Wesołych Świąt życzą Paskudy i detektyw gej! 😀

Wpis zdecydowanie dla dorosłych (+18).

Komentują: Szyszka i Mira

Źródło: gayland.fora.pl/opowiadania-hard-core,58/dzienniki-gej-detektywa-01-orgia-w-vegas-hotel,25180.html

Pierwszą część tego wiekopomnego dzieła można przeczytać TUTAJ

Bogate, marmurowe wnętrza ociekające złotem, kryształami i jedwabiem to znaki rozpoznawcze Vegas Hotel. Robiły wrażenie tylko na młodych chujkach ze wsi. Ja rzygam, jak widzę taki barok. Lśniące podłogi, kolumny, schody.

Na mój gust to rokoko.
Późne roko-koko?
Koko koko będzie rypanie spoko.

Bleh. I ci modni, bogaci faceci w holu. Lalunie. Byłem ubrany w brązowy, tani prochowiec, wymiętą koszulę, spodnie i stare buty. Nie pasowałem tam.

Oryginalność fabuły nadal utrzymuje się na poziomie filmów porno. Random sex scene in 3…2…1…

Podszedłem do recepcjonisty, kładąc przed nim zdjęcie Adama.

Wciąż nagutkiego jak w dniu urodzin.
I swojego penisa.

– Znasz tego gościa? – spytałem.

Facet podszedł, przyjrzał się i zbladł.

Dawno nie widział takiego małego, zmęczonego penisa.

– Ja… – zamyślił się. – Nie bardzo jestem upoważniony, żeby informować o gościach naszego hotelu…

Dyplomacją powiało na kilometr.

– Był waszym gościem?

– Tego nie powiedziałem. Po prostu nic nie mogę panu powiedzieć.

Masz za małego penisa.

– Jestem prywatnym detektywem. Poszukuję go, bo coś może mu grozić…

A dyskrecja i profesjonalizm to moje mocne strony. I mały penis. Specjalizuję się w małych chujkach.

Gość jednak zdawał się mnie nie słuchać.
To gość czy recepcjonista?

Rozejrzał się nerwowo dookoła, po czym spod blatu wyciągnął jakąś kopertę. Położył ją przede mną i podsunął.

To tu nawet koperty posuwają?
Koperta na wypadek wizyty upierdliwego detektywa – typowe wyposażenie każdego recepcjonisty

– Niestety NIC nie mogę panu powiedzieć… – spojrzał na mnie porozumiewawczo. Miał minę pt. „bierz to i spierdalaj”.

Mina pt, czyli przeciw taranowa.

– Rozumiem. Dzięki – chwyciłem kopertę i wyszedłem pospiesznie.

W aucie przed hotelem otworzyłem ją.

Mimo niezadowolenia wszystkich, którym auto przeszkadzało dostać się do budynku.

Było w niej zaproszenie na gejowską orgię.

W dniu tym a tym mamy zaszczyt zaprosić cię na gejowską imprezę. Konwencja – orgia. Wstęp: pudełko wazeliny.

Jutro o 20:00. Ubranie obowiązujące – maska. Tylko maska. Wejście przez zaplecze hotelu.

– Szykuje się niezła zabawa – westchnąłem.

Już widzę te stada gołych facetów w windzie hotelu.
– Pan na sekretną orgię?
– A po czym pan poznał?

Oj, wejście od strony zaplecza, to takie… metaforyczne! Hihi.

***

8 stycznia, godzina 19:58. Podjechałem pod hotel i zatrzymałem się na tylnym parkingu.

Tym razem nie tarasując wejścia do hotelu.

Wyszedłem z auta i udałem się w stronę drzwi zaplecza.

Kiedy już byłem blisko, wykonałem manewr mylący. Ha ha!

Zapukałem. Otworzył karłowaty osiłek bez szyi.

Biedak. Został okaleczony jak Angelina Jolie na plakacie Turysty.

Pokazałem mu zaproszenie. Sprawdził, po czym kiwnął głową, żebym wchodził.

Aż strach pomyśleć, co by się stało, jakby nie znalazł miejsca do parkowania.

– Tu jest szatnia, może się pan rozebrać. Tam – wskazał na wielkie, zdobione drzwi – odbywa się cała zabawa.

Zza drzwi dobywała się jakaś seksowna muzyka.

