Erotyczne opowiadania też trzeba umieć pisać. Dobrze napisane, są niekiedy bardziej sugestywne niż obrazy, źle… no cóż, wywołują na przemian odruchy śmiechowe i wymiotne. Co nas ujęło w poniższym tekście, to kompletna ignorancja względem anatomii człowieka.  😉

Wpis zdecydowanie dla dorosłych (+18).

Komentują: Szyszka i Mira

Źródło: gayland.fora.pl/opowiadania-hard-core,58/dzienniki-gej-detektywa-01-orgia-w-vegas-hotel,25180.html

7 stycznia, wczesny wieczór, moje mroczne biuro z widokiem na pobliski burdel. Przez żaluzje wpadało migające różowe światło neonu. Kłęby dymu z papierosa wirowały w jego snopach. Padały one na stare biurko, papiery i kredens pod ścianą.

Ja też padam, tylko nie wiem czy obok snopów światła, czy kłębów dymu.
Kto padał na stare biurko, papiery i kredens pod ścianą? Oto pierwsza zagadka naszego bohatera.

Leżałem wyciągnięty na swoim wielkim fotelu a Joel klęczał przede mną. Obciągał mi drąga.

Pończoszką obciągał, żeby bandyci drągiem łojeni do Brukseli na skargę nie pobiegli.
Tapicer był z niego pierwsza klasa.

– Łyknij go głębiej, jeśli chcesz, żebym wziął to zlecenie – powiedziałem stanowczo. Jego flegmatyzm już mnie wkurwiał.

Infekcja gardła objawia się zbieraniem flegmy.

Joel wysłuchał mnie jednak i wepchnął sobie mojego gnata głęboko w swoje ciasne gardło. Zajebiste uczucie! I ten widok, gdy tęgi chłop połyka w całości moje cacko. Westchnąłem głęboko.

Przez moment zastanawiałam się nad uświadomieniem piszącemu, jak to technicznie z fiutem w gardle się odbywa, bo chyba nie próbował. Ale liczę na to, że kiedyś spróbuje to sam zrobić pod tym kątem. Albo jemu zrobią. Powodzenia.
Gnat, cacko… może on mówi o pistolecie? A Ty od razu wszędzie kutasy widzisz.

– Więc mów, o co chodzi – spytałem.

– Mój Skarbuś mnie zdradza – mówił, dławiąc się moim pisiorem. – Tylko nie wiem z kim.

Z detektywem, który ma śledzić grubasa, bo seks jest jedyną akceptowalną walutą.

Pomijając samo połączenie dławienia i spójnego mówienia, to… Skarbuś? No ja Was proszę, facet mówi do drugiego Skarbuś?!!!

On, mnie zdradza, więc żeby się dowiedzieć z kim, ja zdradzę jego.
– Skąd wiesz, że cię zdradza? – spytałem, chwytając za tlącego się na skraju popielniczki peta. Wyciągnął sobie mojego chuja z paszczy i odparł:

Pet zdradza??

– Jesteśmy ze sobą już pół roku. Jeszcze ze sobą nie spaliśmy. Ilekroć próbuję go podejść, on się odsuwa.

A spróbowałeś się umyć?
Może po prostu cierpi na bezsenność.

– To jeszcze nie dowód. Może ma jakiś problem ze sobą? W tym mieście to norma.

– Nie, nie o to chyba chodzi. On znika wieczorami. Nie wiem, co robi. Dziwnie się tłuma…

Plask!

Chciał dokończyć, ale uderzyłem go w pysk swoim twardzielem. Rozbawiło mnie to.

Mnie też, o rany, nawet nie wiesz, jak bardzo. No dobra, poczekam, aż przestanie cię boleć pała.
Gnat, cacko, twardziel… Chodzi o dysk! To na pewno dysk zewnętrzny wkładał mu do gardła!

