O cioci-masochistce, przenośnym ochroniarzu-narratorze, gangbangu i swingingu super-bohaterów. Ten tekst jest tak zły, że niekiedy nawet nam chciało się bardziej płakać niż śmiać. Ku przestrodze.

Komentują: Mira i Szyszka

Autor: Skulker

Orginalny tytuł: Brutalne ramię sprawiedliwości

Źródło:  fanfiction.net/s/7114409/6/Rycerze-Marvela-W%C5%82%C3%B3cznia-Odyna

—-

Nazywam się Carl Simon i jestem strażnikiem w banku.

Cześć Carl! Jesteś, widzę, naprawdę wygadanym facetem, a do tego pracoholikiem, skoro tylko to masz do powiedzenia o sobie.
Witamy cię, Carl (i wszyscy AA klaszczą)

Ogon Skorpiona uderzył w podłogę, na której sekundę temu stał Spider-man. Bohater wskoczył na sufit i zakleił oczy Skorpiona siecią.

I to wszystko w jednym zdaniu.
Bez dwóch zdań.

Jakiś świr chce obrabować bank, jakiś przebieraniec chce go powstrzymać.

Skorpion-świr, Spider-man-przebieraniec.  Ciekawe, nie? Przypomnijmy sobie jak Skorpion wyglądał:

skorpion – NIEprzebieraniec

A teraz – skoro to nie Skorpiona narrator określił mianem przebierańca – połączmy się w minucie ciszy nad  panującą modą.
Może autor miał na myśli to:

Człowiek-Homar. To też NIE jest przebieraniec

Jak dla mnie poniedziałek. Nienawidzę poniedziałków.

Hoho, przedni żarcik milordzie. W obliczu spotkania z dwoma osobnikami o nadnaturalnej sile i zręczności oraz dziwnym wyglądzie, zwykłego czlowieka nachodzi na takie żarty – nie tam panikę i sranie w gacie ze strachu. To dla ludzi o słabych nerwach…
Jestem pracownikiem banku, nie takie rzeczy widziałem.

-Przestań uciekać!- ryknął Skorpion, ponownie chybiając- Chodź tu i walcz!

Stań grzecznie, żebym mógł cię zabić, draniu.

-Naprawdę chciałbym Mac-

Ja też bym chciała najnowszego Macintosha, ale co to ma do rzeczy?

Spider-man złapał przestępca za nogę i pociągnął- Ale lekarz surowo zabronił mi zbliżać się do skorpionów. Podobno źle wpływają na moje zdrowie.

Pomijając żarcik na poziomie ochroniarza, to Spider-man sam sobie zaprzecza. Tu niby Skorpiona unika, a tu go za nóżki ciągnie. Pewnie z braku warkoczyków.
Zwróć uwagę, że pociągnął jakąś Alę, może za warkoczyki właśnie?

Za macki. ^_^

Skorpion upadł. Spider-man wskoczył na sufit tuż na nim.

Czyli na piętro wyżej.
Przyczajony sufit, ukryta podłoga.

-Kontakt ze skorpionami może powodować: krwawienie, obicia, siniaki, miażdżenie kości…
Gargan odruchowo uderzył, zawalając na siebie sufit.

Przecież już miał go na sobie.
Bo to zły sufit był.

Spidey był oczywiście cały i nie przestawał wyliczać.

Rozumiem, że wyliczał to, co składało się na jego całość: nosek, usta, lewa noga, prawa noga…
Raczej “spadła bomba do piwnicy…”

-Myślisz że to jest zabawne? Zobaczmy czy inni też są tak ruchliwi.

– rzekł głos z muszli klozetowej.
Nie, ochroniarz. Ten od poniedziałków.

Skorpion ruszył w stronę grupki gapiów, zbyt przerażonych by uciec z budynku. Wśród nich byłem ja.
Ogon Skorpiona pomknął w ich kierunku.

To chyba w “naszą”?
Ja jestem narratorem, więc się nie liczę.

Jestem ochroniarzem.

Narratorem. Poza tym w bankach są strażnicy.

Powinienem ich ochronić, wyprowadzić, zasłonić. Ale jestem tchórzem. Mam dobre życie i kochającą rodzinę, nie chcę umierać. Zamiast tego pozwoliłem by zabrał jakąś staruszkę.

Sam zysk dla ZUS-u.
Co ty, pewnie miała tak około 40, dla autora opowiadania to jak jedną nogą w grobie.

