Czasami natykamy się w necie na tekst, który powala. Przed Wami dzieło wyjątkowe, po którym poczujecie się głupi, prymitywni i ograniczeni i będziecie bardzo żałować, że nie kupiliście jednak tego papieru toaletowego firmy „Trudne słowo na każdą kupę” (bo kalendarze ze „słowem na dzień” są zbyt mainstreamowe). Tym razem nie mamy nawet pojęcia, czy to opowiadanie, czy recenzja, czy sprawozdanie. Jedno jest pewne – autor zdecydowanie wywiera wrażenie, choć niekoniecznie takie, na jakie liczył.

PS. Obrazka nie ma, bo nam dosłownie ręce (i macki) opadły… ale jeśli chcecie, możecie sobie sami narysować. O ile nie pokona Was entropia.

Komentują: Szyszka i Mira

źródło: apeironmag.pl/opowiadania/hombre-murcielago

Tytuł: Hombre — murcielago

Niech nie­na­wi­dzą, byle się tylko bali. — Kaligula
Ja już się boję.
Niech czytają, byleby nie zrozumieli – Pszemko Hipstero

Hom­bre – mur­cie­lago, każdy jeden i wszy­scy razem w licz­bie mno­giej rzecz jasna, byli czymś nie­zwy­kłym.
Moja znajomość hiszpańskiego podpowiada mi, że te hombre to byli kamerdynerzy czy inne przydupasy bogatych. Jak Alfred Batmana
a mur ciela go? Byli kamerdynerzy w liczbie mnogiej oby dwóch na cielakach?

Ubrani w przy­le­głe raj­tu­zo­wate kostiumy nie­to­pe­rzy
Alfredzie, natychmiast zdejmij moje rajtuzy!
Ale paniczu Wayne, one takie fajne…
To były spore rajtki, skoro cali w nie weszli. A myslałam, że Batman ma tylko pelerynę z nylony

rodem z cyrku dzi­wa­deł a’ la lata 30 – te,
dziś już takich nie robią
Używam trudnych słów, ale nie wiem jak poprawnie stawia się dywiz (przez liczby mnogie zwany myślnikiem)

sta­no­wili oso­bliwe, nie­by­wałe i inte­re­su­jące panop­ti­cum.
Pan opticum? Okulista w sensie?
Większy lans niż gdy idę do apteki i proszę o Calcium z kwercetyną

Ich wyczyny jed­nym koja­rzyły się z pogań­skimi har­cami, innym z grec­kimi bacha­na­liami
to już pogańskie nie było

a jesz­cze innym z total­nym obłędem.
To tak jak mnie ten tekst!
totalny obłęd – synonim chrześcijaństwa

Spe­cy­ficzny ów ansambl
Ananas?
To jest kreatywny tekst, ułoż słowa z rozsypki! Mów balans

skła­da­jący się z bli­żej nie­spre­cy­zo­wa­nej liczby osob­ni­ków,
łoj, panonocku, un mioł przewage liczebno nad nami!
Nie wiem ilu ich było, ale w chuj dużo.

nie­prze­kra­cza­ją­cej jed­nak dwu­dzie­stu osób,
bliżej nie mógł sprecyzować, bo trzeba by było liczyć w miejscach po przecinku

swym obłą­kań­czo – oni­rycz­nym spek­ta­klem
obłąkańczo-oniryczny… łąka pełna szalonych krów czy zbiorowy gwałt na łagodnej pastereczce?
Część się śliniła, a druga część poszła w kimę.

wywo­ły­wał u publiki stany halu­cy­no­genne,
bo halucynacje są zbyt mainstreamowe

ner­wice, stany mania­kalno – depre­syjne, nagłe olśnie­nia, prze­bły­ski inte­li­gen­cji oraz reli­gijne obja­wie­nia.
w wolnych chwilach szykował kawę, przycinał trawnik i robił badania prostaty.
Mi te przebłyski inteligencji się podobają. Pisać o czymś, czego się nie doświadczyło…

Owa grupa dena­tów in spe
tara-rara-ra in-spe-ktor Gadżet…
In space!

chwy­tała za serca, gar­dła, port­fele, oczy i cienką gra­nice przy­zwo­ito­ści.
Miro, chwyć mnie za cycki cieńką granice!
nie śpię, bo trzymam oczy

Zaprawdę wszystko mar­ność.
Przynajmniej jest wobec siebie szczery.
Zaprawdę wszystko chujnia.

