Zdarzają się fanfiki żałosne, kastrujące charaktery bohaterów, ale wszystkie one są w mniejszym lub większym stopniu normalne. Niestety – fanki yaoi, czyli miłości męsko-męskiej, wpadły na coś, co przekroczyło granicę zdrowego rozsądku i z wizgiem leci na ryj w stronę horyzontu zdarzeń: męską ciążę. Bo przecież skoro panowie się tak bardzo kochają, to powinni mieć możliwość urodzenia sobie nawzajem dzidziusiów, prawda? To takie słodkie, romantyczne… Autoreczki nie są AŻ TAK głupie i zazwyczaj gwałcą logikę pokrętnymi wyjaśnieniami, co na wiele się nie zdaje. 

W niniejszym opowiadanku mamy pełen zestaw grzechów głównych fanfików: Harrego Pottera, powszechne gejostwo w Hogwarcie, zaklęcia z dupy (dosłownie), jedwabiście pięknego Snape’a, kastrację charakterów i jako bonus – męską ciążę, a przynajmniej jej sugestię.

Komentują: Szyszka i Mira.

Autor: wiana,  beta: gosiazlata
Źródło: chomikuj.pl/mionka94/Harry+Potter+Fanfic/Snarry

– Ale o co wam chodzi? Przecież mężczyzna nie może zajść w ciążę.

O cholera, już czuję, że ktoś tu się bardzo zdziwi – a najbardziej biologowie.

– Harry nie rozumiał, skąd nagle u wszystkich takie zainteresowanie jego życiem seksualnym. Dopiero co odkrył, że jest gejem i przespał się z Seamusem.

Cześć, jestem gejem, musimy się przespać?
Zauważ, że zostało to napisane jako ścieżka dialogowa, czyli stoi sobie koleś lub kolesiówa obok Harrego i komentuje.

No dobrze, przespał, to było zbyt mocne słowo. Tylko się całowali, dotykali i ogólnie robili sobie dobrze.

Bardzo ogólnie.

A teraz, sam nie wiedział, jakim cudem znalazł się w gabinecie dyrektora razem z Syriuszem i Remusem.

Mają focha, że nie przespał się z nimi.
Nie, to będzie wymiana partnerów: Serek i Remek na Dumbledore’a i Harrego.
Będą swingować jak Spiderman?

I dlaczego, do licha, wszyscy zgromadzeni byli tacy poddenerwowani i ciekawscy. Dumbledore zrobił minę dziwniejszą niż zwykle. – Może…?

Zapomniała dodać, że wszyscy byli nadzy.
A Ty już od razu do akcji, może właśnie mieli robić striptiz i padło, że Harry będzie pierwszy.

– Tak, Harry. Czarodziej może zajść w ciążę równie naturalnie co czarownica.

Proszę nie zwracać uwagi na hałas, to całe zastępy biologów i anatomów odbierają sobie życie.
A Darwin robi piruety w grobie.

A jeżeli jest w dodatku potężny magicznie, to dzieje się to jeszcze łatwiej. – Dyrektor wyjaśnił zszokowanemu nastolatkowi coś, co pewnie każdy, kto wychowywał się w świecie czarodziei wiedział od małego.

Takie coś pewnie nie śniło się nawet pani Rowling.
Myślę, że na tej koncepcji oparła całą konstrukcję świata.
To dlatego się sprzedaje tak dobrze, jak pięćdziesiąt niedopranych gatek Graya?

– Na szczęście do niczego poważnego między tobą a panem Finninganem nie doszło.

Plus dla autorki, że Harry obmacywał kolegę z roku, a nie tłustowłosego czarodzieja w wieku jego matki.

Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdybyście w swej niewiedzy nie użyli stosownych zabezpieczeń.

Chwila, chwila, ale skoro ta wiedza o ciąży wśród czarodziejów była powszechna, a matka Seamusa Finnigana była czarodziejką i na pewno ją  synowi przekazała, to czemu on o tym nie powiedział Harremu? Ha! Chciał go złapać na dziecko!

Wojna z Voldemortem wciąż trwa. Nie możemy pozwolić sobie na taki błąd.

To, że są nieletni, jakoś nikogo nie rusza…
Hehe z tego co widzę, od razu zakładają, że Harry jest tym uległym.
Czekaj, skoro są już letni, to czy Syriusz nie powinien być martwy?