Can’t touch me.

Spojrzałem na nie i westchnąłem.

Ależ dziś jesteś seksowna, muzyko. Drinka?

– Co ja kurwa robię..? – spytałem siebie w myślach.

Co ja pacze?
Jem zupę.
Lepię pierogi.

Spojrzałem raz jeszcze na zdjęcie Adama. Był taki słodki, niewinny. Czy to możliwe, że bawi się w takie coś? Aby się o tym przekonać, nie miałem innego wyjścia. To jedyny trop. Rozebrałem się do naga i założyłem błyszczącą cekinami, cudaczną, karnawałową maskę z odstającymi piórkami. Sprawdziłem, czy ukryta w niej kamera działa i ruszyłem w stronę ozdobnych drzwi.

Jak to dobrze, że mogli mieć maski, inaczej by kamerę musiał sobie zaaplikować sposobem kosmitów.

Osiłek otworzył je przede mną.

Laluś zaś uśmiechnął się zalotnie zza lusterka.

Moim oczom ukazała się przedziwna kraina.

Pedalska Narnia?
Hej dzieci jeśli chcecie zobaczyć Smerfów świat, na gay-party dziś zapraszam was! I kamerki swe włączcie, majciochy zdejmijcie i usiądźcie, zaczynamy nowy film!

Wielka, kunsztownie zdobiona balowa sala z basenem na środku, balkonami, stołami uginającymi się od przekąsek i alkoholu.

W basenie??
Wszystko w nim.

I dziesiątki nagich, fantastycznie zbudowanych, obdarzonych facetów w maskach.

Każdy został obdarowany wazelinką.

Domyślałem się, że wśród nich mogą kryć się najwyżej postawione osoby w mieście – businessmani, politycy, milionerzy. Kroczyli w milczeniu, dotykali się, smyrali lekko nawzajem.

Smyrali się. Jak kociki wąsikami.
Ci kryjący się kroczyli w milczeniu, natomiast ci którzy nie mieli nic do ukrycia – podskakiwali śpiewając wesoło.

Niby przypadkiem. W życiu chyba nie widziałem naraz tylu erekcji. Jednak nikt się tu nie ruchał. Jakby na coś czekali.

Skomentowanie tego akapitu jednym zdaniem przekracza moje skromne możliwości.
My też poczekamy.

Zszedłem po szerokich schodach.

W takich okolicznościach nie trudno o wzwód. Minęło mnie kilku przystojniaków. Powiało od nich drogimi perfumami.

Dziweczka z niego, skoro staje mu na drogie perfumy.

Podejrzewam, że nikt tu nie znał nikogo.

Te maski robią swoje.

Czuli się całkowicie anonimowo, bezkarnie, bezwstydnie. Byli w hedonistycznym, dzikim nastroju podlanym alkoholem.

Jak paprotki.
Już nigdy nie zapytam Cię, czemu tak ładnie rosną Ci kwiatki.

Gotowi już byli czerpać rozkosze cielesne tej nocy aż do upadłego. Jednak z jakichś powodów tego nie robili. Wtedy jeszcze nie wiedziałem czemu.

Nagle rozbrzmiał gong.

Uderzony pytą?

Muzyka przyspieszyła, pogłośniła się.

Zorba!
Kładziemy penisa na ramię partnera i tańczymy Kaczuszki!

Światła przyciemniały a na drzwi na końcu sali padł wielki jasny snop światła.

Ja też powoli padam, tyle, że ze śmiechu.

Wszyscy naturalnie wzrok skierowali w tamtym kierunku.
Pyty też. Można rzec, że wskazywali ów kierunek.
Niektóre pyty zezowały na boki.

Drzwi otwarły się. Objawił się w nich przepiękny, aksamitny chłopak o cudnym, kształtnym ciele.

Aksamit był trochę wytarty w kroku.

Serce zaczęło mi szybciej bić. Nie muszę mówić, kogo mi on przypominał.

Szmaciany Pinokio!
Wujka Edzia?

Miał okazałe mięśnie piersiowe, kolumnę mięśni brzusznych,

od podłogi aż po sufit

doskonale wyrzeźbione ramiona, uda i łydki. A na twarzy – oczywiście karnawałową maskę.

Ale inną. Większą, czerwoną.

Ojeju, jaka perwersja!
Like this?

