Przepraszamy, że kazałyśmy Wam czekać, ale powinno być warto. Paskudztwo to zaiste i dowód na to, że wyobraźnia autoreczek nie zna granic. Czy zastanawialiście się kiedyś, co by było gdyby Harry Potter zamiast do rodziny mugoli, trafił do wróżek? I byłyby to męskie wróżki… Nie, wbrew pozorom, to nie jest kolejne opowiadanie dla gejów. 😉

paskudy_wróżek

Komentują: Szyszka i Mira

Źródło: fanfiction.net/s/9039994/1/Do-w%C3%B3d-dzikich-i-odludzi

Hej! 🙂

Cześć, cześć, Mira wita wieś!

Tłumaczenie „To the Waters and the Wild” skończyło się na jednym rozdziale, a potem całkiem zniknęło pomyślałam więc, że je zaadoptuje. 🙂

A czy Urząd Adopcyjny o tym wie?

Biedne dziecko.

Autor: Paimpont

Tytuł oryginału: To the Waters and the Wild

Dla nieanglojęzycznych: Do wód i w dzicz (albo szaleństwo). Takie wróżkowe “W pustyni i w puszczy”.

– Wreszcie są! – Stary mężczyzną

Twoja stara jest mężczyzną.

Wszystkie stare są!

z długimi, biały włosami i brodą uniósł twarz

bez nich by nie uniósł

ku ciemniejącemu niebu z wyczekiwaniem.

Pierdolnie, czy nie?

Niebo z wyczekiwaniem, Ziemia z roszczeniami, a Piekło…. Piekło mrrrr 😉

Powitał przyjaznym skinieniem

wymień 5 różnic między nieprzyjaznym skinieniem a przyjaznym

głowy kierowcę, który wyłonił się z mroku na zaczarowanym motocyklu.

Jak kiwał z podniesioną głową, to mu się broda na twarz zawijała.

– Ufam, że wszystko się udało, Hagridzie?

Ogromny kierowca wylądował motocyklem na cichej podmiejskiej uliczce z lekkim łupnięciem

Jak dwutonowe piórko.

Łupnięcia cechuje lekkość i delikatność

– Och, ‚szysko

Szyszko?

Wszystkie dziwki wzdychają do Szyszki.

Sama sobie teraz srasz, wiesz?

się udało, psorze Dumbledore! Żadnych k’opotów.

powiedział, wypluwając komary z pomiędzy zębów.

Tylko apostrof nawdychał się świeżego powietrza i szaleje.

To dobre dziecko, mały Harruś.

Eee co on jest? Charkuś? Tfu!

Cichy, jak ta mysza.

Ta?

Nie słyszał żem ani pisku od k’edyśmy lecieli na Waliom.

Wal ją? Kogo walić?

Apostrof zastępuje już literkę w, ł oraz i. Uniwersalny znak!

Cichać, lepij go

i ulepił

nie budzić. Myśle, że dalej dżemie.

A ja myślę, że dalej powidła.

Konfitury, konfitury!

A Natalia?

– Spojrzał czule do kosza.

Widok śmieci zawsze go rozrzewniał

Chwilę później jego wielką, przyjazną twarz wykrzywił horror.

Miał na gębie cały koszmar z ulicy Wiązów, a z uszu wystawała mu Piła 3.

Może po prostu ktoś wbił mu tę Piłę?

– Och, nie. Och, nie!

Nie wkładaj mi piły w TEN otworek!

– Co się stało, Hagridzie? – zapytał ostro starzec.

Nieźle się trzyma, jak na faceta, który zobaczył, że komuś z ucha wyrasta piła.

Nie dość, że poranili wielkoluda, to jeszcze ostro go pytają.

Za pomocą pyty.

Jego towarzyszka, starszawa już kobieta w zielonych szatach,

a ta tu skąd?

Maaaagia!

podeszło do motocykla.

Kobieta podeszło – też bym kazała spierdalać.

– Czy małemu Harry’emu coś się stało?

Zwróć uwagę, że Dumbledore nie podszedł do koszyka, tylko się gapi na Hagrida.

Brzydzi się.

– Och, nie! – Olbrzym opadł na chodnik,

z lekkim łupnięciem

i gracją Wielkiej Stopy

szlochając spazmatycznie. – Nie ma go tu! Zniknoł!

