Dla niektórych mroczny i niebanalny to synonimy zajebistości. Tak też było pewnie z naszą autoreczką, która siląc się na malownicze (we własnym mniemaniu) metafory, tworzy absurdy, mające z literaturą tyleż samo wspólnego, co ogrodowe krasnale z rzeźbą.

Dziś promocja: 3 paskudy zamiast 2!

Komentują:
Epsorphe
Mira
Szyszka

Źródło: nastek.pl/inne/5144,Spowite-w-mroku-Historia-widziana-oczami-nocy

Autorka: Lucky 😉 (tak, ta emotka jest w podpisie)
Zważając na to, gdzie trafiło jej dzieło – zastanowiłbym się jeszcze raz nad doborem nicka 🙂
Nie rozumiem do czego pijesz. Trafiła w nasze ręce – szczęściara ]:>
Dokładnie obmacamy! ^_^

Spowite w mroku… Historia widziana oczami nocy…
Bo wiadomo… że każdy wielokropek… dodaje mhrocznej głębi… mhrocznemu tytułowi…

Wśród gęstej dziczy dało się słyszeć desperackie głosy ptaków.
Mocno współczuję właścicielom tych ‚ptaków’, które ‚desperacko’ zaplątały się w ‚gęstą dzicz’ autorki. Jak mawiała moja babcia – jak się nie ma, co się lubi, to się maca, co się ma.
Po prostu speszyłeś dziewczynę i zapomniała wielokropków. A bez tego pisać nie umie, nawet końcówki osobowe jej się majtają. Nie przyciskaj jej tak!
“Desperackie ptaki w gąszczu” brzmi jak scenopis z taniego porno…

Słońce powoli zachodziło za linię horyzontu, kryjąc przed światem swój majestat.
Mój majesssstaacie, nie dostaną cię te paskudne hobbity.

Oto najważniejszy z bogów postanowił odpocząć, aby móc nazajutrz nieść życie i ciepło.
Autorka bardzo sprytnie wplotła wątek politeistyczny. Nie trzeba hipstera, by wiedzieć, że wyparcie się mainstreamowego Jezusa daje plus 300 do oryginalności.
Dowiedzieliśmy się też, że w świecie autorki umiera się tylko w nocy, że nie ma w nim zimy, a kostki lodu można dostać tylko na czarnym rynku. Normalnie jak człowiek wyjmuje je z zamrażalnika, to wpadają promienie najważniejszego z bogów (trójca święta: Słońce, Sprite i Pragnienie) przez okno i niosą ciepło. Nie ma kuźwa, że boli. Jak będziesz fikać, to przyniosą też życie i zajdziesz w ciążę… bez względu na płeć!
Jak będziecie się tak rozpisywać, to się w sobie zamknę.

Na nieszczęście Słońca, księżyc czekał.
Apel do wszystkich pretensjonalnych emo-autorek: tworzenie dwóch jasno wyrysowanych, antagonistycznych dla siebie stron – dobrej i złej – w której jedna robi coś ‚na nieszczęście’ drugiej – to wcale nie jest fajne. Najtańszy typ kontrastu. Odłóżcie na chwile swoje czarne pióra ozdobione obsydianowymi czaszkami lśniącymi równie głęboko, co oczy niejednej Mary Sue i weźcie do rąk Goethego, konkretnie Fausta. No w jakiej relacji był tam Mefisto i Pan, no w jakiej?
Widzisz Szyszku? Dobrze brać nowe paskudy do pomocy. Im się chce jeszcze rozwlekać – nie to co nam – starym paskudom.
Nie widzę, gapię się na zaczajony księżyc.
Sądzę, że mój nieposkromiony blask i tam dociera 😉

Oczekiwał na swoją kolej.
Nie twierdzę, że każdy twórca powinien mieć doktorat z astronomii, ale to naprawdę nie jest tak, że Księżyc czeka sobie na orbicie, aż Słońce łaskawie ruszy dupę. Poza tym: czy to czekanie jest rzeczywiście aż tak ważne, by je dwa razy podkreślać?
Po prostu jesteś zbyt dosłowny, zbyt prosty by ogarnąć te metaforę. Gardź sobą szary ludku w obliczu natchnionej autoreczki.
I oczekuj na swoją kolej (ciuf-ciuf-ciufcię)

Teraz mógł władać nad wszelką żywą istotą.