-No zobacz, ona nie jest tak szybka- ucieszył się Skorpion, mocno ścieśniając uchwyt- A teraz chodź tutaj Spider-manie! Chodź i…

Ścieśnianie uchwytów – firma handlowo-usługowa Skorpion i spółka
…a teraz chodź tu do mnie, poczuj się swobodnie…

Skorpion nie dokończył, bowiem Spider-man rzucił się na niego, wyrzucając obydwu na zewnątrz.

A może po prostu obu? No i słaby ten uchwyt był.
Obydwu – wewnętrzna część Spidermana, która nadaje dodatkowego impaktu po wyrzuceniu na zewnątrz.

Podbiegłem do staruszki. Nie wyglądała najlepiej.

Staruszki mają to do siebie. Najlepsze lata za nimi.
Pewnie jej ten uchwyt w ręce został.

Przypomniałem sobie że już widziałem.

Wcześniej stał z zamkniętymi oczami?
Cud, cud! Nie dość, że mu wzrok powrócił, to jeszcze amnezja zniknęła!

Nazywała się May Parker.

Ta kobieta jest wszędzie! Nic dziwnego, że jakiś ochroniarz ją kojarzy, May Parker znana jest powszechnie ze swoich masochistycznych skłonności. Pewnie jeszcze podniosła palec i kiedy Skorpion wybierał ofiarę, krzyczała “Ja, ja, ja! Weź mnie!”
Wszyscy znają ciocię May, jak mamę Cartmana. Pewnie znał ją z pornostrony “Gorące staruszki”.

Hałasy z zewnątrz, zmusiły mnie bym oddał panią Parker w inne ręce i zerknął co się dzieję.

Fiu fiu to mamy jeszcze siłę przymusu.

To co widziałem dalej trudno opisać.

Mam wrażenie, że od początku nie idzie Ci to lekko.
Daj mu spokój, dopiero odzyskał wzrok, może jest krótkowidzem i nie widzi na większe odległości.

Spider-man lał Skorpiona na każdy możliwy sposób.

Z kieliszka, z konewki, z wiadra, nawet z sitka!
Z penisa.

Niedozwolony sposób.

No takie sitko to przegięcie już.
To ja przepraszam.

Co prawda jestem tchórzem, ale to Spider. Go nie muszę się bać, tak?

Czy tylko ja się pogubiłam?
Go – chińska gra towarzyska. W zasadzie niegroźna.
No tak, wolę szachy.

Niepewnym krokiem podszedłem do Spider-mana, gdy ten wyrwał Skorpionowi ogon i zaczął go nim bić.

Skorpiona ogonem, czy ogon Skorpionem?
Lać.

-Dość tego Spider-manie, ja- głos zamarł mi w gardle

Ja. Jawohl!
Dostał sitkiem.

Spider-man odwrócił się w moją stronę. Cały jego kostium był we krwi. To co zostało ze Skorpiona jęczało i błagało o łaskę.

Czyli ogon?
Bardzo nieśmiały ząb.

I oczy te.

Leżały osobno. No tak, tylko tyle zostało – ogon i oczy TE.
Pewnie je wziął i upuścił.
Oczy mają to do siebie, żeby żyć własnym życiem jak wiemy już z innego fanfica o Dragon Ballu

Te matowe plamy bieli, patrzące w twoim kierunku.

W moim???
Bielmem zaszły.

Albo czym innym od tego lania penisem.

Zawsze takie były, ale jednocześnie inne. Mniej gniewne.

Znów się gubię.
Co dziś weźmiemy? Hm, może gniewne oczy?
Nie, dziś mniej gniewne, gniewne mogłyby zamoknąć od tego lania.

Naglę zrozumiałem że wolałbym być złapany przez Skorpiona.

Podstępna staruszka May go uprzedziła.

-Wystarczy Spider-man.- nie wiem jakim cudem udało mi się to wybełkotać- Pokonałeś go, możesz przestać. Proszę.

Ej, no, Spajduś, on nas chciał tylko zabić, daj chłopakowi spokój.

Po chwili która trwała wieczność oddalił się. Zostałem sam ze zmasakrowanym przestępcą na ulicy w koszmarnym obrazem w oczach.

W sensie, że pomiędzy te leżące oczy jeszcze włożył obraz przedstawiający jelenie na rykowisku?
Umarłaś mnie 😀

Nienawidzę poniedziałków.