Razem z ą

Ja… Musiał żem go upuścić w jeździe… Mały Harruś Potter zniknoł!

Zdejmij z niego pelerynę niewidzialności, pacanie.

Charczał, charczał i wyleciał.

Charał, charał i wycharał.

– Co ty wygadujesz, Hagridzie? – Twarz odzianej w zieleń kobiety zbladła.

W przeciwieństwie do twarzy kobiety nieodzianej.

Ta odziana w czerwień natomiast nie miała twarzy.

– Na Merlina!

Na niego!

Na przykład!

Upiściłeś go podczas lotu? Nie masz tu pasów?

Oki, gdzie motocykl ma pasy?

Można się owinąć linką hamulcową, najlepiej wokół szyi.

Och, nie, to motocykl Suriusza Blacka, prawda? Nie przypuszczam, że uznałby pasy za niezbędne…

Jak większość rozsądnie myślących ludzi i nieludzi. No, ale to czarodzieje, oni dostają paniki na widok telefonu, co się tam znają na motorach.

Nie spodziewałabym się rozsądku po gościu, który jako duch puka ławki. Chuciaż tamten to był Syriusz. Suri-usza nie znam.

Och, Merlinie!

Mocniej, głębiej, och Merlinie!

To biedne dziecko pewnie leży gdzieś martwe, wbite w ziemię…

Nie, leży żywe, wbite w ziemię.

Albo nieżywe lewituje nad ziemią.

– Ukryła twarz w dłoniach, pozwalając sobie na cichy szloch.

Jak prawdziwa brytyjska dama – tylko dwa razy chlipnęła, potem się opanuje i zacznie pić.

– Zniknął, jak jego nieszczęsna matka i ojciec.

Tak, rozsmarowanie po ścianach przez wrednego czarodzieja zazwyczaj kwalifikuje się jako “zniknięcie”…

No wiesz, skoro Harry’ego rozsmarowało gdzieś na ziemi, można powiedzieć, że jaki ojciec, taki syn 😀

– Zniknął?

Ą odnalezione, jest nadzieja!

Za to zaginął apostrof!

– Starzec stał przez moment nieruchomo, wpatrując się w pusty kosz.

No mówię, peleryna, PE-LE-RY-NA!!

Później stał już ruchomo.

Westchnął głęboko

aż po jaja

i opadł na chodnik obok olbrzyma.

z nieco mniejszym, ale nadal lekkim łupnięciem.

– Zniknął. A my wierzyliśmy, przez szaloną chwilę, że był Chłopcem, Który Przeżył…

No bo Przeżył, tylko go jakiś debil rozsmarował po okolicy.

Och, nie obwiniaj się, Hagrodzie!

Matce Madzi też się zdarzyło.

Oczyma duszy widzę Hagrida w bikini, na nosorożcu.

To był wypadek, jestem pewien, kolejna pozbawiona znaczenia tragedia tego pełnego tragedii wieczoru.

Kto by się przejmował upuszczeniem niemowlęcia z 200 metrów na ziemię. Normalka.

Późna aborcja.

– Zniknął.  – Powtórzyła beznamiętnie kobieta.

Nie mówiłam? Prawdziwa brytyjska dama, już jest opanowana. Zaraz otworzy bourbona i zapoda sobie szklaneczkę.

– Och, biedne dziecko! – Odwróciła się do starca. – Profesorze Dumbledore musimy zdobyć jakieś miotły i o poszukać.

Ą się znalazło, ale O… czy odnajdziemy O?

Hagridzie, mógłbyś powiedzieć nam cokolwiek o tym, gdzie miała miejsca ta tragedia?

No więc, leciałem sobie spokojnie z punktu A do punktu Z, a po drodze wpadłem na szklaneczkę do Paddy’ego, odwiedziłem Słodką Sue, potem strzeliłem małego z walijskimi drwalami…

Pedobear go napadł.

Olbrzym potrząsnął głową, oszołomiony.

– Nie umiem p’wiedzieć, pani psor.

Mówiłam? O jest zgubione!

Wolał się nie przyznawać. W końcu wszyscy wiedzą, co się mówi o walijskich drwalach.

– Po jego twarzy spłynęły łzy. – On jes’ martwy, nie? Biedny mały Harruś!

– Martwy? Obawiam się, że tak, Hagridzie. – Głos starca drżał.

