Osobiście nie mam zielonego pojęcia, co ludzie widzą w Pamiętnikach Wampirów, ale podobno ja jestem dziwna i się nie liczę. Nie ulega jednak wątpliwości, że autoreczki aż prześcigają się w opisywaniu kto, kogo  i gdzie do płota przyciskał, jako ten Antek Jagnę w Chłopach Reymonta. Ręce opadają, jak bardzo ograniczone jest pojęcie erotyki w fandomie Vampire Diaries – nic, tylko się liżą i gryzą, a na koniec dokonuje się (uwaga, straszne słowo) PENETRACJI. Zadrżyjcie wiec z nami, w oczekiwaniu na słodkie tortury eroty… erm, stylistyczne!

Komentują: Szyszka i Mira

Tytuł: Tortura zwana pożądaniem

Autorka: migdałek
Witam ponownie. Jestem wielką fanką.
Tym razem bez emotikonki, co się stało, migdałku? ;(((

Oto moje kolejne opowiadanie, pisane  w trakcie 3 serii The Vampire Diaries.
Ratunku…
Oł je! Czuję zapach banału tragicznej miłości…

Tyle się dzieje, że pod natchnieniem postanowiłam też coś dla was napisać!
Tłumy szaleją.

Tylko pamiętajcie -rączki na kołderkę.
Coś czuję, że w połowie opowiadanka wejdę cała pod koc i każę się obijać kijami bejzbolowymi, żeby mniej bolało.
Rączki na kołderkę, a wory w zęby? Znaczy – woreczki w zębusie. Hihi!

;))) Buziaczki i miłej zabawy! ;-*
ćmok-ćmok-mlask i gwiazdeczki!
Fuuuj, obśliniła mnie! A masz z macki… a masz! I się nie zbliżaj więcej do mnie!

Mystic Falls, w stanie Virginia. Dzień jak codzień.
W przeciwieństwie do nocy jak conoc.

Dorośli tkwili już w swoich uniformach i biurach, a młodzież akurat szła do szkoły.
Co tam masz Jolu na sobie?
To biuro skarg i zażaleń, ostatni krzyk mody!
No proszę, a moje dzieci akurat idą do szkoły.

Specjalny uniform +5 do dorosłości
Specjalne biuro +15 do zasobów
Natomiast jeśli chodzi o młodzież: “Przed wyruszeniem w drogę…” ];>

tak było w przypadku Eleny i jej koleżanki Bonnie. Starając się przywróć w swojej głowie równowagę umysłową,
Jezusicku, ona była niezrównoważona! Wariatka!!!

dziewczyna gaworzyła słodko.
Gdziabudzibu? Prrtf? Gliba?
Ciukurubum!

Powoli sama sobie zaczynała wierzyć że jest taka wesoła i beztroska.
Sama sobie zgotowała ten los.
Jestem wesoła i beztroska, jestem wesoła i beztroska, ups, rozdeptałam szczeniaczka, lecz wciąż jestem wesoła i beztroska…

– Caroline! – zawołała wesoło machając,
biustem?

gdy zauważyła blond włosą koleżankę na trawniku przed budynkiem szkoły.
Włosie jej wypadło.
Koleżanka leżała na trawniku – wyraźnie przez kogoś rozdeptana, a tleniony blond jej włosów, rozprzestrzenił się na trawę.

Wyraz oczu Caroline sprawił jednak, że cała radość Eleny zgasła.

Bonnie też to zauważyła, dlatego zamiast się przywitać wypaliła wprost:
Z dubeltówki!
Nie, ona spaliła gazetę – Wprost

– Co ci jest?
– Co? – blondynka zamrugała, jakby dopiero teraz je zobaczyła.
Musiała wymrugać śrut z oczu.
– Co mi jest? Jestem blondynką!
– To smutne, ale… przynajmniej nie jesteś ruda.

Choć jak zwykle ładnie ubrana w łososiowy sweterek i kraciastą spódniczkę – wyglądała szaro.
Prania nie zrobiła.
I zapomniała wziąć Rutinoscorbin.

jej oczy były podkrążone a usta bledsze niż zwykle.
Kobity, ale impreza była!
Chwila, jeśli dobrze kojarzę, to ona jest wampirem. To chyba normalne cechy u żywego trupa.

– Czy ty jesteś na głodzie? – Bonnie nie wytrzymała.
Od tego ubierania się w łososie zrobiła się głodna.
Nie wytrzymała i popuściła.