Skierował się delikatnym krokiem

na paluszkach

w stronę stołu pokrytego czerwonymi jedwabnymi obrusami i położył się na nim na plecach. Zaczął namiętnie dotykać swojej klaty, pośladków, ud.

“Namiętnie dotykał klaty” brzmi jak “łagodnie pieścił suty”.

Wyglądał, jakby doskonale bawił się sam.

Bzium a teraz jestem samochodem, bziuuuum szoruję pupą po obrusie.
Jeszcze herbatki, panie Misiu? Ależ oczywiście, pani Laleczko.

Podjarał mnie. I innych też. Mężczyźni zaczęli krążyć wokół stołu jak sępy czekające na padlinę.

Zdychaj, zdychaj, zdychaj…
Daleko jeszcze?

Niektórzy podchodzili bliżej, przełamywali się i zaczęli go delikatnie smyrać.

Smyrać… brak mi słów.
A ti ti <smyr smyr>

W okamgnieniu wokół stołu zgromadziło się ich kilkunastu. Trochę mnie to obrzydziło. Macali go w najbardziej wstydliwych miejscach, wpychali dłonie między nogi, masowali jego jądra, piersi,

urosły?

nogi, stopy, aż zaczął jęczeć z rozkoszy.

Pominęli dokładnie prącie i odbyt, ale to chyba właśnie te“wszystkie wstydliwe miejsca”.
Po prostu chcieli chłopaka zagilgotać (czyt. zasmyrać) na śmierć.

– Co tu się kurwa wyrabia? – wyszeptałem pod nosem i podszedłem bliżej.

Tymczasem z tłumu wyłonił się rosły mężczyzna.
Onan Barbarzyńca!

Silnie przyciągnął chłopaka za nogi bliżej krawędzi stołu i rozchylił je. Lubrykantem pospiesznie nawilżył swojego kutasa. Następnie bez pytania i zbędnych ceregieli wepchnął go między pośladki młodego. Ten aż jęknął i zaczął szybciej oddychać. Poddał się penetracji bez oporu. Zaciekawiło mnie to.

Przecież powszechnie wiadomo, że penetrujący musi stawiać opór, inaczej nie ma zabawy.
Nic dziwnego, że oporu nie było, skoro po prostu jeździł mu penisem między pośladkami.

Facet dał młodemu chwilę na oswojenie się ze swoim penisem,

To jest Wacuś, poznajcie się.
On nie gryzie, można go pogłaskać.

jego kształtami i rozmiarami, po czym gwałtownie ruszył. Dymał chłopaka, aż miło było patrzeć.

Jak wydmuszkę.

Jak królika.
Eee…co autor robi króliczkom?!

Nie dało się ukryć, że miał zajebiste przyjemności. Pozazdrościłem mu.

It is wrong on so many levels…

Cały błyszczał od potu. Podszedłem kilka kroków z ciekawości. Dziesiątki dłoni macały ich, traktując ich ciała jak publiczną własność.

Tatusiu, tatusiu kup mi takiego geja!
A którego synku?
Tego dużego.
No dobrze, ale wpierw wypnij się przed tatkiem.
Zabiłaś mnie 😀

Tylko umarłam…

Niektórzy miętolili ich jaja, ssali ich sutki, klepali ich po pośladkach, całowali po szyjach.

Pół setki dłoni, tylko cztery jąderka. Smutne jest życie uczestnika orgii…

Jednak dymająca się parka jakby nie zwracała na nich uwagi – była w pełni pochłonięta ostrym rżnięciem.

Choć ruchający zręcznie unikał złapania go za jąderka.

W końcu facet zaczął sapać,

tam chyba jest więcej facetów… ale co ja tam wiem

jakby miał zawał. Jęczał i spuścił się bezwstydnie w chłopaku.

Miał się jeszcze zarumienić, żeby było ‘wstydnie’?

Posuwał go jeszcze chwilę,

Tak na środek stołu go posunął.
Za sałatę.

po czym wyszedł z niego jakby zrezygnowany.

Próbuję zrozumieć, czemu spuszczenie się w chłopaku było bardziej bezwstydne, niż zabryzganie połowy uczestników.

– Chodzi o to, kto doprowadzi chłopaka do spustu. Bez rąk, tylko waląc w dupę – wyszeptał mi na ucho stojący obok koleś, po czym oddalił się.