Harry nadal nie mógł wyjść z szoku.

A podobno był w gabinecie.
Też bym się zszokowała na widok nagiego ducha ojca chrzestnego.

Popatrzył oniemiały z otwartą buzią na dyrektora,

Prowokacja paszczą, Gryffindor traci pięć punktów.
On po prostu zachęca tamtych do penetracji. Chce zostać mamusią.

a potem przeniósł swoje wielkie, zielone, wytrzeszczone oczy

Co ja pacze? @_@

na Syriusza i Remusa, którzy gorliwie przytaknęli Dumbledore’owi.

Na znak aprobaty smyrali go po pytce i potakiwali główką.
Kto był grzecznym peniskiem, no kto?

Znów spojrzał na starszego czarodzieja.

Kto? Penis?

– Czyli co? Wystarczy, że raz się z kimś prześpię i od razu, albo ja, albo ten ktoś…? – Chłopak nie mógł tego zrozumieć.

No przecież KAŻDY wie, że od pierwszego razu się nie zachodzi w ciążę, bo plemniki się gubią.

– Niestety tak. I obawiam się, że w twoim przypadku zwykłe zabezpieczenia nie będą wystarczające. – Dumbledore ze smutkiem pokiwał głową.

Utnijcie mu penisa, korek w dupcię i po sprawie.
Ty mi powiedz, skąd ten smutek u starego zboczucha?
Bo marzą mu się małe Dumblerątka, a widocznie nie może.

– Nie rozumiem. Jak…? Przecież ja nie jestem kobietą… Przecież do tego potrzebna jest macica, czy coś takiego…

Coś w tym stylu… jakiś otwór.. i taki jakiś przewód… i zbiornik na dzieci… takie cuś, albo coś koło tego.
Pal sześć ciążę, skąd potem wypływa mleko do karmienia niemowlaka? I którędy dziecko się rodzi?

– Harry próbował sobie przypomnieć, czego uczono go na temat rozmnażania ludzi na lekcjach biologii, w mugolskiej szkole. Niestety, niewiele z niej pamiętał.

Dursleyowie nie kupili mu książeczki “Znam swoje ciało”, a w klasach 1-3 raczej tego nie uczą.
Znów dialog. Stawiam na to, że to Syriusz komentuje.
Jako duch z zaświatów. Kupuję tą teorię.

– Widzę, że Hogwart naprawdę potrzebuje drobnej modernizacji. – Albus zaczął głaskać palcami swoją długą, srebrzystą brodę.

Kozioł, powiadasz…

– Co masz na myśli, Albusie? – zapytał Lupin,

… zanim Kainita dopadł go i skręcił mu kark.

już spokojniejszy niż na początku rozmowy.

Doszedł.
Test ciążowy wyszedł mu negatywny.

Harry zachodził w głowę, co takiego mógł sobie Remus myśleć o całej sytuacji, że był taki poddenerwowany. Czyżby to, że Harry nie zastosował zabezpieczeń, bo miał kaprys zajść w ciążę i przez to dać Voldemortowi dziewięć miesięcy ułatwionej pracy? Przecież to było śmieszne!

Nie mówiąc o tym, że totalnie debilne.
A łyżka na to: “Niemożliwe!”

– Mam na myśli wprowadzenie zajęć z Wychowania Seksualnego

Z ustnym zaliczeniem.

– uśmiechnął się Albus. – I nawet wiem kto je poprowadzi!

Ja też… i już mi go żal.

***

– Żartujesz…Harry, powiedz mi, że żartujesz! – Ron był niemal tak zielony na twarzy, jak szpinak na jego talerzu.

Będziemy mówić o seksie, fuuuuuj!
Ciekawy kontrast z rudymi włosami.

– Nie żartuję. Dumbledore postanowił wprowadzić obowiązkowe zajęcia Wychowania Seksualnego dla szóstego roku i zainteresowanych.

A, czyli jednak nie nieletni, a letni. Mówiłam, że Syriusz jest martwy!
No nie wiem, zainteresowani mogą być chyba w każdym wieku. Ciekawe czy jednorożce z lasu też mogą się zgłosić. 😉

– Harry sam nadal nie mógł w to uwierzyć. –

Kto to powiedział? Czy ja mam już paranoję?!
Paramoje, paratwoje, onomatopeiczne, paranormalne… i seksualne.