Wciąż ciężko bylo jej się pogodzić z faktem,
bylo nie bylo, ale śmietane z laski swojej możesz podać.

że jej psiapsiółka umarła i odrodziła się jako zimnokrwisty wampir.
Gdyby była ciepłokrwistym, zniosłaby to lepiej?
Psia… co? Psia ściółka?

– Co? Nie! – blondie
blondie, fura i komóra

wydała się przestraszona samą tą sugestią – Panuję nad sobą. po prostu… ostatnio źle sypiam.
Padła ofiarą oszustwa i zamiast ziemi z Transylwanii dostała cygański gruz. Gupia blondie włosa.

– Dlaczego? – zainteresowała się Elena patrząc z niepokojem w oczy Carolne.
Karolne oczy? Może namolne?
Mnie też by takie oczy niepokoiły.

– Cóż ja… mam koszmary.
Problemy ze snem i koszmary?

Nagle kamyk na trawniku stał się bardzo interesujący i dziewczyna zaczeła wpatrywać się w niego intensywnie.
Najpierw patrzyła w oczy, teraz patrzy w kamyk. Kamyk poczuł się zawstydzony i zniknął ukradkiem za krzaczkiem.
Dopiero za krzaczkiem odważył się powiedzieć wierszyk:
– Mroki na górze
Blondie na rurze
Kiedy będzie ruchanie
Odpowiedzcie mi panie?

– Jakie? – Bonnie nie dawała za wygraną.
Dajesz, mała, będziemy się nabijać!
Na to kamień:
– Ruchanie grupowe
i harce etapowe
A że jesteśmy w komplecie
Zróbmy to w toalecie

– O Klausie – rzekła niemal bezgłośnie.
Tylko kamień ją usłyszał.

– O tym skurczybyku?! – nawet Elena wydawała się obudzona.
Pobudzona?
Ha, wydawała się, a tak naprawdę ucięła sobie drzemkę!

– I co on ci robi? – dopytywała się Bonnie.
Dobrze ci robi, tak, tak? A jak ci robi dobrze? Od tyłu, od przodu czy na nietoperza?

Wampirzyca przypomniała sobie scenę gdy siedziała przywiązana do dębowego krzesła,
To, że krzesło było dębowe najwyraźniej wyczuła gołym tyłkiem.
Ty mi powiedz, co to za scena była? Taka mała, klubowa czy w amfiteatrze?

a język Klausa zadawał jej słodkie tortury,
nanosił językiem miód na jej ciało. Sprytne!

pieszcząc erotycznie każdy skrawek jej skóry.
Miro, popieść mnie erotycznie prądem!
Podążaj za zamurowaną świnką.

Dosłownie każdy! Wzbudzając tym samym nieziemskie wręcz podniecenie u swojej ofiary.
Dębowe krzesło aż się spociło z wrażenia.
Skala ziemska jebła już w okolicy kolan.

– No więc… – blondie spłonęła rumieńcem
burn baby, burn!

– No więc…. nie pamiętam… jakoś tak wszystko mi ucieka…rano…
Wycieka z niej rano. A język odpełza grzecznie w kącik.
Zlizując resztki blondu z trawnika.

<GWIIIIIIIIIZD>
– CZEŚĆ LACHONY!!!
He?! Jeny, gdyby moje macki miały serce, to by na zawał zeszły…

Dziewczęta musiały przerwać rozmowę, gdy obok akurat przebiegali trenujący chłopcy z drużyny.
Bo nietrenujący chłopcy z drużyny obsługują trenera w kanciapce.

Tyler posłał soczystego buziaka Caroline,
Buziak był tak soczysty, że ślina ściekła mu po brodzie.

która z niezwykłą dla niej powściągliwością tylko się uśmiechnęła w odpowiedzi.
Zazwyczaj zdejmuje majtki i rzuca je w stronę gwiżdżącego.

Kiedy chłopacy
Dziewczęta i chłopacy…uhm…

znikli za rogiem,
Puff! Ostał się jeno żubr.
Bardzo zniesmaczony, bo mu jakieś majciochy z rogów zwisały.

rozwlekł się dzwonek na lekcje,
Dzwonek był bardzo rozwlekły, sięgał niemal ulicy.

przyjaciółki więc już bez zbędnych rozmów ruszyły do klasy.
Każda myślała o erotycznym krześle dębowym.

*********

– Witaj piękna….
O witam was, piękna, jedno, drugie i trzecie piękno! Co was tu sprowadza?

