką ruszać, no, no, cała krew najwyraźniej spłynęła gdzie indziej.

– Vegeta? -Bulma popatrzyła na niego szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami.

i z rozdziawioną paszczą.

Oczy szeroko zamknięte natomiast to tylko w piosence.

– Ciiiiii. -sam wstrząśnięty własną reakcją,

“A jednak staje nie tylko na widok odbicia w lustrze!”

zamknął jej usta w gorącym pocałunku(z języczkiem

ofkors =P)

Trzymał w zębach rozżażony węgielek. Z języczkiem ofkors.

Ofkors!

-Nic nie mów.

Tylko dawaj cycki.

Urok wewnętrzny, Szyszko, urok wewnętrzny!

– Ale ja…

– Ciiiiiiiiii!

– Vegeta! Nie! -krzyknęła przerażona, kiedy jego ręce zaczęły błądzić po jej ciele.

Ojej, jaka nagle się niewinna zrobiła, a kto cyckami mu machał i po palcówce macał, co?

I to powiedziała tak, która staremu Żółwiowi pokazywała szparkę  jako nieletnia…

– Zamknij się głupia.

– Proszę…-Bulma znów zaczęła płakać -Nie rób tego!

Jej protest nic nie pomogł (…)

Nawet autorka nie wiedziała, jak to skomentować, więc i ja kapituluję.

A może to rysunek. Skoro cycki wyglądają tak (.)(.) to tutaj mamy rysunek… hmmm… ok, bez konkursu audiotele chyba się nie obędzie.

A teraz uznacie mnie pewnie za wredotę (albo świętość), bo oszczędzę sobie dalszego opisu

sytuacji(to w końcu jest fanfic związany z DB, a nie z XXX’em)

Tłumy zawiedzionych fanek Vegety rzucają się z mostu!!! Ale na plus, że autoreczka przynajmniej nie udawała, że coś wie o seksie.

Co to jest iksiksiks… coś jak Zaiks? W sumie i tu dziwki, i tu…

Wszyscy chyba domyślamy się

dalszego obrotu wydarzeń.

Zaplątali się w kostium wiewiórki i Vegeta poczęstował ją swoimi orzeszkami.

Zaczęła mu wkładać palce w otworek po ranie: coraz głębiej… mocniej… szybciej!

Powiem tylko, iż po fakcie(wiadomo jakim)nasz Veguś zachował się jak

świnia: Odleciał sobie na jakieś zadupie, całkowicie ignorując skuloną i zapłakaną Bulmę.

Ach, ci faceci!

Ach, te autoreczki.

Tylko świnek żal… 😦

Tak oto nieciekawie zakończyła się druga część opowieści.

Jak przedwczesny wytrysk.

Przynajmniej szczere podsumowanie.