Aaaaaaaaaaaaaaaaaachaaaaaaaaaaaaa…
To czemu inni pomagają? Nie fair panie sędzio!

– Niezły cyrk – pomyślałem. – Więc tak się bawią bogate pedały w tym mieście.

Natychmiast miejsce faceta zajął kolejny.

Ale którego? Tam jest ich bardzo dużo!
Komórki do wynajęcia?

Wszedł w młodziaka bez oporu, jak rozgrzany nóż w masło, i z miejsca zaczął energiczne posuwanie.
Gangnam Style!
Gangbang Style!

Chłopakowi wyraźnie sprawiało to przyjemność. Uśmiechał się, rozwierał usta w akcie uniesienia ,

To jedno albo drugie.
Może ma śpiewającego penisa?

wypinał dzielnie swoją jędrną pupę. I wił się, wił w rozkoszach. Jednak nic z tego. Facet doszedł pierwszy.

A baba nic!

Zrobiłem im zdjęcie.

Do albumiku ze wspomnianiami z wakacji.
Myślałam że skoro miał kamerę, to cały czas kręcił.

Potem ruchał kolejny. I kolejny. I kolejny. Po kilkunastu przestałem liczyć.

Nudy. Kiedy będzie tort?
Pradawny rytuał “fukuduk”.

Nacykałem kilkadziesiąt fot.

Wszyscy pompowali mu w dupę swoje namiętne soki. W końcu zgromadziło się ich tak wiele, że zaczęły się sączyć szczelinami ,

Ma już spermy pełen brzuszek, płucka i nereczki
Sperma sączy mu się z uszek i wypełnia majteczki…

kapać na podłogę, ciągnąć jak nici, pienić się na pośladkach.

Spieniona sperma była niczym fale oceanu w sztormowy dzień!

Wow, co za widok.

Kipiel była straszliwa.
Najstarsi górale takiej nie pamiętają.

Za to marynarze mają tak dość często 😉

Aż sam nabrałem ochoty, żeby się w nim zanurzyć.

A kutas to mu wcześniej stał na myśl o przystawkach?

– Co jest nagrodą? – spytałem przypadkowego kolesia, który stał nieopodal.

Bo chyba nie ruchanie.
Uścisk penisa przewodniczącego.

– Dziesięć tysięcy dolców.

– Że co?! – pomyślałem. – Miałbym rachunki z głowy na najbliższych kilka miechów…

Niespodziewanie na salę wtargnęło coś szokującego.

KOBIETA!!!
Macki!
Twoja stara!

Wygrałaś. xD

Wstrząsająco wielkie, kompletnie nagie

Bez maski, świntuszek!
Godzilla!

męskie monstrum sunęło pewnym korkiem w stronę chłopaka. Myślałem, że zemdleję z przerażenia.

Też bym się przeraziła, jakby ktoś mi zasunął pewnym korkiem.
W sensie, że był nagi ale w korkach… A zatem piłkarz… Idąc zaś tym tropem… Krzynówek! Albo…

Kolos był chyba półtora, jak nie dwa razy większy i szerszy od pozostałych kolesi. Wzbudził popłoch na sali. Był tak potężny i obficie umięśniony, że trudno było w to uwierzyć.

GOKU?!?!
Raczej Nappa

Wystraszyłem się nie na żarty.

<pisk małej dziewczynki>
zadziałał we mnie instynkt strusia. Facet obok nigdy już nie będzie taki sam.

Koleś jako jedyny nie miał maski. Widać miał w dupie, czy ktoś go rozpozna.

Z jego aparycją maska chyba niewiele by pomogła.

Twarz miał kwadratową, jakby wyciosaną z kamienia. Był łysy.

Spojrzenie miał chłodne i przenikliwe. Wręcz patologiczne.

Miał zeza?
Starał się obejrzeć na raz wszystko, co wskazują okoliczne penisy.

A pałę z kolei przeogormną.

Jaka to jest pała ogoromna? Coś z ogrem czy odgromnikiem?

Tak długą, grubą i masywną, że uginała się pod własnym ciężarem. Wydawało mi się, że mógłby nią kogoś ubić jak psa i nawet by nie jęknął.

Pies czy pała?

No pełna patologia. Pytologia.

Tłum facetów rozstępował się przed nim na boki.