Lecz porzuć­cie zgubny cynizm czy naiwne powąt­pie­wa­nie,
A niedomyta ironia może być?
A oczy można puścić? Trochę ciężko pisać i je trzymać jednocześnie

Hom­bre – mur­cie­lago wywoła w was dusz­no­ści
Będą pierdzieć czy rozsiewać alergeny?
Menopauza.

bądź spo­wo­duje iż nagle poczu­je­cie prze­możną chęć zabi­cia wszyst­kich wkoło.
O, tu akurat ma rację, im dłużej o nich czytam, tym mam większą ochote na Rzezię nr 5 i pół.
Ciekawe czy kiedyś poczuje przemożną chęć zapoznania się z zasadami interpunkcji

Czy jeste­ście wraż­liwi na ultra dźwięki?
Nie, tylko na Kilo Bajty.
Może być Ultra Maryna? Maryna! Chodź no tu… ino migiem.

Czy myje­cie regu­lar­nie zęby? Czy ubytki macie uzu­peł­nione?
Rolniku myj swoje jaja przed skupem!
Jeśli obcy facet wysyła mnie do dentysty, to chyba już czas na wizytę 😦

Czy powie­dze­nie „ślepy jak nie­to­perz” cokol­wiek wam mówi?
A tobie “pisz używając mózgu, a nie słownika wyrazów obcych na chybił-trafił”?
Nic nam nie mówi, oświeć nas o złotousty!

Nie­tu­zin­kowi, owi
Nietuzinkowi owi się mrowi
Bądźcie gotowi odmówić kotowi

arty­ści ska­cząc, kica­jąc, prze­wra­ca­jąc się , robiąc salta, macha­jąc pele­ry­nami, trzę­sąc uszami, wpa­da­jąc jeden na dru­giego, prze­wra­ca­jąc się , tarza­jąc po pod­ło­dze
Alfred poczęstował wszystkich swoimi ciasteczkami z niespodzianką.
Uszy wstrząsane, niemieszane.

wyda­wali obłą­kań­czą sym­fo­nię pisków, i innych nie­okre­ślo­nych dźwię­ków jakie mogą wyda­wać nie­to­pe­rze.
Na przykład “Alfredzie, do ciężkiej cholery, ktoś mi znowu narzygał na pelerynę”.
Obłąkańcza symfonia pisków to coś bardzo określonego. Definicja i nuty na Wikipedii

Nikt, abso­lut­nie nikt, kto prze­żył podobną rap­so­dię cha­osu nie był w sta­nie w pełni świa­do­mie opi­sać swo­ich doznań,
Ty to nazywasz rapsodią chaosu, a ja weselem mojej kuzynki Gosi.
Facet się usprawiedliwia, że pisać nie umie.

ani jed­no­znacz­nie stwier­dzić co naprawdę się wyda­rzyło.
Panie, światło zgasło, ktoś mi ściągnął gacie i nie wiem, czy mnie zgwałcili czy szukali skarbu.

Ponoć ich oczy jarzyły się jak ślepia dzi­kich bestii,
Albo to był leśniczy, który załatwiał potrzebę w krzakach.
Ponoć? Czyli jego tam nie było.

a wyda­wane przez nich głosy miaż­dżyły falami skon­den­so­wa­nego dźwięku.
Albo skondensowanego mleka.
Ciekawe co miażdżyły… a może jednak taka ciekawa nie jestem, na pewno czuję się zmiażdżona tym tekstem.

Nie­winna, być może nieco per­wer­syjna igraszka
Ot, taki gwałcik zabawny.
Perwersyjne i niewinne… pedofilia?!!!

pomału rzu­cała się bla­dym stra­chem na bywal­cach i abs­ty­nen­tach,
bo niebywalcy i alkoholicy mieli na to wyjebane
Więc chodź pomaluj mój świat…

na znaw­cach i laikach.
Być znawcą rapsodii chaosu w onirycznym asemblu skondensowanego dźwięku – bezcenne.
Być laikiem – jest nadzieja

Efekty – świad­czyły o jed­nym – sztuka zaprawdę potęż­niej­szą od mie­cza, a przy­naj­mniej bar­dziej wyra­fi­no­waną zgubę szy­ko­wała.
Pięć pukntów za użycie słowa “przynajmniej” a nie “bynajmniej”, minus milion za całą resztę. Gryffindor idzie dziś spać bez kolacji.
[wbija autorowi miecz w brzuch] Orly?