Świntuch!

– Upadek musiał zabić go natychmiast.

No nie, dopiero ostatnie parę sekund.

Upadek to znany seryjny morderca. Jak Zodiac.

Nie ma nawet sensu go szukać, Minerwo: może być wszędzie.

Nie przesadzaj, na ile kawałków mógł się rozsmarować taki niemowlak? Jest w jednym, konkretnym, dość ciapratym miejscu.

Taaa, jakby wrócili tą samą trasą, to po drodze natknęliby się na wiele ciał noworodków – martwych i wbitych w ziemię. Skąd wiedzieć, który właściwy?

– Przez moment jego wiekowa, poorana zmarszczkami twarz wydawała się jeszcze starsza.

Tak się da?!

– Harry Potter, chłopiec, który przetrwał klątwę Lorda Voldemorta, odszed na zawsze.

I zabrał ze sobą “ł”. A cała ekipa poszła szukać Nevilla, który był drugim kandydatem do przepowiedni, ale to już zupełnie inna książka.

– Skąd wziąłeś to coś? – Rózg uniósł latarnię i spojrzał podejrzliwie na niewielkie zawiniątko w ramionach swego przyjaciela, Liścia.

Rózg i Liść, czyli wkraczamy w tajemniczy świat walijskich drwali.

Hmmm rozumiem, że jakieś graficzne rozdzielenie części narracyjnych to zbytek?

Apostrof wpierdolił.

– Znalazłem go. – Liść opuścił wzrok

użył windy

Wzrok upadł z lekkim łupnięciem of course

na małe stworzenie które trzymał i wypowiedział kojace słowa powitania w języka ptaków.

Kraaaaa, kraaaaa, ćwir?

Niemowlę uśmiechnęło się we śnie.

Kracz do mnie jeszcze…

– Ludzkie dziecko?

z tendencją do rozsmarowywania

Nie możesz go zatrzymać – powiedział delikatnie Rózg.

Bo to był delikatny rózg, nie mylić z rózgą.

– Wiesz o tym, prawda?

– Oczywiście, że mogę go zatrzymać. znalazłem go, wiec go wychowa.

Nie bacząc na złą gramatykę i błędy interpunkcyjne!

WIEC jest organizacją wychowującą małe stworzenia, potocznie zwane ludzkimi dziećmi.

– Liść nie spuszczał wzroku z dziecka w swych ramionach.

Grzeczny drwal nie spuszcza się na dziecko.

Pokuszę się o wizualizację. Czyli jest liść – nieważne jakiego drzewa – i pod tym liściem są ramiona, które obejmują dziecko, a na liściu z kolei jest koleś, który się nazywa Wzrok i  onanizuje się na dziecko. Coś przegapiłam?

Rózg pokręcił stanowczo głową.

– Tobie nie wolno go zatrzymać, Liściu. To wbrew Dawnym Prawom.

Drwale są jak masoni, ich się ludzkie prawo nie ima.

Dawne Prawa mają to do Współczesnych Praw, że nie obowiązują, ale pewnie co ja tam wiem…

Wiesz przecież, że nie przeszkadza mi złamanie kilku Reguł – im więcej tym zabawniej; upojona Królowa Wróżek i tak je zmienia

Królową Wróżek nazywają jedną jedyną dziwkę w kolonii.

Dziwkę i alkoholiczkę.

– ale Dawne Prawa to coś zupełnie innego. Jeśli zabierasz ludzkie dziecko musisz oddać im własne zanim zauważą; w innym wypadku ludzcy rodzice będą smutni.

Smuteczek – straszne wykroczenie

Jednak ty nie masz własnych dzieci, a to znaczy, że nie możesz zatrzymać ich.

Przeczytałam to sobie dwa razy i wychodzi mi, że jak nie masz dziecka, to musisz zatrzymać rodziców. Najprawdopodobniej siłą.

Dlaczego? To logiczne zdanie – jeśli nie masz dzieci, to ciężko je zatrzymywać – bo ich po prostu nie ma.

Musisz oddać to dziecko jego rodzicom.

– Nie. – Liść musnął czoło niemowlęcia drobnym, bladym palce.

Drobny palce to zakończenie ciepłe dłoń.

– Ludzie nie chcieli tego dziecko.

Kali mówić, Kali pisać

Wyrzucili je.