McGonagall będzie prowadziła zajęcia z dziewczynami, a Snape z chłopakami.

Bo podstarzałe dziewice (i prawiczki) najlepiej uczą o seksie.
Wolałabyś się uczyć od woźnego i kota? Już nie przesadzajmy. Choć ustny z   McGonagall… uch.
O kurde… jeśli kobiety jak wino, to ona jest… jak ocet balsamiczny. Do prawdziwego balsamowania.

– O nie, to ohydne! – Rudzielec odsunął swój talerz,

Od…?
Mamooooo, chcę kuuupę!
Se ukrój, jest w lodówce.

nie mogąc w tej chwili nic przełknąć.

Talerze są raczej ciężko strawne.

– Wyobrażasz sobie Snape’a mówiącego o seksie? To będzie co najmniej niesmaczne!

No, z higieną u Snape’a średnio, będzie niesmaczny.

– Więc lepiej przygotuj się do tego psychicznie, bo zajęcia zaczynają się w ten piątek, po kolacji.

Ciekawa pora. Już w pidżamkach?

– Harry upił łyk soku z dyni i spojrzał na stół nauczycielski. –

Hallo! Czy ktoś tu jest?!!!
Syriusz przelatuje, z ektoplazmą kopuluje i ukradkiem komentuje.

– Zresztą wydaje mi się, że Snape też nie jest tym zachwycony.

Chciał uczyć obrony przed czarną magią, a dostał obronę przed czarnym gwałtem.

A McGonagall po raz pierwszy wygląda, jakby chciała własnoręcznie zamordować Dumbledore’a. Może nie będzie aż tak źle. Przynajmniej będzie się z czego pośmiać.

Gorzko, ale jednak.
I to wszystko wyczytał ze stołu. Magia!

***

Wszyscy chłopcy z szóstego roku i kilku spoza,

Spozowie – magiczne istoty, zamieszkujące kosze z brudną bielizną.
A może to jest s-poza? Że niby mieli krzywe kręgosłupy i nosili pajączki.

siedzieli w jednej z nieużywanych klas na piętrze,

Nikt tak nigdy nie prowadził lekcji.

przystosowanej specjalnie do nauczania tego… przedmiotu.

Dumbledore postanowił wykorzystać swój stary salonik sado-maso.
To wiele wyjaśnia. Zwracam honor.

Snape’a jeszcze nie było, więc w powietrzu unosiły się szepty i chichoty.

I parę bardzo zawstydzonych patronusów.

Część była rozbawiona, część wyraźnie poddenerwowana, jednak wszyscy podziwiali z zainteresowaniem nowy wystrój klasy.

Ach, te szepty i chichoty są takie ciekawskie.

Z przodu, obok katedry znajdował się duży model mężczyzny, a raczej jego kawałek od pasa do połowy ud.

Bo nastoletni czarodziejowie będą indoktrynowani do seksu w obrębie własnej płci, więc po cholerę ich uczyć o płci przeciwnej?

Patrząc z boku na przekrój manekina, było widać organy wewnętrzne, o części których Harry nawet nie wiedział, że istnieją.

Prostata jak pomarańcza?
To oni w ogóle biologię jakąś mieli?
Tylko w zakresie rozmnażania jednorożców.

Na ścianach były różne schematy, pokazujące powstawanie plemników,

magia

czy pouczające dlaczego warto używać zabezpieczeń.

Nagi Voldemort z podpisem “jego rodzice nie uważali”?

Nagle przy podwyższeniu pojawił się skrzat domowy i zostawił na nim kosz bananów, na których widok zgromadzeni chłopcy wybuchnęli śmiechem.

Bo to takie zabawne owocki.
Wybuchli i upaprali niewinne banany swoimi flakami.

– Myślicie, że będzie nas uczył, jak komuś zrobić dobrze? – Dean mruknął do Gryfonów.

Jak wężowi zrobić dobrze, a jak  dogodzić kobrze.

– Raczej jak się nakłada gumę. – Seamus zarumienił się lekko, gdy koledzy na niego spojrzeli.

Z czarodziejskimi gumami nigdy nic nie wiadomo. W Hogwarcie to guma żuje ciebie!
Widać słyszeli już o jego zakusach, by złapać Pottera na dziecko.

– No co? Kuzyn mi mówił, o tym co mieli na tych zajęciach w mugolskiej szkole. Tyle, że tam były klasy mieszane, a nie dziewczyny oddzielnie.