Dobrze, że nie rozstąpili się w górę i w dół.

Potwór podszedł do stołu, na którym leżał młodziak. Chwycił mocno kolesia, który go akurat posuwał, i odrzucił go na bok jak śmiecia. Następnie złapał młode ciałko chłopaka i nadział je bezlitośnie na swój pal.

Kronk przyjść, Kronk wyruchać!
Pamiętajmy, że pała uginała się pod własnym ciężarem. Musiał więc zaryć głową chłoptasia o blat, unieść mu tyłek i dopiero wtedy coś był w stanie zdziałać.

Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Nie mogłem pojąć, jak coś takiego się w nim zmieściło. Młody aż zawył pod sufit.

Zwykle wyje się tylko do wysokości lamperii.

Z bólu? Z przyjemności? Nie wiedziałem. Wielkolud, nie patrząc na nic, zaczął się nim masturbować. Nabijał go i wyciągał, nabijał i wyciągał.

Bo zwykłe ruszanie dupą jest niemodne.

Ileż to bydle miało w sobie siły, by rżnąć go w taki sposób ponad pół godziny. Ukradkiem robiłem fotkę za fotką.

W końcu z potężnej klaty bydlaka dobył się przeszywający ryk rozkoszy. Po jego jajach zaczęły ściekać krople spermy. Chłopak wypełnił się nią chyba po brzegi.

Buchała mu z nosa i uszu.
Brzuszek mu się nadął jak afrykańskiemu dziecku.

Stałem jak wryty.
A wcześniej pląsał kujawiaka?
Bawił się w strusia.

Potwór w końcu zdjął młodego ze swojego pala i w furii rzucił nim na stół.

To chyba go rzucił. Siła impetu spowodowała, ze sperma ze wszystkich otworów aż chlusnęła na boki.
Wszyscy zaczęli bić lepkie brawa.

Chłopak nie doszedł.

Cham.

Leżał i sapał, a kolos w totalnym wkurwieniu opuścił salę.

Kronk przyszedł, wyruchał i się rozczarował, że młodemu sperma z uszu nie poszła.
Poszła! Tylko zapchała też inne obwody

Zapadła martwa cisza.

Umarła od nadmiaru wrażeń.
Popełniła samobójstwo.

Zbliżyłem się do niemal zaruchanego na śmierć młodego.

Śmierć przez zaruchanie. Piękna rzecz…

Jęczał i był półprzytomny. Ale uśmiechał się.

Pytologia faktycznie.

Miałem w końcu okazję przyjrzeć się mu bliżej. Te rysy, te usta. Wciąż jednak nie byłem pewien, czy to Adam.

To czego on jeszcze potrzebował? Poza tym można spytać… Jebadełka wbrew pozorom nie są bezmózgie.
Chyba, że sperma wyparła neurony.

Żadnych znaków szczególnych. A mój fiut stał na baczność. Był wielki jak nigdy.

Taaa, wielki, sztywny i prosty jak spod linijki – jak wszystkie penisy w opowiadaniach.
Miecz twardy jak skała 😛

– Spróbuję – pomyślałem.

Bez czytania dalej zgaduję happy end.
To jak gejowska historia o śpiącej królewnie.

Podszedłem do chłopaka szybkim krokiem

A nie był już koło niego?
Przecież chłopak był pod sufitem czy jakoś tak…

i bez zbędnych gestów wsunąłem swojego drągala pomiędzy jego pośladki. Gęsty, biały kisiel wielkoluda ulał się bokami. Poszło lekko.

Bez zdziwienia chyba.

Młody był teraz rozruchany jak stara dziwka, ale bawiło go to. W środku poczułem gorącą zupę spermy poprzednich kolesi.

Ktoś tu się powtarza.
Ktoś tu źle wspomina jedzenie “za mamusię, za tatusia”.

Dziki miks, gejowski „Gorący Kubek” w wersji hard. Chłopak śmiał się jak pojebany.

Ten akapit sobie skopiuję i będę pokazywać znajomym ku pokrzepieniu serc.
Mi wystarczy samo ostatnie zdanie. Jakby powiedziała moja dawna profesorka z metodologii: napęczniałe od znaczeń.
Brzemienne w metafory?

Zacząłem go więc posuwać.

– Ja ci się kurwa pośmieje – pomyślałem i napiąłem chuja do granic możliwości.