Dosłownie!

Normalnie z dupy się urwało!

Pojawił się z powietrza

Nie, z waginy. Ewentualnie przez brzuch.

i złapałem go w ostatniej chwili.

Dziecko + grawitacja + 200 metrów spadania. Niezły udźwig miał ten Liściu.

Bo to był prężny Listeczek.

To sprawia, że jest mój, tak mi się wydaje.

Odcięci od cywilizacji drwale tworzą własny język, w którym zaimki stosuje się losowo.

Rózg pochylił się nad dzieckiem i oświetlił latarnią jego drobną twarz.

A młody dalej śpi. Oni mu latartką w źrenice, a ten nic – szkolenie godne agentów specjalnych.

Może to była czerwona latarnia?

Od Królowej Wróżek? No w sumie…

– To nie ma najmniejszego sensu, Liściu.

Całe opowiadanie – zgadzam się.

To piękne dziecko – czemu chcieliby je wyrzucać?

Bo zapomnieli zainstalować pasów bezpieczeństwa na motorze.

Ma rysę na czole.

Poza tym ludzie pozbywali się dzieci wieki temu, nie wydaje mi się, by wciąż to robili.

No nie, teraz od razu wysyła się je pocztą do Dubaju.

A w sierocińcach mieszkają ochotnicy.

Naprawdę musisz go oddać.

– Nawet nie wiem kim są jego rodzice ani gdzie ich szukać. Po prostu spadł z nieba, zupełnie jak gwiazda.

Tak, jak rozgrzana do białości ognista bryła żelaza. Widzę podobieństwo.

Nie widziałem nikogo, tylko smugę ognia na niebie nim spadł.

Hagrid miał gazy.

Poza tym, jest połamany!

Zwichnął penisa.

– W dużych, ciemnych oczach Liścia pojawił się błysk triumfu, gdy wyrzucił z siebie: – to pewnie dlatego go nie chcieli.

A ja sobie wyrzucam, że znalazłam to opowiadanko… bez błysku tryumfu.

Też Ci to wyrzucam – błysk, który bynajmniej nie oznacza nic dobrego.

Macki?

Mac mac…

Wiesz, że wolno nam zatrzymywać zranione leśne zwierzęta porzucone przez ich rodziców; w ten sposób znalazłem Wilka.

siedział na zimnym kamieniu, to i złapał.

– Poklepał czule wielkie, srebrzystoszare zwierze przy swoim boku.

Drwale lubią małe zwierzątka.

Wilk ma na imię Wzrok i już wiemy, kto się spuszczał.

– To samo Prawo mogłoby dotyczyć ludzkiego dziecka, nie uważasz?

Rózg spojrzał z powątpiewaniem na niemowlę.

Na wilka mi ono nie wygląda.

– Przecież on nie wygląda na połamanego.

Ludzkie niemowlęta spadające z 200 metrów nie WYGLĄDAJĄ na połamane, wcale.

On wygląda tylko na złamasa.

Znalazłeś Wilka, gdy stracił łapę, ale to małe wygląda mi na zupełnie całe.

ujebcie Harremu łapę i po sprawie.

Małe – chodzi o penisa jak nic. Nie starczy zwichnąć, trzeba urwać.

Ma małe zadrapanie na czole, ale ona nawet nie krwawi.

Żeńskie zadrapania nie krwawią.

Ona nie krwawi – jest w ciąży?!

Jestem pewny, że można to łatwo wyleczyć. Ludzie nie wyrzuciliby niemal idealnie porządnego dziecka przez coś tak małego jak to.

No nie, wyrzuciliby je przez coś większego, niż blizna, na przykład przez okno.

Niemal idealnie porządnie zrozumiałam to zdanie.

– Dotknij blizny, wtedy zobaczysz! – Rzucił Liść niecierpliwie.

Dzieckiem o glebę.

– To o wiele więcej niż zadrapanie.

Zadrapał mu się musk.

Drugi wróżek dotknął delikatnie czoła dziecko. Wyraz zdziwienia przemknął przez jego bladą, drobna twarz.

…..

……………..WRÓŻEK? Co to jest wróżek? I gdzie się podziali drwale?

Wróżku, wróżku! Bo ten liść jest upierdolony…

Mocno spuszczony.