A na koniec był egzamin w postaci zbiorowej orgii.

– Ciekawe, czy o cyklu u dziewczyn też będzie mówił. –

Skoro “też” to moje pytanie: a jaki cykl mają faceci?

Jakiś Puchon myślał na głos. – I o ciąży.

I czy będą rozdawać gwiazdeczki za dobre odpowiedzi?

– Moja mama powiedziała, że w Bauxbaton na takich zajęciach profesorka dała wszystkim do wypicia eliksir, który wywoływał symulację ciąży. Dziewięć miesięcy w dziewięć dni.

Z porodem? To była zła kobieta.
I tak powstaje czokapik!

– Krukon po prawej skrzywił się. – Mam nadzieję, że Nietoperz nam tego nie zrobi.

Nie, on to załatwi organoleptycznie.
Batman taki nie jest, on ma zasady.

– Znając go… – Ktoś zaczął, ale nie skończył, ponieważ w tym momencie drzwi sali otworzyły się i do środka wmaszerował zły Mistrz Eliksirów.

I raz – i dwa – i raz  – i dwa. Marsz, marsz, marsz!

Jego twarz była wykrzywiona w strasznym grymasie, a na policzkach kwitł delikatny rumieniec.

Wszystkie fanki jedwabistego Snape’a z fanfików dostają teraz krwotoku z nosa.
Straszny (synonimy: ohydny, przeraźliwy, potworny, makabryczny, odrażający) grymas i kwitnący rumieniec… cholera, nie umiem sobie tego wyobrazić. :/

Stanął przed katedrą i w klasie nastała absolutna cisza.

Patrz, ledwo przyszedł i już stoi…
Flaga na maszt!
Przyszedł i doszedł. Lekcja skończona.

Profesor zaczął wykład, starając się nie patrzeć na uczniów. Harry wpatrywał się w niego wielkimi oczami.

Pożerał go wzrokiem. Niestała dziweczka z tego naszego Pottera.

Nie co dzień widzi się Severusa Snape’a oblanego rumieńcem zawstydzenia.

Zabijałem, kłamałem, torturowałem, a teraz muszę opowiadać o kutasach… też bym się wstydziła.

– Na początek dzisiejszych zajęć, zajmiemy się krótkim opisem budowy zewnętrznej… męskiego ciała, a następnie przejdziemy do zewnętrznych form zabezpieczeń. –

I przerobimy cały semestr w ciągu godziny lekcyjnej.

Snape powiedział to tak, jakby mówił o jakiś składnikach do eliksirów.

A co, miał machać rękami i chichotać, jak mała dziewczynka?

Więc Seamus jednak miał rację, jeżeli chodziło o przeznaczenie bananów.

Banana’s Destiny!
Doom of the Bananas!

Mistrz Eliksirów machnął różdżką w stronę modelu i ten obrócił się tak, by klasa widziała wygląd zewnętrzny, a nie przekrój.

Też chcę różdżkę, która obraca wacki w moją stronę!
Szyszku, no Tobie chyba nie muszę mówić, że do takiej magii wystarczy dekolt.
No, ale wtedy penisy patrzą do góry i tak śmiesznie zadzierają główki…

– Dla tych, którzy jeszcze nigdy w życiu nie widzieli – Snape zaczął z przekąsem – jest to model mężczyzny.

Od razu chce coś przekąsić, co za napaleniec.
A czemu mieli widzieć taki model? Czy to wyposażenie każdej gospodyni domowej, czy jak?

To jest penis, tu znajdują się jądra, a to się nazywa napletek. Nadążacie?

– Nie, proszę powtórzyć.
– TO-JEST-PENIS…
– Jeszcze raz ostanie słowo?
– PEEENIIIS.
– Może Pan przeliterować?

– Czarodziej kontynuował, pokazując wskaźnikiem to o czym mówił. Z jego ust, ani na chwilę nie zniknął kpiący uśmieszek.

Też tak mam, jak patrzę na penisy.

– A teraz, pan Potter podejdzie i na tym oto bananie pokaże nam, w jaki sposób należy nakładać prezerwatywę, skoro te zajęcia są głównie po to, by nadrobić jego braki w przedmiocie.