Zaciągnąłem się resztką papierosa. Potrzebowałem kasy, ale on miał mi do zaoferowania tylko swój ryj. Cóż, lepsze to, niż nic.

A wiesz, po ile ryje chodzą na czarnym rynku?

– Jutro zastanowię się, skąd wziąć te 1000 dolców na rachunki i czynsz za biuro – pomyślałem. – Mam parę dni na zapłatę, bo jak nie, to mnie stąd wyjebią.

Joel załapał sugestię i znów łyknął mojego kutasa aż po same jaja. Zaczął energicznie gwałcić nim swój przełyk.

I porzygiwał od czasu do czasu. Czy ktoś powiedział autorowi, na czym polega seks oralny?
Przy okazji mógłby zerknąć na definicję gwałtu.

Wow, w końcu było czuć, że się stara. Miał odruchy wymiotne, ale nie przestawał.

A jednak.
Siorp-rzyg-tralala. Siorp-rzyg-tralala.

Jego ślina pociekła mi pachwinami.

Pod pachami się ślinił? Fuuuj

Cudne doznanie. Gastroskopia to przy tym dziecinne igraszki.

Też bym wolała seks oralny od gastroskopii.
Viva levativa!

Pomyślałem, że jak mu się teraz spuszczę, to od razu do żołądka. Nie musiałem długo czekać. Poczułem, że finał szybko się zbliża. Był dobrym lachociągiem. Zupełnie, jakby miał w tym doktorat.

Na pewno nie z anatomii.

Nagle zobaczyłem, że coś się w nim zbiera. Jakiś nerw.

Tak podejrzewałam, że coś z jego anatomią jest nie tak. Mnie by wezbrała treść żołądkowa.
Kolejny siorp-rzyg-tralala.

W końcu nie wytrzymał. Poddenerwowany wyjął z gardła mojego drąga i zaczął nawijać:

Penisa na patyczek.
A na końcu zawiązał supełek.

– Ty chyba nie rozumiesz. Ja go kocham nad życie. Kupuję mu najdroższe prezenty, majtki, biżuterię, zegarki. Spłukałem się już cały. A on… A on nie chce mi dać dupy… – lamentował.

Trzeba było mu kupować bokserki, a nie majtki.
Słyszałam o różnych sposobach utraty majątku, ale żeby przetracić pieniądze na majty – tegom nie słyszała.

Ja tymczasem poczułem, że przekroczyłem już ten magiczny moment, po którym nie można zawrócić. Finał był już nieunikniony a stężona rozkosz ekspresowo kumulowała się w moim chuju. Nie chciałem mu jednak przerywać…

Też bym nie przerywała facetowi, który nawija mój penis na patyk.
Już…? To już..? Juuuuuż?! … A daleko jeszcze?

– Marzę o nim dniami i nocami… Marzę, żeby w końcu go wyruchać… To miłość mojego życia! – wybuchł płaczem.

BUUUUUM!

Dokładnie w tym momencie bez ostrzeżenia zacząłem raz za razem chlustać mu na ryj świeżą spermą.

Wiadrami!!
Juuuuuuuż!

Aż ryknąłem z przyjemności. Oddalił mojego tryskającego fiuta od siebie, ale było już za późno. Jego twarz ociekała łzami i moim nasieniem. Miał nim zalane policzki, oczy i włosy.

Plecy, spodnie, pół dywanu.

Zabawny widok. Może trochę było mi go szkoda, ale najważniejsze, że orgazm był zajebisty.

Mnie też jest szkoda zmarnowanego nasienia. To grzech Onana!

Barbarzyńcy?

– Tam są chusteczki – wskazałem na kredens w oddali, który niknął w ciemnościach. Joel poszedł i wytarł twarz. Zużył kilka chusteczek, po czym podszedł i rzucił mi na biurko zdjęcie.

Zdjęcia nie wytarł, świntuszek.