Nie każdą, ale wszelką! Czujecie ten patos? Nie? No ja też nie bardzo. Ogarnęło mnie natomiast współczucie dla tych żywych istot (jeśli jest ich więcej niż pisze autorka of course, zakładam jednak, ze w międzyczasie Słoneczko już niejednego bobasa zmajstrowało). Mają po prostu przekichane. Nie dość, że w tym świecie nie można umrzeć, to jeszcze całe życie jako marionetka jakiegoś gościa z trądzikiem. Więc w nocy jak cię nie puści, to też sobie żył nie podetniesz. To już nie masakra, to maskara!
Mira, przywołuję Cię do porządku. Źle na Ciebie działa czekanie na księżycu.
Sama wiesz, że jestem “niemal ryczącą trzydziestką” i fascynuje mnie ten wątek o bobasach.
Szyszce chyba chodziło o to, że tyle zdań, a tak mało dwuznaczności… 😉

Z pogardą spoglądał na lasy i domostwa, a jego blada łuna świadczyła o sile Władcy Nocy.
Opis równie kaloryczny, co camembert z piekarnika. Niestety tylko dobrego smaku mu brakuje.
Czekaj, bo się gubię. Jest Słońce, Sprite, Pragnienie, Księżyc, jego dziunia zwana Łuną i jeszcze jakiś Władca Nocy. Uff!

Na jego obliczu malował się uśmiech, ukryty pod płachtą niewidzialności.
Dobrze byłoby mieć taką mimiczną płachtę niewidkę. Moje krzywe spojrzenia przestałyby mieć tak przykre socjalne konsekwencje.
Hm… czyli jest ten Władca Nocy, który pakuje na biceps. Jest tak tym zajęty, że Łuna maluje mu na obliczu uśmiech. A Księżyc jak zobaczył co jego panna wyprawia, żeby nie dostać w pooraną papę, zwinął Harry’emu Potterowi pelerynę niewidkę, gdy ten miział się ze Snapem i zarzucił na twarz Władcy Nocy. Sprytne! Jedno zdanie a ile sensu… i jaka akcja!
(sięga po popcorn i patrzy zafascynowana na Mirę) I co, i co dalej?

[ok, mamy już położoną z góry mhroczną atmosferę, opisane figle ciał niebieskich, więc pytam – gdzie Mary Sue?!]

Biegła pośród zarośniętych drzew.
Aha! Jest. A te zarośnięte drzewa to też ciekawy fenomen, przynajmniej w klimacie europejskim. Może autorka ukrywa przed nami, czytelnikami o duszy przeraźliwie pustej i jednowymiarowej, że rzecz dzieje się w czeluściach lasu tropikalnego, gdzie epifityczne storczyki wesoło oblepiają każde wolne drzewo? Bo chyba wizja Amazonki biegnącej przez las bez jednej piersi odpowiada konceptowi mroku…
Cicho, bo ją speszysz. Nasza mała Mary Sue...
Dawno się nie goliły. Drzewa, nie Mary Sue.

A wiesz? Nie wiesz.

Zmierzała w kierunku lasu.

Biegła pośród drzew do lasu. A tam sceneria niby czym się różni? Szyszkami?
Jedna Szyszka robi różnicę!

Pragnęła uciec przed okrutną rzeczywistością.
To takie powszechne uciekać przed okrutną rzeczywistością do lasu. Dla ekshibicjonistów.polki.pl/seks_erotyka_artykul,10011625.html

Krucze włosy
Kra kra kra

niedbale opadały jej na twarz, zasłaniając ją do połowy.
Mój drugi apel – kobiety, bez względu na rysy waszych twarzy, kształt głowy, czy stan dermatologiczny czoła – ta fryzura nigdy nie jest odpowiednia.

Tutaj mamy raczej fryz na Sadako.

Wy mi jednak powiedzcie, jak ona te włosy utrzymywała na twarzy, biegnąc?
Przykleiły się jej do szminki i skleiły z tuszem do rzęs.
Może to jej urok, może to Maybeline!
Prawdziwa maskara. Znaczy masakra.

Mimo to nie przestawała się poruszać, wręcz przeciwnie przyśpieszyła kroku. Teraz liczył się tylko ten moment.
I zapewne nie dowiemy się dlaczego.

Dobrze, przebrnęliśmy już przez cały akapit koncentrujący się na bohaterce. Na razie mamy jedynie wyjętą z czarnej dupy dziewoję o nietuzinkowej fryzurze i makijażu, której jedynym celem w kompozycji jest płakanie i zwracanie na siebie uwagi. Mira, Szyszka! Szykuje się nowy tag. Self-insert.
Niby oddany fan, a ślepy. Mamy całą kategorię Self-insert od czasu Dragon Balla GW 😉
Nowy tag akurat dla tego paskudztwa. W sensie dodatkowy. Kolejny 🙂

W pewnej chwili przystanęła. Zabrakło jej siły. Jakże bardzo niewytrzymała jest ludzka istota.
Przykro mi – bez względu na to, jak bardzo by to godziło w twoją Wyjątkowość – i ty jesteś człowie… ludzką istotą, autorko. Dlaczego więc piszesz tak, jakby było inaczej?
Ona jest bogiem. Uświadom to sobie.
Ona po prostu gardzi swoją fizycznością.

