paskudy_bella

Czy można być jeszcze gorszym wampirem niż Edward Cullen i jego sparkle? Okazuje się, że tak! Przedstawiamy Wam fragmenty historii Belli  Swen, powstałej przy założeniu, że to nasza cudowna panna  „Poker Face” od początku była krwiopijcą. Jaki to miało na nią wpływ? I skąd fataliii…  fekalizm w tytule? Nie dowiecie się, jeśli nie przeczytacie! 😀

 

Komentują: Mira & Szyszka

Źródło: fanfiction.net/s/8897144/1/Ogień-i-lód

 

Author: Ewe25

—-

 

Co by było, gdyby to Bella Cullen była wampirem a Edward Swan człowiekiem? Jak wówczas potoczyłyby się losy tej znanej dwójki?

Ona na pewno by się nie mogła z wampiryzmem długo kryć z uwagi na notoryczne paszczorozwarcie. On bez sparklów… cóż, zostaje po prostu emo.

Gdyby babcia miała wąsy, to by miała wacka. A Edward i z wąsami by nie miał.

Nowe dylematy moralne Belli i ich objawy:


 

Czy dalej łączyłaby ich więź miłości? I jaki udział w całej tej historii miałby James z pozoru niegroźny, ale pod powłoką lubieżny wampir?

Tyłeczku Edwarda, nadchodzę! No co? Oni zawsze napastują ludzi, więc skoro role się zamieniły… ciekawe czy Jacob też będzie chciał zaliczyć Edka? Może uczyni go częścią watahy? (przypominamy w jaki sposób)

Jacob z Pozoru Niegroźny konfrontuje się z Edwardem Błyszczącym Niekoniecznie!

Rozdział 2: Nowa permanencja

Penetracja?

Spermanacja.

 

Dni mijały niezauważalnie szybko, ale noce pozostawiały wiele do życzenia.

Ich szybkość przemijania była zauważalna… no jak tak można?

Chcę rybkę! Chcę kucyka! Chcę nowe baterie do wibratora! I wiele innych życzeń.

 

W szczególności dla mnie. Wiedziałam, że rodzina ostatnio ciągle się o mnie martwi, dlatego powinnam chociażby udawać: emanować pozytywną energią, uśmiechając się czy radośnie rozprawiając o niczym ważnym.

Brakowało tylko szczęśliwego szczebiotania i ekstatycznego dłubania w nosie.

 

Bóg mi świadkiem, że próbowałam.

Latający Potwór Spaghetti: Nie zgodziłem się być świadkiem!

 

Coś jednak blokowało mnie od środka.

Kołek?

Tampon.

 

Tłumaczyłam się niechęcią do kłamstwa, co było absurdalne.

No jak można nie chcieć kłamać? Absurd!

Jak można się tłumaczyć? Absurd!

 

Przez parę ostatnich dni nagminnie rozmyślałam na temat uczuć, które przejmowały kontrolę nad moim ciałem, tym samym wpływając na zachowanie.

Chodzi o masturbację.

Niekontrolowane ekstatyczne dłubanie czymkolwiek w otworkach?

 

Głównie były to rozgoryczenie i melancholia, z którymi nie chciałam walczyć.

Są różne podniety…

Wolała walczyć z ochotą wpychania ołówka w ucho. Całkiem sensownie.

 

Czułam się słaba, a nie jak rasowy wampir.

wampir-kundelek, albo skrzyżowanie wydry z jamnikiem

Wunpiesz!

 

Szczerze mówiąc,

Ona to mówi na głos? I to w dodatku wcześniej było nieszczerze…

i absurdalnie

 

wampirem byłam zawsze do dupy.

Em, tam się wgryzasz, tak?

Znaczy się… są wampiry do zadań specjalnych i są też takie do dupy? Czy po prostu wampirzym ruchadełkiem analnym?

 

Westchnęłam, po czym wstałam z kanapy, przy okazji wyłączając telewizor.

Telewizor reaguje na obciążenie mebla, sprytne co?

Może na westchnienia? Wiesz, ten odór z paszczy mógł przepalić obwody.

 

Znudzonym wzrokiem popatrzyłam na zegar wiszący na ścianie naprzeciwko.

On z równym znudzeniem przesunął wskazówkę.

I całkiem żywym wzrokiem spojrzałam na zegar na ścianie po prawej.

 

Wskazówki pokazywały godzinę szóstą dwadzieścia jeden, czyli miałam jeszcze trochę czasu, zanim wraz z rodzeństwem będę musiała udać się do nowej szkoły.

Całe pół minuty, bo tatuś-Belluś rozliczał dzieci z każdej sekundy.

 

Świetnie, po prostu cudownie, warknęłam w myślach i przeklęłam szpetnie.