Prezerwatywy w świecie, gdzie magowie mają problemy ze zrozumieniem zasad działania telefonu i uciekają z paniką na widok odkurzacza…

Ślizgoni zawyli z uciechy i nawet kilku uczniów z innych domów parsknęło śmiechem. Harry gapił się na swojego profesora,

To wiele się nie zmieniło, skoro już wcześniej pożerał go wzrokiem.

który w jednej ręce już trzymał banana, a w drugiej opakowanie z prezerwatywą.

Jak przodownik pracy sierp i młot.

Oczywiście, Snape nie byłby sobą, gdyby nie skorzystał z okazji, by upokorzyć Gryfona. Chłopakowi coraz mniej podobały się te zajęcia.

Panie profesorze, myślałem, że pan mnie zechce bez gumki.

A to był dopiero początek. Miał tylko nadzieję, że Nietoperz nie każe mu pokazywać wszystkiego…

Nie łudź się, chłopcze, autoreczki tego typu opowiadań prędzej czy później ściągną ci majciochy i nabiją na sekwoję Snejpusia.

Wstał niepewnie i podszedł do profesora, czerwieniąc się wściekle

Argggghhhh! Wściekłość!

gdy do jego uszu doszły szeptane docinki Ślizgonów. Snape podał mu prezerwatywę, wciąż trzymając banana i popatrzył na niego z satysfakcją.

Ło rany, tryumfalny banan!
Dziewczyny pewnie ćwiczyły na brzoskwinkach.

Harry, starając się nie spoglądać w te hipnotyzujące, czarne oczy

…iiii tyle z normalności Snape’a – magia autoreczki zmieniła go w urokliwą istotę o powabie beli jedwabiu.

i próbując nie zwracać uwagi na chichoty i kpiny patrzących na niego uczniów, rozerwał trzęsącymi się dłońmi ochronne opakowanie prezerwatywy o smaku czekolady.

To był smak gumki czy opakowania?
A w środku czekoladowa żaba.

Tylko spokojnie, wyobraź sobie, że jesteś tylko ty i banan.

There is no spoon. There is no spoon. Fuck the spoon!

Powiedział sobie w duchu i wziął głębszy oddech, by się uspokoić.

– Dalej Potter, nie będziemy przecież czekać aż ten banan się zestarzeje.

Delikatna sugestia, że zegar biologiczny Snape’a tyka i on też nie będzie czekał wiecznie.

Wtedy nie będzie już z niego żadnego pożytku – warknął Snape

Mówi właściciel lekko przejrzałego bananiska.

i podsunął mu banana niemalże pod oczy, wywołując tym kolejną salwę śmiechu wśród Ślizgonów.

Banana powiadasz?
O tak, potrzymaj chłopczyku moją Chiquitę.

Harry nasunął prezerwatywę na banana, przytrzymując go lewą dłonią

ten prezerwatyw

i od razu się cofnął,

Banan upadł na podłogę z jękiem. “A chociaż buzi na do widzenia?”

czerwony na twarzy niczym dojrzała wiśnia. – Niech pan jeszcze nie ucieka, panie Potter. Jeszcze nie skończyliśmy.

Uwielbiam, kiedy ktoś w oczywisty sposób gwałci za jednym zamachem charaktery postaci i zasady stylistyki.

Snape bawił się wyśmienicie, Harry był tego pewien. Nie musiał nawet patrzeć na jego twarz, by wiedzieć, że była wykrzywiona w złośliwym uśmieszku.

Po co patrzeć na twarz, jak banan przed oczami baunsuje?

– Oczywiście większość czarodziejskich prezerwatyw jest dodatkowo wzmocniona odpowiednimi zaklęciami, jednak nie stanowią one żadnej przeszkody dla silnie magicznych czarodziei.

Magiczne prezerwatywy powiększą cię o dwie stopy! Będziesz mógł ryćkać swoje kozy nie wychodząc z domu!

– Snape zwrócił się do reszty uczniów. Harry zaryzykował zerknięcie w ich stronę. Gryfoni patrzyli na niego ze współczuciem, ale też z odrobiną rozbawienia. Krukoni i Puchoni starali się wyglądać poważnie, jednak ciężko im było opanować wesołość. Natomiast Ślizgoni bawili się w najlepsze, kpiąc z niego w żywe oczy. Po prostu świetnie. Teraz pewnie do końca roku nie dadzą mu spokoju.

Jakoś to, że posuwasz kolegę z roku nie budzi w tobie niepokoju, co, Harry?