Tak szybko się męczymy, a ona jest doskonałym tego przykładem.
Ach, delikwentka zmienia strony barykady, jak rękawiczki. Czasy zresztą też.
Przed oczami stanęła mi pulchna emo-dziewczynka, która znów była najgorsza na w-fie, więc po powrocie do domu zamyka się w swoim pokoju i pisze opowiadanie o eterycznej pannie, której słabość fizyczna tylko podkreśla jej zwiewność… ale zapewne ten obraz powstał bez powodu.
Ja stawiam na anoreksję w początkowym stadium – nienawiść do nieposłusznego ciała.

Opadła na kolana.
Zaczyna się.
Blow job!

Ciężki oddech był oznaką straszliwego zmęczenia. Po jej policzkach płynęły łzy.
Przynajmniej nie ‚kryształowe’.
Krucze.

Zakryła twarz dłońmi. Nie chciała pokazać, jak bardzo jest słaba…
Eee a kto ją widział?
Księżyc-podglądacz!

Tylko czy to coś da? Przecież i tak w pobliżu nie ma nikogo żywego…
No nie przesadzajmy, drzewka są całkiem żywe i inne żyjątka, ale punkt za spostrzegawczość.

Na pierwszy rzut oka.
Haczyk! Jak nietuzinkowo.

Ukrywała swą twarz tylko i wyłącznie przed sobą, przed własnym sumieniem.
Czyżby to było tylko podobieństwo charakterów? A może rzeczywiście zaraz dowiemy się, że uciekała przed Narlyss i Big Bossem

Nieustannie słyszała w głowie wytykane jej błędy.
Pewnie autopsja autoreczki, jeśli dawała komuś do czytania swoją twórczość. Nieustannie wytykane błędy… i za grosz poprawy.
Cześć, jestem błąd, zostałem wytknięty.
James Błąd.

Nie chciała tego zrobić! To był czysty przypadek, że jej ojczym zginął… Chyba.
Incydent z Klausem niczego nie nauczył?

W głębi duszy wiedziała, że to jej wina.
Nie no, zaraz się porzygam od tego dramatyzmu. Znaczy się: moja dusza zechce wyrwać się z piersi, unosząc poprzez ciemny tunel przełyku mroczną breję bólu żołądka.

Mogła go ostrzec przed niebezpieczeństwem. Nie chciała tego. Wolała patrzeć, jak ginie.
Dłoń Raccy zacisnęła się na emaliowanej rękojeści cienkiego sztyletu. Bezmyślnie rzuciła go przed siebie, tak jak to zwykła czynić, gdy czas jej się dłużył. W chwilę później usłyszała wysoki pisk oraz odgłos broni zagłębiającej się w miękkie ciało stojącego nieopodal staruszka.
– A!a!a!… Uwaga, leci! – krzyknęła z godnym siebie refleksem.
Spodobała Ci się ta Racca.
To pewnie przez Alvina i wiewiórki.

Nagle poczuła przerażające zimno.
Miałbym więcej szacunku, gdyby było chociażby ‚obezwładniające’.
Buka nadchodzi!!!!!
Oki, żaden komentarz nie przebije tego o Buce ;D

Niewytłumaczalny ból głowy zaatakował ją nie wiadomo skąd.
Podpowiedź: szukaj w okolicach łba.

Zdezorientowana próbowała opanować coraz bardziej odbierającą jej siły dolegliwość. Zamknęła oczy w przypływie rozpaczy.
Co za dramaturgia… Może po prostu zmęczyłaś się po tym intensywnym biegu.
Nadmiar świeżego powietrza szkodzi nołlajfom.

– Raven… – usłyszała swoje imię wypowiedziane przez głos docierający z lasu. Przeraziła się.

Ożesz wy orzeszki! Kto mnie tak nazwał?!
Buka, ani chybi. Albo Muminek.
Albo Robin i reszta Młodych Tytanów, których fani zapewne chcieliby powiesić autoreczkę na pal…

Obłąkanym wzrokiem
@_@
Ja to tak widzę:

zaczęła szukać jego właściciela.
– Kim jesteś?! – wykrzyczała.
W jednej chwili umiera z przemęczenia, w drugiej ma siłę krzyczeć. Zważając jednak na okoliczności – rozumiem.

W odpowiedzi usłyszała słabe jęki i pomrukiwania.
Fap fap fap

Gwałtownie się uniosła.
Tak, moi drodzy, wyglądają pierwsze sceny starego, dobrego, octopusowego hentaia.
Łiiiiiiiiiiii macki! ♥

– Córko Nocy… Aniele Śmierci… Pani Ciemności… Przyłącz się do nas –
O kurwa.
O.
Matko Noc!

znów ta sama intonacja dźwięku dała się jej słyszeć.
<<Nie jestem humanistą, ale czy to nie jest… ten, tautologizm?>>
Oj, czyżbyś nie słyszał nigdy o intonacji smaku albo… masła? Mało rzeczy w życiu widziałeś, ot co.