Też tak czasem macie, że ujadacie w myślach? Mi zdarza się gdakanie – ale tylko w myślach rzecz jasna!

Nie, ja tylko ładnie przeklinam, choć przyznam, że czasem słyszę jakieś dziwne gdakanie, jak siedzę w pobliżu Miry.

Die bitch!

 

Po raz tysięczny zmieniamy całe środowisko,

Bomba jądrowa? Klimaty postapokaliptyczne?

Mutujemy drzewka, Czarnobyl do boju!

 

aby nie zauważono u nas dziwnych oznak niestarzenia się.

Myślałam, że “oznaki niestarzenia” są u wampirów normalne, ale… co ja tam wiem.

Może oni się dziwnie niestarzeli. Na przykład żółkli na brzegach i pachnieli terpentyną.

 

Zasrane wampiry, zakpiłam.

A to ci kpiarz z tej Belli! Już wiem chociaż skąd te konotacje z dupą.

Hahaha, nie zrobiłam lewatywki przed analem, będziesz miał niespodziankę, wampirku! – to taki poniedziałkowy żarcik Belli.

 

Chyba zaczynam mówić sama do siebie, a jak wiadomo, to pierwsza oznaka szaleństwa. Chociaż, patrząc na to z drugiej strony, szalona jestem już od ponad wieku, zironizowałam.

Jesteś głupią pipą, zsarkazmowałam.

Nie, można mówić do siebie, a nawet do sprzętów domowych, pierwsza oznaka szaleństwa jest, gdy zaczną odpowiadać.

 

– Rose, daj mi spokój – jęknęła Alice i ignorując blondynkę,

ban dla różyczki

Alice? Alice? Who the … is Alice?

stanęła tuż przede mną.

Jak można stanąć przed kimś lecz nie “tuż”?

Takoż tamże tuż.

 

Zlustrowała wzrokiem dżinsy i kurtkę, które miałam na sobie, po czym pokiwała głową z uznaniem.

Nie jesteś zasrana – nasze gratulacje

Nieźle, tylko zdejmij dżinsy z głowy i kurtkę z tyłka.

 

Uśmiechnęła się szeroko. – Wszystko gotowe. Musimy tylko poczekać aż chłopaki wrócą z polowania.

Zaśmiałam się cicho. Co jak co, ale Alice we wszystkim znajdzie dobre strony. Bycie ciągłą optymistką często się opłaca, a już szczególnie w podobnych sytuacjach. Szkoda, że nie potrafię się zmusić do ciągłej radości. Życie, a raczej bierna egzystencja, mogłoby być wówczas nawet zadowalające.

Nagle do salonu jak burza wpadła Rosalie.

Chwila, to kto wcześniej męczył Alice?

Jak to kto, Bella swoją rozbudowaną narracją o dynamice kulawego ślimaka z rozwolnieniem.

M’key. A od kiedy burze są zjawiskiem salonowym? Znów się czepiam, dobra.

 

– Bello? – spytała nadzwyczaj spokojnym głosem. Przyjrzałam się jej błyszczącym złotym tęczówkom oraz palcom, które co chwila wykręcały blond kosmyki włosów.

wychodzące z tychże tęczówek

Kurde, przeczytałam “tenisówek”…

 

– Uczeszesz mnie?

Tam na dole?

Pod paszkami ;*

 

– Chyba żartujesz?! – zaśmiałam się głośno, ale kiedy zauważyłam minę siostry,

Oooo Ty masz mimikę, ja nie mam, daj trochę!

Bella i mimika? Nie wierzę, pics or it didn’t happen!

Photoshop.

 

raptownie zamilkłam.

– Świetnie! Jak zwykle można na ciebie liczyć! – warknęła po nosem

Bo pod nosem miała krew

Warknęła w odpowiedzi na warknięcia Belli, ale była cienka w myślach i zrobiła to na głos.

 

i głośno tupiąc nogą niczym mała dziewczynka, wyszła z salonu.

Hmmm… w sensie, że utykała?

Miała drewnianą nogę.

Nie tylko. Jej zamiast botoksu wstrzykiwali chyba łyko.

 

Skręciła w stronę garażu. To właśnie tam czuła się najlepiej.

Nikt nie nazywał jej kuternogą.

I korniki dawały jej spokój.

 

Od zawsze uwielbiała reperować różne ustrojstwa, a szczególnie te w samochodach.

Ustrojstwo – więcej niż wyposażenie wnętrza

Znaczy się, pasażerów? Jak Frankenstein?

 

Można by powiedzieć, że Rose miała hobby – ależ irionia!

Ludzie mają hobby, wampiry mają hobby, tylko drewniane kłody nie mają hobby, więc się dziwią.