Chyba chwycił się za czubek i pociągnął. A, zapomniałam, on miał go nawinięty na patyk.

Moja głowica nabrzmiała.

Bardziej niż najbardziej? To przypomina treningi w Dragon Ballu. “Jestem taki napakowany, bardziej się już nie da”, a zaraz “Lecę potrenować i zobaczycie – będę jeszcze bardziej napakowany”.
Może miał na myśli głowicę atomową?

Nie miałem tak wielkiego sprzętu, jak to monstrum, ale wiedziałem, że liczy się technika, a nie wielkość.

Nie matura, lecz chęć szczera…
Pocieszenie małych pytek.

Tak przynajmniej pocieszają w tych tanich poradnikach.

Chociaż chłopak szczery jest.
I bez matury.

Pedalskie nasienie dawało świetny poślizg. Nabrałem tempa.

30km/h.

W powietrzu raz po raz rozlegały się głośne plaśnięcia.

Podano rosół i inni nadzy koledzy zasiedli do stołu.

Moje jaja waliły o jego poślady. Ach, co to był za seks! Kutasem sięgałem mu serca.

I smyrałem po żołądku.

Jednak mały chujek wciąż nie dochodził.

Wstań, powiedz nie jestem sam i nigdy więcej już… coś tam, coś tam, sępie miłości.

– Dochodź skurwielu, dochodź! – kląłem w myślach, czując, że sam zbliżam się już do kresu. Jednak na nic zdawały się moje przekleństwa.

Nagle jednak przypomniałem sobie coś.

Zostawiłem żelazko na włączonym piecu przy odkręconym praniu!

– Jeśli tylko trafisz na prostatę… – powtórzyłem w myślach słowa Kai’a. Ostro zmieniłem kąt jebania i zacząłem szukać kutasem jego gruczołu.

Zsunąłem się z serca, posmyrałem między płuckami, połechtałem dwunastnicę, ale to wciąż nie to!

Po chwili udało się. Wyczułem go końcówką. Był delikatny, napęczniały, jak pomarańcza.

Oj, raka prostaty widzę…

O dziwo

Słucham?
O bogowie…
Też słucham ;>

zdawał się być nietknięty tego wieczoru.

Uwierz mi, ja też się dziwię, bardzo, bardzo. To sztuka ominąć prostatę, która bezpośrednio przylega do odbytu.

Oni wszyscy po prostu próbowali trafić przez dupę do serduszka, a tu taka proza życia… prostata jakaś.

Zacząłem w niego mocno i szybko uderzać, raz po raz.

Wtem chłopak popatrzył na mnie, uśmiechnął się szerzej, puścił mi oko, po czym nagle jego penis samodzielnie naprężył się.

Magia!

Momentalnie stwardniał. W końcu zaczął wyrzucać na jego klatę długie, grube strugi srebrnej spermy.

No to wszystko jasne, zatrucie rtęcią.
Na jego – nie na swoją. O kogo chodziło? Kolejna zagadka dla detektywa.

Udało się! Faceci dookoła wiwatowali i zaczęli klepać mnie po tyłku.

Dupa młodego zaczęła się gwałtownie obkurczać wokół mojej pały

więdła!

a zwieracze czule objęły ją u podstawy. Tego było już zbyt wiele.

Na co sobie pozwalasz, fagasie!
Nawet po imieniu nie jesteśmy.

Też zacząłem się w nim obficie spuszczać jednym, tęgim strumieniem.

On śmiał się i wciąż tryskał spontanicznie jak szalony.

Aż została z niego wysuszona skórka.
Hahaha-trysk-hahaha-trysk…

Wkurwił mnie – pewnie miał silniejszy orgazm ode mnie. Gwałtownym ruchem zdarłem jego maskę i nacisnąłem wyzwalacz. Zrobiłem mu piękną fotkę – bez maski, z moim chujem w dupie, z potokami spermy strzelającymi z jego kutasa. I ta jego wystraszona mina…

Zrobił też zdjęcie sufitu i pani Róży sprzedającej precelki dwie ulice dalej.
Obiektyw panoramiczny.

– W sam raz na Facebooka, Adaś – wysyczałem.

Cenzury nie przejdzie. 😦
Niech zamieści na gejbooku.
Jeszcze raz gejowych świąt kochani!