– Ale… ale coś jest w środku! To drzazga, jakby odprysk z czegoś, odłamek…

Igliwie, ptasia kupa, drugie śniadanie Hagrida.

Musk?

Wygląda to na fragment połamanej duszy!

I całą tajemnicę 7 części Harrego Pottera właśnie szlag trafił.

Haha, die!

– Jego głos zniżył się do szeptu. – Jak to w ogóle możliwe?

Przeczytaj 7 tom, to zrozumiesz.

On się może pytał o zniżanie głosu, bo zwykle obniżenie tonacji nie ma wpływu na głośność.

– Właśnie! Wiedziałem, że tez to poczujesz! – Liść uśmiechnął się.

Czy czujesz miłość w powietrzu?

I tez, i hipotez

– Nie rozumiesz, Rózg? To musi być powód, dla którego ludzie go wyrzucili. Przez odłamek. – Jego oczy lśniły.

Zaraz dzieciakowi rozwali czaszkę, żeby się dostać do odłamka.

Ej, co z jego oczami? Wróżek, matka wie, że ćpiesz?!

Jego przyjaciel powoli kiwnął głową.

Wilk też by pokiwał łapą, ale nie miał.

Mógł pomachać pytą.

Przestań, jeszcze ją mu oderwą, żeby mógł zostać.

– Możesz mieć rację. Cóż za ciekawostka!

Idealna na Nonsensopedię.

Przede wszystkim, zastanawiam się jak odłamany fragment duszy skończył w nim? Nigdy nie słyszałem o czymś takim.

Bo zamiast gwałcić wiewiórki, książki byś poczytał, głąbie. 7 tom, mówię.

Ktoś onanizował się tak mocno, że trysnął duszą.

Liść wzruszył ramionami.

Były przywiązane.

– Och, kto wie? Pewnie jakiś ludzki czarodziej zabawiał się z magią, nad które nie miał kontroli.

A Dumbledore stracił zrozumienie tego prawie dwie dekady, lamer.

Ludzie okropnie radzą sobie z magią – każdy to wie. Przez połowę czasu wymachują tymi śmiesznymi kijkami – cud, że nikt nie traci przy tym oczu.

Tylko cnotę.

Już macki są efektowniejsze. Macham i ludzie tracą życie 😀

– Spojrzał na niemowlę z czułym uśmiechem. – Ale mały Wiatr będzie dobry w magi; wytrenuję go odpowiednio.

Będzie dobry w magi, szczególnie, jak dodam do niego oregano i papryczki.

mały Wiatr – wszystko na temat rozmiaru

Rózg stał przez chwilę zamyślony, wreszcie mówiąc:

– Słuchaj, Liściu, nie sądzę, ze możesz nazwać go „Wiatr”.

Poczekaj, aż naje się fasolki.

To śliczne imię, oczywiście, ale to człowiek, a to nie jest ludzkie imię. Ludzie uwielbiają dziwne, długie imiona, nie te krótki i proste.

Nikt nie lubi krótki imie!

Krótki, Prosty – to nie imiona tylko pseudonimy, ćwoki.

Musisz mu znaleźć długie imię.

Najlepiej elfie. Legalnygolas czy jakoś tak

– Zajrzał z zaciekawieniem na zawiniątko. – Czekaj, tu są litery na jego kocu. – Wskazał kilka pokręconych liter wyszytych na materiale. – To mówi Harry.

Co mówi Harry?

Jakby miał na kocu napisane Adidas – też by go tak nazwali?

To może być jego imię, jak myślisz?

Harry to zajebiście długie imię. Mało kto potrafi powiedzieć je na jednym oddechu.

Jak myślę? Intensywnie!

– Harry? – Liść rozważał to przez moment, szepcząc nieznajome imię raz po raz.

W skrócie będą na niego wołać Hark.

Harry, Harry, Harry

Biegiem do fujary

W końcu kiwnął głową. – Tak. Wydaje mi się, że to jest jego imię. Pasuje mu.

Szczególnie w pasie.

Jest trochę długi,

Kto jest długi? Ma długiego? Ktoś ma długi?

Teraz wszyscy mają kredyty.

jasne, ale skoro jest człowiekiem pewnie nie będzie się tym przejmował.

A większości pań nawet się spodoba jego długi.