I reagują irionią. Irioniczne.

Iria – takie anime kiedyś było.

 

Blondynka bardzo rzadko, a właściwie prawie nigdy, zwracała uwagę na cokolwiek, co znajdowało się poza jej nosem.

Miała duży nos, albo cierpiała na krótkowzroczność.

A ja też rzadko prawie nigdy nie zwracam, ale przy tym tekście mi się lekko dźwiga.

 

Alice uśmiechnęła się wymownie.

Będzie seks.

W złotych trampkach.

 

Rzadko przeglądałam jej myśli, ponieważ przeważnie pokrywały się z moimi, co było sporym ułatwieniem. Zazwyczaj.

Katalog myśli – taki w twardej oprawie, z niebieską okładką i naklejkami na grzbiecie. Przeglądaj do woli.

Pokrywały się, czyli kopulowały ze sobą w celu spłodzenia małych myślątek.

Zawsze to jakiś motyw miłosny…

Westchnęłam. Nie miałam ochoty czekać na braci. Przyznam, że wolałabym już mieć ten dzień za sobą.

A ja bym chciała mieć za sobą te opisy. Szyszku, przejdziemy może już do Edzia?

Bierzemy go! Ten tekst się wlecze jak rozgotowane spagetti w gównianym sosie.Edwardzie, nadchodzimy!!

 

[przewijamy tekst. W międzyczasie dowiadujemy się, że Bella ma myśli równie urozmaicone, jak jej mimika w filmie]

[yep]

 

Zacisnęłam zęby, przestąpiłam z jednej nogi na drugą, założyłam ręce na ramiona. W tym momencie żaden obserwator nie domyśliłby się, że jestem kimś więcej niż człowiek. Wyszło idealnie, jak zawsze.

Powyższy  akapit zasługuje na bliższe poznanie. Ja być prawie więcej niż człowiek, ja być w trans! I chce mi się szczać!

Bella jest wampirem: sika i sparkluje, a potem czas na błyszczącą kupę -> “wyszło idealnie”

 

[Belcia wpada w trans i chrząka. Serio, całe 4 zdania były o tym]

[Ziew]

 

Chwilę później, tuż za nim, pojawił się Emmett. Puścił do mnie perskie oko,

Z dywanu perskiego czy z kota?

 

po czym szybko skierował się w stronę garażu, z którego wydobywały się dziwne dźwięki.

 

Miro, czyżby to ktoś gwałcił Edzia w garażu?

To chyba ten biedny kotek ;(

 

[Dwadzieścia zdań później dowiadujemy się, że nie]

[Zieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeew]

 

Z udawanym zainteresowaniem zaczęłam przyglądać się budynkowi prezentującemu swą masywność naprzeciwko. Zbudowany został z czerwonej cegły dość długi okres czasu temu.

W tym (u) tworku nawet czas ma okres… no dobra, miałam nie czytać, tylko Edzia szukać. Przewijam dalej.

 

Kim oni są? Jacy piękni, jakby nie byli z naszej planety…

Czy ten blondyn jest wolny?

Ale mają ciuchy! Pewnie zamawiają w sklepach z całego świata. Z Paryża, Mediolanu…

W szkole Bella bawi się w “Szósty zmysł”, kolejne 20 zdań i nie ma Edwarda. Zaczynam tracić nadzieję…

Bello, szukaj w ciemnych, mrocznych kątach! Podążaj śladem żyletek z fufłem…

 

– Wszystko w porządku? – zapytała mnie Alice, a widząc, jak pokiwałam głową, uśmiechnęła się do mnie pocieszająco. Chwilę potem, ku mojemu zdziwieniu, zawarczała cicho.

Ja warczę całkiem głośno. Wywalam 80% tekstu i dalej nie ma Edzia. Serio, w kolejnym rozdziale też nie.

Ani penisów… tracę nadzieję. 😦

 

Od zawsze wiedziałam, że ludzie to półgłówki.

Brawo, autoreczko, wreszcie pierwsza oryginalna myśl. Trzeba było kilku dziesięciu kartek, żeby wyszło szydło z worka – autoreczka gardzi plebsem, ale nie ma jaj, by się do tego przyznać, więc pisze opowiadanko i wkłada swoje jakże wydumane myśli i sądy w usta drewnianej lali z romansidła dla pączkujących nastolatek i przekwitających paniusi.

<daje Szyszce ciasteczko> No już, już. Myśmy były aspołeczne wcześniej. Zawsze możemy powiedzieć, że gardziłyśmy ludźmi zanim to stało się modne. xD

 

I, kurwa, nawet Edwarda nie poruchała, żenada.

Może to i lepiej… dla naszego libido.