Znieruchomiała. Nie wiedziała, co robić.
Tańcz, głupia, tańcz…
Ona tu jest i tańczy dla mnie ;P

Próbowała uciekać, ale nie mogła. Zdawało się jej, iż nogi przyrosły do ziemi.
Wokół niej leżało wiele nóg i wszystkie przyrosły.
To była grzybowa polanka.

Nic nie odpowiedziała.
– Jesteśmy duszami potępionych istnień…
Miło, że się przedstawiają.
Po prostu zrobiły to dla lansu.

Należysz do nas, Ptaku Nocy… – Przerażający ból przeszył jej ciało.
Wszystko przerażające. „Ból”, „zimno”, „głos dobiegający z lasu”. Niestety jedynie w oczach autorki.
No nie, mnie trochę przeraża stylistycznie.

Nagle zrobiło się jej duszno.
Menopauza.

Upadła na wilgotną od łez glebę.
Macki poszły w ruch. Och, ja wiem, co to były za łzy, autoreczko. To popularna metafora. Nawet przypomina mi się książka, w której penis pewnego mężczyzny ‚łkał z wdzięczności’ 😀

Czyżby kolejne, potencjalne paskudztwo? 😉
Powinnaś przeczytać pierwszy tom. Koncentruje się na małej dziewczynce o oczach „pradawnych i nieskończonych”, która biega sobie beztrosko po krainie, odwiedzając wszystkie najważniejsze persony. Oczywiście każdego onieśmiela własną zajebistością, a pod koniec (na szczęście już po pierwszej miesiączce) wychodzi za najprzystojniejszego Sadi-stę badassa, jakiego ziemia wydała. To już nie jest Mary Sue, to… apogeum. 😀

A Ty myślisz skąd się wzięło moje i szyszkowe wykrzyknienie „Matko Noc”? 😉

Minęło wiele lat od tej nocy. Nikt nawet nie przypuszcza, co się mogło stać Raven.
Ja stawiam na coś przerażającego. I pełnego bólu. I cierpienia.
I grzybów.

Krążyły pogłoski, iż została zamordowana, ale to tylko bezsensowne gadanie.
X: Znasz tę Raven?
Y: Znam. No i co?
X: W popłochu uciekała do ciemnego, niebezpiecznego lasu tydzień temu. Nikt jej od tego czasu nie widział. Może ktoś ją napadł…?
X i Y (razem): Niedorzeczne…

Co naprawdę się stało? Z czyich rąk zginęła ta młoda dziewczyna?
Nie nadążam, czyli jednak została zamordowana? Czy autorka w ogóle się zastanawiała nad tym, co pisze?
Ona to czuje! Jak swąd spod paszki.

Tego nie wie nikt.
I to jest perfekcyjna puenta.

Gdyby to była prawdziwa mroczna opowieść, w tym miejscu by się zakończyła. Kto wie, może nawet ja sam zastanowiłbym się, co spotkało Raven. Oczywiście, ignorując napływające do głowy obrazy przedziwnych amazońskiej kreatur, ekshibicjonistów, gangów na obrzeżach metropolii i ośmiornic o niezwykle ergonomicznych mackach.
Ale oczywiście – nie. Autorka postanowiła zapewnić nas, że jej awatar w tym opowiadaniu to jednak prawdziwa Mary Sue. Z krwi i kości.

Lub raczej – z efemery.

Szła pośród ciemności dziczy.
Patrzy, a tam za drzewem coś kwiczy
W czarną suknię odziana.
Była całkiem pojebana
Swym wzrokiem śledziła zakamarki boru.
Pocierając niecierpliwie ścianki otworu
W ręku trzymała bukiet upleciony z ludzkiego bólu.
Więc weź się wzrusz, ty głupi ciulu!
U stóp pokładały się leśne duchy.
Wciskały w otwór astralne paluchy
Kimże jesteś, Pani?
Czy tyle rąk cię nie rani?
Zmorą Nocy.
Przy waszej pomocy
Czego szukasz pośród lasu?
Chcę zrobić nieco ambarasu
Szukam…Ofiary…
Więc wyskakuj z kasy, stary.

Na górze róże, na dole fiołki
lubimy pisać białe wiersze.

Tym optymistycznym akcentem żegnamy się z Wam. Mam nadzieję, że uronicie łzę nad losem Kruczej Raven, zmackowanej przez Bukę i Muminka na grzybowej polance.
Nie zapomnij o ptakach. Desperackich.