A może to przy­sło­wie jakoś ina­czej brzmiało?
Na pochyłą babę każdy penis skacze?
A jednak, z ostrzem w brzuchu pojawiają się pierwsze wątpliwości.

W każ­dym razie wia­domo o co cho­dzi…
O seks, zawsze chodzi o seks.

Gdy trze­wia palą mdłe demony try­wial­no­ści,
… wtedy człowiek czyta takie zdanie i mu przechodzi.
[spogląda ze znużeniem na konającego] No zdychaj już…

nie­co­dzienny pokaz istot na które każdy fili­ster patrzy z góry a co gor­sza pluje,
a mógł zabić.
Panowie filistrowie notują jak powinni się zachowywać.

nie­na­wi­dzi i spi­skuje może wydać się miłym uroz­ma­ice­niem.
[wyjmuje miecz] Wylewające się bebechy to stosowne urozmaicenie.

Jakież było ich zasko­cze­nie – bowiem dzień Pana nad­szedł – niczym zło­dziej – tym razem
A może – zaświecił – kalafior – szyneczka?
Tam dzień Pana… Smoleńsk, kurwa!

w środku owego nie­co­dzien­nego „przed­sta­wie­nia”.
Czemu on używa cudzysłowa?

Byli i tacy co wcze­pieni w swe krze­sła kiwali się w tył i przód prze­wra­ca­jąc oczami, wyjąc i śliniąc się.
Ponownie – wesele kuzynki o 4 rano. I to bez nietoperzy.
Czy ktoś te oczy potem pozbierał?

A na sce­nie wizu­ali­zo­wało się nie­wy­obra­żalne
Kwadratura koła!
Reforma ZUS-u!
Twoja stara!

– sko­tło­wany, drga­jący chaos imi­ta­to­rów owych lata­ją­cych ssa­ków
Ssaki owe latające w drgającym, skotłowanym chaosie imitowane były.
Pana zawód? Imitator latających ssaków

eks­plo­du­jący entro­pią kako­fo­nii.
Nie wiem, czy akustyka podlega takim samym prawom, jak termodynamika, więc się nie bedę wymądrzać na temat nieadekwatnego zastosowania słowa entropia w tym zdaniu. Penis.

Mie­li­ście dość, byli­ście znisz­czeni, zimny pot oble­wał wam plecy i skro­nie.
Mrrr, brzmi jak praca z Mirą ^_^
To nie praca, to przyjemność z Mirą ;>

Lodo­wate ręce zaci­skały się na krtani.
I zimny penis wnikał w jego pupu.
Ciepłe ręce zaciskały się na penisie.

Oto już cie­nie czy­ha­jące w zaka­mar­kach mia­sta, pomię­dzy krzy­wi­znami budowli, sta­no­wiły realne zagro­że­nie.
I’m… Batman.
A ja sem netoperek ^^

Nie­na­wi­dzi­li­ście nie wie­dząc dla­czego. Nie zada­jąc sobie trudu na reflek­sje.
Na zadanie masz trud. Możesz go nienawidzić.
Tego tekstu nienawidzę i WIEM DLACZEGO. Bo jest CHUJOWY!

Teraz trze­pot, hałas, wszech­ogar­nia­jący ter­ror i ślepia w ciem­no­ściach będą niczym nie­unik­niony, sta­lowy ucisk golema.
Batman, jak Mirę kocham.
Co Ty mnie w to mieszasz? Co ja jestem? Kobiet zwany Kotem?

Hom­bre – mur­cie­lago, tra­gio­pera w jed­nym akcie.
I tragedia w jednej recenzji 🙂
Hmmm jestem naprawdę zboczona i winnie perwersyjna. Przyszło mi do głowy pytanie: Jak ten autor opisałby seks? Po chwili jednak wrócił zdrowy rozsądek i… nie, nie chcę wiedzieć.