Oj tam, oj tam!

– Jest pięć najbardziej popularnych zaklęć – Profesor kontynuował swoją wypowiedź. Teraz znów mógłby mówić o sposobie krojenia Gumochłonów,

Pewnie z gumochłonów robi się prezerwatywy.

a i tak nikt by nie zauważył żadnej zmiany w jego sposobie mówienia. Może on po prostu nie potrafił inaczej prowadzić wykładów?

Snejpuś psieplasia, ze nie rumieni sie bajdziej i nie popiskuje…

– Zaczniemy od Geffro.

No pięknie, wymyślamy zaklęcia. Czy dobrze zgaduję, że od tego konkretnego gofrom rośnie afro?
Wymawia się jak imię George’a z ParaKissu. Nie Dżordż ,tylko Żorrż.

Potter. – Snape znów wyciągnął w jego stronę biednego banana obleczonego kondomem.

Wróciłem dziffko!

Harry wyciągnął różdżkę.

Taaaka długa.

Dlaczego jego ręce musiały się aż tak bardzo trząść? To tylko głupie zaklęcie. Pomyśl o tym, jak o rzucaniu Wingardium Leviosa

przeczytałam Vaginalium…

na pióro. To prawie to samo.

Pomijając fakt, że każde zaklęcie wymaga najpierw studiowania gestów w książce lub demonstracji prowadzącego i rzucanie go z marszu to prawie tak samo jest logiczne jak analny seks-niespodzianka… tak, to to samo.

Chłopak przełknął

Tak od razu?

czując, że teraz będzie mu ciężko myśleć o piórze bez skojarzeń. Przeklęte hormony! Czemu wszystko musiało kojarzyć mu się albo z seksem albo z Voldemortem.

a czasem naraz.

Zrobił się nieco zielony na twarzy.

Trzeba było przełykać?

Nigdy, już nigdy więcej nie użyje słowa seks i Voldemort w tym samym zdaniu. Jego wyobraźnia była na to zbyt rozbudowana.

Moja też.
A jednak jest coś na rzeczy. Chyba, że zaczął się zastanawiać, jak Voldemorta można pocałować w nosek, by go nie speszyć.
Jaki nosek? 😀

No właśnie!

Miał nadzieję, że Snape nie będzie ich uczył o samym seksie. Snape mówiący o pozycjach… Snape i pozycje… Harry znów zrobił się czerwony na twarzy. Zaklęcie, myśl o zaklęciu. Odchrząknął i machnął różdżką nad bananem.

Fanki yaoi czekają w pogotowiu z wibratorami na pełnej mocy. Nie zawiedź ich, autoreczko!

– Geffro.

Nic się nie stało.

Żeffro, a nie dżeffro Ty nieuku!

Harry popatrzył na profesora pytająco i zobaczył jak ten morduje go wzrokiem.

I bananem.
Zobaczył, a potem oddalił się do innego świata. Lepszego świata.

– A teraz, z łaski swojej, rzuć to zaklęcie na banana – wycedził Snape przez zaciśnięte zęby. Harry miał ochotę zapaść się pod ziemię, gdy dotarł do niego sens słów profesora.

Fanki yaoi duszą się ze śmiechu i udają, że wcale ich nie podnieca nagły drągal Snape’a.

Już nie żyję, Snape mnie zabije przy najbliższej okazji.

Tylko będzie chciał sprawdzić skuteczność zaklęcia. ;>

Zanieczyści składniki eliksiru, przyjdzie w nocy do dormitorium i udusi w czasie snu, doleje trucizny do soku z dyni…

Zostaw dynie, dziwko!

Harry znów odchrząknął i modląc się, by głos mu nie drżał, ponownie rzucił zaklęcie. Tym razem, na bananie pojawiło się coś na kształt świecącej pajęczynki i

Ciekawe jak wyglądało na Snape’ie.

od razu znikło.

Zabierając przy okazji ze sobą prawidłową formę gramatyczną.

Chłopiec zastanowił się czy czegoś znowu nie sknocił, ale najwyraźniej nie, ponieważ Snape tego nie skomentował, wracając z powrotem do swojego wykładu.

– Drugim zaklęciem, o zbliżonej sile działania, jest Blocum Semenum.

Uwielbiamum pseudum łacinum.
Pierdzium pierdzium alea jedzium

Nie można go używać jednocześnie z Geffro – dodał i mruknął ciche Finite Incantatem, zanim znów podsunął Harry’emu banana.