Celowo =^_^=

– To on. Proszę cię Roderick, do kurwy nędzy,

Roderick, do kurwy nędzy – jak to poetycko brzmi.

jesteś najlepszym detektywem w tym mieście. Chciałbym, żebyś dowiedział się, co robi wieczorami gdy nie ma go w domu. – błagał. – W imię naszej przyjaźni.

Spermą przypieczętowanej.
Braterstwo nasienia.

Na zdjęciu widniał seksowny młodziak, nagi, aksamitny, jak z bajki.

Nie wiem, jak Ty, ale ja zawsze noszę w potfelu nagie zdjęcie mojego mena w razie gdyby zaginął i trzeba go szukać. Zresztą w przegródce razem z nagimi fociami byłych. Na wypadek jakbym ich kiedyś spotkała i po twarzy nie rozpoznała.

Zrozumiałem, czemu Joelowi tak bardzo na nim zależy. To ciało, ta pupa… Cudo! Aż sam nabrałem ochoty, żeby zlizać lukier z takiego ciasteczka.

– Ma na imię Adam – dodał.

– Okej, biorę to – odparłem, wpychając swojego stygnącego drąga do spodni.

Ostygał z lekkim sykiem, od czasu do czasu trzeszcząc.
A odwinął go chociaż z patyczka?

– Tego loda potraktuj jako zaliczkę.

***

Mortham City. Zwane Miastem Gejów.

Takie Miasto Aniołów od dupy strony.

Wyższe stężenie pedałów na metr kwadratowy, niż na samym dnie piekieł.

Widzisz Szyszku? Do piekła nas nie wezmą. Nie jesteśmy pedałami.

Mroczne drapacze chmur, sieć arterii, wąskich uliczek, ciasnych zakamarków ,

W mieście gejów wiele ciasnych zakamarków szybko nabierało przestronnego charakteru.

podejrzanych spelun, klubów i niekończących się hektarów odrapanych mieszkalnych bloków. Siedlisko świętoszkowatych kurew, zboczonych businessmanów, fetyszystów drogich marek, pozbawionych uczuć pakerów, ciągle zakochujących się męskich galerianek i zniewieściałych ciot dających dupy za wejściówkę do klubu.

U nas na takie coś się mówi piątkowy wieczór.
Zniosę świętoszkowate kurwy i fetyszystów drogich marek, ale na bogów – pakerzy bez uczuć?! Cóż to za straszne miejsce?!

Tysiące mrocznych historii, gejowskich dramatów, romansów i zdrad.

Wątki hetero były natomiast nudne, statyczne i nieciekawe z uwagi na brak zdrad.

Jeśli chodzi o sprawy dotyczące szczeniaków, to zawsze najpierw kieruję się do Tongo – najpopularniejszego klubu w mieście dla sprzedajnych ciotek.

Starsze panie znane są z tego, że dokarmiają i przygarniają bezpańskie kocięta i szczeniaki.

Przychodzą tam najbogatsze pedały z centrum, oferując gruby hajs każdemu młodziakowi, który im obciągnie z połykiem. A młodzi lecą na to, jak muchy do gówna.

Ktoś tu musi mieć spory problem ze swoją seksualnością. Klasyczne przeniesienie.
Oj, Szyszku. Ty nie rozumiesz ukrytej na końcu metafory. Muchy do gówna zwykle lecą ze wszystkich kierunków, ale tu – zauważ – wyraźnie zaznaczona jest strefa górna “na to lecą”. Czyli liczą się tylko ci, którzy wzbiją się ponad i… dołożą swoją kupę do ogólnej kupy.

Zaparkowałem przed klubem.

Hulajnogę.

Wszedłem do środka. Panował półmrok. Było jeszcze przed imprezą. Leciała cicha, spokojna muzyka, nie było prawie nikogo. Za kontuarem stał barman.

Jakby stał klaun, to może by się zrobiło bardziej interesująco.

– Znasz go? – spytałem, pokazując mu zdjęcie Adama.