Uahahaha jakie to zabawne. Już nie żartuj tak!

Tego samego dnia, późnym wieczorem Spider-man swingował po mieście.

Swing party! Gang bang! Yeeeah!
Wpraszał się na sex-party swingersów.

-I co jesteś z siebie zadowolony?

O ja, jaaaawohl!
Będzie pan zadowolooony…

-Dostał to na co zasłużył.

W pupu?
Swoją drogą, kto to mówi?
Jeden ze swingersów, uczepiony spajdusiowego zadka.

-Zasłużył? Połamałeś mu wszystkie kości! Lekarze nie wiedzą czy kiedykolwiek wyzdrowieje.

Duży chłopak z tego naszego Petera.
Bucnął go.

-Groził cioci May.
-Nic się jej nie stało. I to nie usprawiedliwia twojego zachowania.

Właśnie, ciocia to lubi.
Niegrzeczny Piotruś, niegrzeczny!

-A co było w nim złego? To przestępca, moim zadaniem jest go bić. Czy to moja wina że stanie im się krzywda podczas walki?

No właśnie. Muszą się liczyć z konsekwencjami brzydkich zabaw, a nie że od razu do mamusi biegną.
Do cioci May. Swoją drogą ten swingers jest całkiem wygadany, jak na osobę uczepioną tyłka swingującego Spidermana.

A nawet jeżeli, czy to coś złego, skoro sami się o to proszą?
-Tak ponieważ… chwileczkę, kiedy ostatnio się tak zachowywałem byłem opętany przez symbiot. Peter, powiedz mi że nie jestem opętany przez symbiot.

Z kim on do ciężkiej cholery rozmawia?
Z tym ochroniarzem, który jest naszym narratorem. Pewnie wziął go pod pachę, żeby być w centrum wydarzeń ciągle.

-Oczywiście że nie! Jak tylko robię dialog z samym sobą!

I znów czuję się taka zagubiona… ta fabuła mnie przerasta.  Może Szyszku zrobisz sobie ze mną o tym jakiś dialog? Nie chcę być sama… 😦
Nie zrobię. Nie wiem, jak.
So lonely…

-Aha. To też nie brzmi optymistycznie.

No, to się raczej leczy.

Spider-man westchnął.
-Słuchaj, wiem że nie powinienem tego robić. Ale już raz zawiodłem swoją rodzinę i nigdy sobie tego nie wybaczę. I dlatego jeśli ktoś zagrozi nie winnym nie będę się wahać.

W duchu sam wie, że ciocia jest (nie) winna.
Nie winnym się wahać.

-Prawda. Ale pamiętaj że kiedyś złożyłem komuś obietnicę. Masz wielką moc, a obaj wiemy co z tym idzie. Chyba nie chcesz go teraz zawieść, po tylu latach?
-A jaką dajesz alternatywę? Wsadzać ich do więzienia z którego zaraz uciekną? Dawać im groźby których nigdy nie spełnisz?

Komu groźbę, komu? Bo idę do domu!
Alternatywą jest alternatywa!

A może dać im drugą szansę, tak jak to zrobiliśmy z Osbornem?

Ozzym?

-Ja…(wohl) – zanim Spider-man odpowiedział usłyszał dźwięki walki- Dokończymy rozmowę później.
Po chwili wypatrzył dwie postacie.
Hell’s Kitchen.

Gordon Ramsay!
Lois Lane! Hakuna Matata!
I Natalia Siwiec. Jej wybielony odbyt już tam był.

W jednym z zaułków Moon Knight unosił Lady Bullseye w powietrzu, trzymając ją za gardło.

Swing party część druga.

-Pytam po raz ostatni. Kto ci to zlecił? Gadaj, albo zaraz zobaczysz własną wątrobę. – zagroził jej, po czym, żeby pokazać, że nie żartuje, wyciągnął ostrze w kształcie półksiężyca, cholernie ostre,

Tak ostre, że nawet narrator był pod wrażeniem. Swoją drogą, to dalej ten ochroniarz?
Nie, on był krótkowidzem, nie byłby w stanie dojrzeć ostrości ostrza 😛

zdolne przeciąć najtwardszą stal, które w ludzie ciało powinno wejść jak w masło.
– Kk…Kkinnk… – kobieta próbowała coś z siebie wydusić, jednakże uścisk Moon Knighta był zbyt silny, by mogła wydobyć z siebie jakiekolwiek słowo,

Nawet “dupa” nie mogła powiedzieć.
Na ogół tak jest, jak kogoś za gardło podnosimy.

a więc rycerz poluźnił chwyt założony na jej gardle.
– Uważaj Marc! Na trzeciej! – Rozległ się głos w komunikatorze, jednakże w tym momencie Moon Knight został zmieciony uderzeniem ze swojej prawej strony.