Małpka chce banana? Chce?

Chłopiec starał się jak mógł i kolejne zaklęcia rzucił już poprawnie. – A teraz każdy ma swojemu bananowi nałożyć prezerwatywę i przećwiczyć te zaklęcia.

Wszyscy wstali i ściągnęli spodnie.

Harry znów się zaczerwienił.

A kiedy zbladł?

Był pewien, że Snape robił to specjalnie.

Ciągle mówił zdania, które brzmiały dla nastolatka dwuznacznie i przez to chłopak praktycznie nie przestawał się rumienić, jak jakaś dziewica!

Dla kogoś, kto myśli o seksie i Voldemorcie równocześnie, wszystko brzmi dwuznacznie.

No dobrze, może jeszcze nie uprawiał z nikim prawdziwego seksu, ale nie był jakąś wstydliwą dziewczyną!

Bo chłopaki nie płaczą.

Nawet Seamus patrzył na niego rozbawiony. Harry w myślach zazgrzytał zębami.

A wyobraził sobie całe uzębienie czy tylko trzonowce?

Na pewno nie straci tego całego dziewictwa

Tylko ⅓… no może pół.

z kimś kto go nie wspiera w tak trudnej dla niego chwili.

Bo dziewictwo, jak skarpetki, można zgubić połowicznie. Poza tym i tak masz przesmolone, bo Snape, seks i ciąża w jednym opowiadaniu mogą znaczyć tylko jedno.

Chłopak wrócił do swojej ławki i zażenowany schował twarz w dłoniach. Musiał się uspokoić, bo od tego ciągłego myślenia o seksie, zaczynał się już podniecać.

Mały perwers.
Jak można się podniecać od myślenia o seksie? No ja pierniczę!

Nie był twardy, co to, to nie.

Nu-nu-nu!

Do tego była jeszcze bardzo długa droga, ale zmierzał w jak najbardziej właściwym kierunku.

Ku światełku na końcu tunelu.

Przez palce zobaczył jak Snape podszedł do Neville’a, który wyraźnie nie radził sobie z nałożeniem prezerwatywy na banana.

Zazwyczaj robi to na żywym modelu, ta żółta skórka go peszy.
A może po prostu też słyszy głosy.
E, coś ostatnio Syriusza nie ma. Pewnie gwałci gdzieś ektoplazmę.

– Longbottom, czy opanowanie tak prostej czynności, naprawdę przekracza wątpliwe możliwości twojego mózgu? Proszę, zrób temu światu przysługę i przyłóż się do tego trochę bardziej, bym nie musiał w przyszłości użerać się jeszcze z twoim potomstwem!

Obowiązkowy akapit pokazujący podłą naturę Snape’a. Zieeew…

Neville naciągnął kondona zbyt mocno i rozerwał go. Snape zirytowany zabrał mu banana i sam wyjął prezerwatywę, by jeszcze raz pokazać Gryfonowi, jak należy to zrobić. Musiał być naprawdę bardzo zdeterminowany, by linia Longbottomów zakończyła się na Neville’u. Harry patrzył zafascynowany,

Omal nie wydał z siebie głośnego westchnienia zachwytu.

jak profesor z łatwością otworzył opakowanie ochronne i z wprawą nasunął długimi palcami kondom na owoc.

Panie i panowie, oto nadchodzi Jedwabisty Snape! Zapomnijcie o przygarbionym, wrednym i zapuszczonym prawiczku, jaki był w książce, poddajcie się magii wyobraźni autoreczek!
I te hipnotyczne oczy… i ruchy węża. Mrrrrr.

Przesunął jeszcze kilka razy po nim z góry na dół, jakby gładząc…

Banan znów triumfował.

Potter znów poczuł jak jego policzki robią się gorące od nabiegłej krwi.

Ziew… Znowu?

Ale tym razem nie tylko one.

Wkrótce krew nabiegła mu też do uszu, nosa, a nawet ust. Dostał wszak mocny prawy podbródkowy od  Finnigana, który postanowił, że musi upilnować swego chłopa… tudzież babę… tudzież… łotewa.

Harry Wzwód i Nabrzmiały Snape! O pojedynku na różdżki, diabelskim wytrysku oraz zaklęciu Cleanum przeczytacie w następnym odcinku!