– Może… – odparł z przekorną miną, wycierając szklankę.

Bez obciągania nie powiem!

– Mów jaśniej.

Może oznacza, iż prawdopodobna jest hipoteza, wysunięta w Twoim pytaniu.

– Gdybym nie był teraz na ciebie aż tak napalony, to może bym sobie przypomniał…

Przyniosłam panu pizzę, czy mam zanieść ją panu do sypialni, gubiąc po drodze stanik?

Wkurwił mnie maksymalnie. Złapałem chuja za koszulę i przyciągnąłem do siebie. Wypuścił z rąk szklankę. Roztłukła się o podłogę.

Ja chuja łapię przez spodnie, wiedziałam, że autor jest na bakier z anatomią.
Roztłukła się o podłogę i upadła na klamkę.

– Słuchaj pomywaczko – wycedziłem przez zaciśnięte zęby. – Jeśli myślisz, że strzelę ci gałę za tę informację, to się kurwo na mózg zamieniłaś z własnym psem, którego ruchasz na dobranoc. Mów, czy go znasz, albo…

…albo to twój pies się z tobą na mózgi zamieni i wyrucha cię na dobranoc.
Ok, ok! Znam tego psa! Ale to on zaczął!

– Daj sobie spokój, on nic nie wie – usłyszałem znajomy męski głos za sobą. Odwróciłem się.

– Kai? To ty? – spytałem z niedowierzaniem. Puściłem barmana. Jego pała już stała. Ohyda.

Najpierw go za chuja łapie, a potem się dziwi. Kiepski gej z kolegi.
Jego pała już stała
Bo co robić miała?
Gdy się szklanka posypała
A psa ohyda rypała

Zmierzyłem go groźnie wzrokiem, po czym podszedłem do Kai’a. – Co robisz w tej spelunie?

– Jestem teraz menadżerem tego burdelu – odparł z uśmiechem na ustach. To śmiesznie, że się tym chwalił. Na jego miejscu ukrywałbym to. – Chodźmy do mojego biura, na pewno się czegoś napijesz.

Dostarczyłeś pizzę? I pewnie chcesz obejrzeć moją sypialnię?

– Nie przyszedłem tutaj pić. Poszukuję…

– Adama, wiem – przerwał mi. – Chyba będę mógł ci jakoś pomóc.

Wszyscy wiedzą, że fiut w tyłku to najlepszy sposób na przekazywanie informacji. Działa jak USB.

Nie wiedziałem, skąd ten skurwysyn wiedział, kogo szukam.

Przychodzi facet, rzuca przed nim zdjęcie nagiego gostka, drze się. a potem szarpie barmana. Nie no, subtelność to jego drugie imię.

Dałem się przekonać. Poszliśmy wzdłuż korytarza,

Dobrze, że nie wszerz.
Daleko by nie zaszedł.

a potem schodami w dół. Jego biuro było w piwnicy. Przyjemne, ciepłe.

Wrażenie ciepła uzyskane dzięki miodowym zasłonkom i kremowym kandelabrom, zawieszonym ponad haftowanymi gobelinami w regionalne wzorki – zgodnie z poradami czasopisma Cztery Kąty.

Usiadłem na kanapie, on poszedł robić drinki.

– Ładnie tu masz – pochwaliłem. Wystrój był w stylu retro. Nie przesadzony, z klasą.

Retro, jak wiadomo, jest bardzo subtelne i ciepłe. Nie to co np. krzykliwa secesja.
Wydanie specjalne Czterech Kątów – haftuj retro!

– Co mi powiesz o Adamie?

– Kiedyś ten łepek tu pracował. Mył gary, ssał stałym klientom. Powinienem mieć gdzieś tam jego dokumenty – Kai wskazał na szafę. – Może coś w nich znajdziesz. Ale najpierw muszę ci coś powiedzieć… – uśmiechnął się tajemniczo i zbliżył do mnie. – Wiesz, ja… – zawiesił na chwilę głos, po czym oznajmił powabnym tonem – nadal cię kocham…

W myślach, co wieczór. W pupu.
I jest to GŁĘBOKIE uczucie.