Caroline aż podskoczyła,
z siłą wampira pierdyknęła czerepem o sufit

gdy usłyszała przy uchu zmysłowy szept Klausa.
I wybiła mu barkiem zęby.

Siedziała, ubrana jedynie w małą czarną i czarne szpilki na brzegu fontanny.
W skórę z murzyńskiego dziecka, które nakłuła w rytuale voodoo.
I podskakiwała, siedząc.

Była noc. Starożytny wampir nadszedł z pobliskich zarośli.
Prowadził bardzo długą i bezowocną terapię zawstydzonego kamyka.
Uważajcie na krzaki, tam siedzą starożytni krwiopijcy!

nigdzie nie widziała nikogo innego.
Bo kamyk nadal się chował. Mówiłam, że bezowocna terapia.
Pozostali starożytni też dobrze się ukryli.

To trochę dziwne na przyjęciu,
No tak, na przyjęciach w krzaki chodzi się parami.
Eee byliśmy w klasie, a teraz na przyjęciu?
I w krzakach!

ale nie miała czasu o tym myśleć,
była blondie

bo palec Klausa przejechał zmysłowo po jej ramieniu.
Półciężarówką.
Zły dotyk!

Zerwała się i już miała uciec,
Ale przypomniała sobie, że ją te rozjechane ramię boli jak jasny skurwysyn.

kiedy jego hipnotyczny wzrok przyciągnął jej oczy.
Przyciągnął, wyciągnął i rzucił w krzaki.
Bardzo żywotne oczy – skąd my to znamy? A stąd!

– Zostań – nakazał – Zostań i rób to, czego od ciebie zarządam.
O tak, zarządzaj mną! Rzondaj mej rzondzy!
Powołajmy zarząd!

Nie umiała się sprzeciwić mocy najpotężniejszego wampira, jaki chodził po tej planecie.
Bo tym z Księżyca potrafiła bez problemu.
Inny nie chodzili, tylko latali jako netoperki.

Musiała wykonać każdy jego rozkaz.
Rozkazuję Ci, nie słuchać więcej moich rozkazów!

– Rozbierz się – powiedział łagodnie, choć jego oczy były dzikie, pełne żądzy.
A nie rządzy? A może Rzezi?
Cel? Gdzie jest cel?

– Proszę…
Ależ dziękuję.
Tośmy się powymieniali uprzejmościami, teraz seks!

– po policzkach blondie popłynęły łzy, podczas gdy trzęsącymi się dłońmi zdejmowała sukienkę.
To. Takie. Wzruszające.
Sukienka ze skóry małego Murzynka – to jest wzruszające!

Gdy materiał zsunął się z jej bioder na ziemię, silna dłoń Klausa schwyciła jej przedramię i przyciągnęła do siebie.
Po czym odeszły w stronę zachodzącego słońca – dłoń i przedramię, ramię w ramię.
Klaus i Caroline patrzyli za nimi wzrokiem pełnym tęsknoty, krwawiąc przy tym pożegnalnie.

Dotknęli się ciałami.
Astralnymi.

Czuła jego podniecenie przez warstwę skąpych majteczek i sama… zadrżała.
Przez warstwę majteczek, piaskowca, kredy i bazaltu. Sejsmorgaf bieliźniany.
To stykali się ciałami czy majciochami?
Bielizna jest częścią ciała kobiety!

Nie z chłodu.
Pewnie z upływu krwi po wyrwanym przedramieniu.
Ale co nie z chłody? Pochodziła?

– Rozbierz się do końca – znacząco popatrzył na jej fioletowy staniczek i figi.
Popatrzył znacząco, a tu figa.
Zaczęła zdzierać z siebie skórę…

– Błagam Cię, Klaus… Tyler mi tego nie wybaczy…
Tyler Durden nie wybacza. On tylko upuszcza mydło.

– Tylera tu nie ma. Jesteś moja, słodka Caroline…
Nie, nie, mój chłopak mi nie wybaczy,  że zostałam zahipnotyzowana i zgwałcona!
Słodka od nałożonego językiem miodu.