Dwaj wróżkowie

Doceniam starania, autoreczko, ale słowo “faerie”, które przerobiłaś na “wróżek” tłumaczy się “elf”. Tak, to szok, elfy tolkienowskie to wybryk natury i literatury, wiesz? Tak przy okazji, skąd u diabła wytrzasnęłaś płeć męską?

Jak znam życie to jest po to, żeby wprowadzić sceny seksu gejowskiego…

stali przez moment w ciszy, wpatrując się w dziecko, zanim Rózg nie zapytał:

– Więc co powinniśmy zrobić z odłamkiem?

wezwać saperów.

Mógłbyś spróbować go wydostać? Ten fragment odłamanej duszy może zrobić mu krzywdę jeśli tak się go zostawi, ja zostawiony cierń wbity w pale.

Ja cierń w pale! Ja robić duża hałas i mocne łuciu-łuciu!

Cierń w pale na pewno boli, nie ironizuj, Szyszencjo!

Liść zastanowił się krótko.

3,2,1… nie za długo, jeszcze raz. Ma być krótko.

– Oczywiście, że mógłbym wyjąć odłamek; to dość proste. Po prostu nie wiem czy powinienem To teraz część Harry’ego, wiesz, nawet jeśli to inna dusza? To jest dość ..

Ja też nie wiem, czy powinieneś To. Stephen King by się obraził.

Ciernia z pały też nie wyjmiesz, bo to już część ciebie?

– Urwał, szukając odpowiedniego słowa. – Sutne.

Miało dużo sutków?? o_O I może pochwiki?

Fuuuuuuj

Tak, o to chodzi. To jest trochę smutne. Harry zdecyduje co zrobić z odłamkiem. Jak podrośnie. No wiesz, to jego odłamek prawda? Może zechce go zatrzymać?

Na razie niech rośnie z bebolem na czole.

Dziecko poruszyło się we śnie, trąc piąstką czoło.

Rysowało kółko na czole, słuchając tych bredni.

Latarkę zniosę, ale z tym biadoleniem przeginacie panowie wróżkowie.

– Wydaje mi się, ze to możliwe. – Rózg spojrzał na niemowlę, zaskoczony, i westchnął.

Harry zrobił zaskakująco śmierdzącą kupę.

– Cóż, jeśli chcesz zatrzymać dziecko, podejrzewam, że będziesz po prostu wychować oboje z nich, Harry’ego i Odłamka.

Nad imieniem Harry debatowali parę akapitów, a tu proszę, od razu przylgnęło.

Tomcio Odłamek

Liść kiwnął głową

też była przywiązana, pomiędzy ramionami

i pogładził bliznę na czole dziecka.

– Dziwna, prawda? Wygląda niemal jak błyskawica.

tylko brakuje takiej małej strzałki na końcu.

I podpisu: błyskawica

– Jak błyskawica? – Rózg spojrzał w zamyśleniu na wykrzywiony, czerwony kształt. – Dla mnie wygląda jakby uderzył w drzewo, gdy spadał z niego.

Albo zatrucie gazami Hagrida.

Albo karnego kutasa.

– To błyskawica – stwierdził Liść stanowczo. – Jak już podrośnie, opowiem mu piękne historie o czarnych nocach i srebrzystych błyskawicach i zaczarowanych dzieciach spadających z niebios.

I o tym, że trzeba wypinać pupę, jak Snape poprosi.

Czy on jest rasistą?

Tylko hedonistą.

Uuuuuu

Rózg uśmiechnął się.

– Snujesz niesamowite opowieści, Liściu.

Ty chyba nie czytałeś fanfików…

Królowa Wróżek nigdy tego nie negowała, nawet jeśli krytykuje wszystko innego co ma związek z tobą Harry’emu też się spodobają, jestem pewny.

Krytykuj mnie, wszystko innego!

A bo to stara dziwka i pijanica była…

– Po chwili ciszy, wyszeptał: – Myślisz, że Odłamek też będzie słuchał?

Do okresu dorastania – owszem.

Czy jest zbyt połamany, by słyszeć?

Ma blisko do uszu.

Liść ucałował poszarpaną bliznę na czole niemowlęcia.

– Przekonamy się…

Ok, czy ja dobrze zrozumiałam, że Harrgo teraz wychowają dwaj gejowskcy wróżkowie??

Wyluzuj, gorszą ciotą nie będzie. 😀