– Już mówiłem, że gówno mnie to obchodzi – uciąłem.

Gówno… chłopak potrafi DRĄŻYĆ temat.

Czy on kiedyś zrozumie, że łączył nas wyłącznie seks? – Chcę tylko wiedzieć, co robi teraz ten łepek.

Słyszałam plotki, że jak seks w pupu, to może się zdarzyć, że kogoś zacznie gówno obchodzić.
No i powinno, a nie jeszcze ciepłe kakałko na koniec.

– Nie masz serca, Roderick – jęknął z uczuciem,

Aaaaaach!
Nie, za mało uczucia, powtórzę:
AAAAAAACH!

siadając obok mnie i podając mi drinka. – To był najlepszy analny orgazm, jaki miałem. Tylko ty tak ruchasz dupsko. Jeśli tylko trafisz na prostatę, to przenosisz człowieka do nieba…

I powiozą mnie prostatą do nieba
Dlatego panowie, apelujemy: wykonujcie badanie prostaty w podeszłym wieku. Nieleczony guz gruczołu krokowego może powodować śmierć!
.
– Kurwa… – westchnąłem. – Co, mam cię znów przeruchać w zamian za informacje o Adamie..?

Ojej, nie spodziewałam się tego! Toż to szok!

***

Wyszedłem z biura Kai’a, zapinając rozporek. Dwa razy dziennie to za dużo dla kolesia w tym wieku co ja.

Odwodnić się można, te wiadra spermy piechotą nie chodzą.
A może to już problemy z prostatą?

Najważniejsze jednak, że w ręku miałem teczkę Adama. Opuściłem klub i w aucie otworzyłem ją, wysypały się jakieś papiery.

I w aucie otworzyłem ją, pachniała Saska Kępa…
…papiery po gumie do żucia, stare rachunki, ścinki z gazet… takie papiery. Żadnych dokumentów.

Przejrzałem je wszystkie. Nic ciekawego, żadnych wyróżnień, awansów. Historia pracy.

W poniedziałek obciągał 3-em klientom, we wtorek 6-ciu, a w piątek był ruch i musiał obsłużyć 11-stu.

Pracował w Vegas Hotel, rok temu, jako asystent właściciela multimilionera, któremu się w dupie poprzewracało od nadmiaru kasy.

Z tego, co czytam, to przewracanie w dupie było na porządku dziennym, więc swój chłop to był. I niech mi ktoś wytłumaczy co to asystent właściciela multimilionera? Też chcę multimilionera na własność!
Multimilioner to gruba ryba, a jego właściciel to uuuuu… rekin ludojad. Wysadzana diamentami prostata się skręca jak śledziona od tych zaszczytów.

Vegas Hotel słynie z ekskluzywnych pedalskich orgii.

Jakby ktoś się jeszcze łudził, że w Mieście Pedałów mogą być regularne orgie.

– Ciekawe, czy nasz Adam lubi się tam zabawić – powiedziałem sam do siebie i ruszyłem w stronę hotelu. Było pewne, że stary pedał wciągnął go w te orgie. Adam to ciastko z najwyższej półki.

Ekspedientka kładzie ciastka na górną półkę, aby niegodni klienci nie umieli po nie sięgnąć.

Jego dupa mogłaby przyciągnąć największe szychy w mieście.

A zwykłe Szyszki niech siedzą sfrustrowane w domu.
Szyszka, może ty już nie czytaj, bo cię wciągnie do jego dupy i… nie, nie mam zamiaru wykonywać sama gównianej roboty.

***

CDNN, czyli ciąg dalszy niestety nastąpił, a przeczytać go można TUTAJ