Kwiląc jak szczeniaczek


że co, kurwa?
Kwi kwi jestę szczeniakę!

dziewczyna zdjęła z siebie jedną a potem drugą rzecz
Rękę z przedramienia i penisa z ucha.
Przedramię spierdoliło przecież.
A, no tak. To w takim razie sejsmograf z majtek wyciągnęła.

i oszołomiona odkryła, że stojący przed nią wampir również jest nagi, a jego męskość… gotowa do działania.
Uaaaa, dziesięć punktów dla Gryffindoru za użycie dziewiczego eufemizmu! Tylko dla tych, co penisa na żywo nie widzieli!
Jej kobiecość zadrżała i spomiędzy płatków zaczęła broczyć jego męskość krwią cyklu księżycowego.
o_O

Mimo woli mocniej zacisnęła bardziej uda.
Uda się, czy się nie uda?
Wola dementuje, nie miała z tą sprawa nic wspólnego.

Zauważył to i uśmiechnął się do niej tym swoim uśmiechem chuligana-łamacza serc.
Sercołamacz hultajski.
Jak dla mnie facet ma mimikę małpy, ale ja się nie znam.

Wciąż trzymając ją mocno za przedramię,
Jeśli miała stanik na ramiączkach, to o ile się nie mylę, dyndoli teraz taki fioletowy flaczek między nimi.

zaczał się do nie tulić i ocierać o jej ciało.
Żółw Miry też tak robi. Z poduszkami.
Aż pozwolę sobie na prywatę. Oto mój Poduszkojebca i Kamieniożerca:

Jego usta błądziły po jej policzkach,…szyji…
nadzieji… bulu

i ramionach…
Kolanach, piętach, uszach, a czasami nawet przychodzili szyici i bili brawo.

– Klaus… to… udręka… proszę… nie torturuj mnie.
Klaus… to… pedał…
No weź, nie torturuj mnie, no ale… no weeeeź!

– Ja, ciebie? Caroline… – szeptał do jej ucha, co rusz całując je i przygryzając.
Hej-cmlak-mlask-mniam.

– Moja Caroline, wyglądasz jak pisklak, który stanął naprzeciw węża,  a tymczasem
Jesteś kwilącym szczeniaczkiem w ubraniu ze skóry Murzynka.
Wypraszam sobie, jestem sznauceroptakiem!
A, to przepraszam.

to ty…. ty torturujesz mój umysł.
swoją głupotą.
Blondie mode on

Przez wieki byłem sam.
I nawet kiedy będę saaaaaam, nie zmienie sięęęęęę to nie mój świaaaat…

Kochałem i porzucałem kobiety bez mrugnięcia okiem i teraz,
zacząłem mrugać
Cierpię na alergiczne zapalenie spojówek.

gdy stoję przed swoim największym zadaniem,
Miała bardzo dużą waginę najwyraźniej.
Quest za dużo expa!

pojawiłaś się ty… taka krucha,… taka piękna… taka silna i delikatna zarazem…
taka… niedojebana… w pupu…

Czy wiesz, że każdy poranek bez twego zapachu to gorsze niż jakiekolwiek tortury….
O fuj!
Ok, zostawię ci bieliznę, a teraz mogę już iść?

– Och Klaus…
Och, Rene!
Och, Karol!
O kurwa…
Wybacz mi, że nie śmierdzę dla ciebie. Śmierdzę dla innego!

Czuła, ze jej opór słabnie, że sama pragnie tego mężczyzny i że nie jest to tylko wynikiem jego hipnozy.
Znaczy się zahipnotyzował ją, żeby czuła opór, ale chujowo mu to wyszło?
Ja na szczęście też jestem blondie i nie muszę tego obejmować moim niedojrzałym umysłem.

Nagle z jego ust wysunęły się kły.
I pobiegły za przedramieniem i dłonią.
Cześć, to my:
Klausowe kły!

Zanim krzyknęła, Wampir wbił je we własny nadgarstek. Popłynęła krew.
A miała ropa naftowa.
Samooklaleczanie, pięknie! Matka wie?

Śmiejąc się dziko, Klaus polał nią piersi dziewczyny,
jak szampanem!
UAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!

po czym gwałtownie przywarł do nich i zaczął spijać krew z jej ciała.
Musiał sobie doprawić, bo inaczej miał wstręta.
Przynajmniej przestał się kretyńsko śmiać.
Nie wiadomo, może się śmiał jej prosto w cycki.

To było ohydne… ale tak podniecające jak nic,
Nic jest zazwyczaj diabelnie podniecające

czego Caroline dotychczas doświadczyła z jakimkolwiek ze swoich chłopaków.
Fetyszystka. Podnieca ją zapach gwoździ i chłeptanie.
I starożytne wampiry zza krzaka.
I kamyk, nie zapominajmy o kamyku.