Z lewej pozostał niezachwiany.
Bo lewa była na czwartej.

Wylądował kilka metrów dalej ryjąc głową w błocie…

Kiedy oni w końcu wybrukują sobie zaułki?
Jak na metropolię sporo tu błota. A może to urok swing parties.

– Hej Mooney! –

Pieniążki! ❤

usłyszał nad sobą słowa wypowiedziane żartobliwym tonem.

Znów żarciki, milordzie.
Pewnie to ten sufit tuż na nim.

Nie musiał się podnosić z ziemi by wiedzieć, że ma do czynienia z przyjacielem z sąsiedztwa.

Codziennie witali się, wynosząc śmieci.

Spider wylądował obok, jednocześnie wiązać Lady Bullseye siecią.

Swing party i bondage. Ostro się tam bawią.
Najpierw musiał ją wyrwać gościowi z łap, bo ciągle ją dusił.

– Dawno się nie widzieliśmy. Swoją drogą, jesteś poszukiwany za zabijanie przestępców, wysokie okrucieństwo

Tak aż dotąd! – wspiął się na palce żeby pokazać ręką pułap okrucieństwa.

i ściąganie pomysłów od Batmana.

Nie ten świat, ale co tam, ważny jest żarcik.
I wróżki zębuszki.

Spider-man skoczył na Moon Knight, ale ten tylko wyjął rękę.

I ścisnął jego jądra?
I pogroził mu trzymaną Lady.

-Czekaj, najpierw rozmowa, potem walka.

No! Kultury trochę ty wiecznie niedoruchany Spidermanie.

-Dobra.- Spider-man zatrzymał się- Ty pierwszy, o co tu biega?
-Khonshu poinformował mnie o wielkiej zbrodni. Został skradziony Gungir, włócznia należąca do samego Odyna. Złodziejem jest ta kobieta. Chciałem przekonać ją do zdradzenia mi kto ją do tego wynajął.

Bo przecież nie poproszę, żeby oddała samą włócznię.

-I dlatego przykładałeś jej nóż do gardła.

Tylko ręce!

-Część moich metod.

Cioci May by się podobało.

-Rozumiem.- Spider kiwał głową z mądrą minął.

Ale minął zakręt. Teraz został z głupią.
Specjalnie odsłonił maskę, żeby wszyscy widzieli.

Po chwili kapnął się że nosi maskę i tego nie widać-

A to kapownik.
I zepsuł mi poprzedni żarcik.

No dobra, to zróbmy tak: przepytamy ją razem, a ty nie będziesz używał swoich ostrzy.

Na dwa baty.

-Nie będzie chciała gadać, wiem o tym. Tylko stracimy czas.

Ciężko mówić z ustami pełnymi roboty.
I z tymi ciągle duszącymi ją rękami.

-Ok, przechodzimy do bicia się po gębach?
-Tak.

Od początku widać, że są na siebie napaleni, a kobieta to tylko pretekst.
Kanapka!

Mimo pajęczego zmysłu,Spider-man ledwie uniknął uderzenia kijem, który wyciągnął Moon Knight.

Z pupy go wziął?
Z pupy duszonej kobiety, która, swoją szosą, jakaś taka nieobecna się zrobiła.
Bo kobieta winna milczeć, gdy mężczyźni rozmawiają! W jednej ręce nóż a w drugiej kijek – oto co się stało ze stanem rycerstwa.

Obaj bohaterowie rzucili się na siebie, nie wiedząc że są obserwowani.

Przez Lady, którą Knight trzyma trzecią ręką.

Parę budynków dalej stał Shocker i Rhino oglądając akcje przez lornetkę.

O nie, nie, NIE! Za dużo emocji jak dla mnie. Poddaję się! Wymiękam!
Mnie wykończyła wizja okładania się facetów za pomocą kijka i trzymanej w garści kobiety.