Chciała więcej.
Więcej starożytnych pijawek, więcej! Chcę mieć z nich futro. Mały Murzynek już mi nie wystarcza…

Gdy krew spływała teraz po ręce Klausa, ona zaczęła go po niej całować
ta krew?

i językiem zlizywać czerwone pręgi.
Lizała się po cyckach? Czy coś mi umknęło?
Ty mi powiedz od kiedy krew ma język?

– OOoo taaak…. – Klaus wydawał się podniecony do granic możliwości.
Penisem szorował po asfalcie. Albo tak się tylko wydawało.

To była słodka, erotyczna tortura!
Szorowanie penisem po asfalcie w sumie można zaliczyć do erotycznych tortur…
Znów z tym miodem wyskakują. Ich to naprawdę kręci?

Caroline czuła się jak suka,
Całkiem prawidłowo.
Dopiero teraz?

która liże dłoń pana, ale w tej chwili ta świadomość tylko ją podniecała.
Oki, autoreczko, przypomnij mi, żeby nie przychodziła do Ciebie z psem.
Przypomnij mi, żebym była daleko, w trakcie Twojego spotkania z migdałkiem… sic!

Gdy jej język dotknął zagłębienia jego szyi,
W dziurkę po tracheotomi.
Fuuuuj, Szyszka, Ty oblechu! xD

wampir jęknął i przewrócił ją prosto do fontanny.
Oddychać nie mógł, bo mu ozora wsadziłaś.
Czerpał tlen z jej tlenionego blondu włosów

Woda nie była jednak zimna, wręcz przeciwnie,
Była cieplutka jak mocz.
Zabawy w złoty deszczyk, ugh!

szybko zabarwiła się na kolor krwi, miała jej zapach i smak, co dodatkowo podniecało oba wampiry.
Zaczęły więc chłeptać ją, kwiląc od czasu do czasu cichutko.
I merdały pupami

Nie opierając się już blondie rozsunęła uda,
Bulknęła gładko pod wodę.

a Klaus upadł na nią
sruuu!

i wszedł gwałtownie do jej wnętrza.
Nie przez pachę, idioto!!

– Caroline… Caroline…Caroline!
Bulbulbul?

******************

Blondynka nagle otworzyła oczy, gdy Bonnie potrząsnęła ja za ramię.
I tyle z seksu-niespodzianki.
Bonnie jako czarownica powinna uszanować czyjeś astralne ruchanie. Zazdrosna i tyle…

– Caroline!!!
– T….tak? – rozejrzała się nerwowo. Była w krasie, ubrana w sweterek i spódniczkę.
W pełnej krasie. Na łososiowo.
Krasula taka 😀

– Lekcja się skończyła, a ty chyba zasnęłaś…
i zgwałciłaś krzesło.
i kapiesz na podłogę

– Przed nami w-f.
Wielki Fiut?

– dodała Elena – Chodź szybko, bo musimy się przebrać.
Przede mną noc. Wieczna noc, pełna złych opowiadań pseudoerotycznych…

Jeszcze lekko otumaniona, dziewczyna zaczęła zbierać z ławki swoje rzeczy.
No tak, mnie by też oszołomiło wygłoszenie kwestii o w-fie.
Pejcze, wibratory, kulki analne…

Wtem znieruchomiała. Kiedy sięgnęła po zeszyt, sweterek podwinął jej się na ręce
A to łobuziak!

i zobaczyła
że nie ma przedramienia!
Ma! A na nim zaciska się dłoń!

na przedramieniu 5 małych siniaków
łe… tylko tyle…

– jakby od silnego uchwytu czyjejś dłoni.
Bo tak delikatnie, samymi opuszkami ją łapał.
Rąsia z Addamsów!

– Klaus… – wyszeptała jego imię tak, jakby mówiła zarazem o ukochanym i największym wrogu
– Matematyko…
W rogu, a na prostej?

– ze strachem, pasją i nieziemskim pożądaniem.
Z miłością, wieżowcem i pasztetem.
Ze sznauceroptakiem, zamurowaną świnką i żółwiem madafakerem o dobro Ziemi walczy… Kapitan Planeta!

Tym optymistycznym akcentem żegnamy się – mnie obowiązek zawodowy wzywa do przeprowadzenia terapii kamyka. a Mira odchodzi ociekając zajebistością, na której ślizgają się niedoruchane wampiry…