W tym tekście znajdziecie wiele informacji, których na pewno nie wiedzieliście o muzykach Guns n’ Roses. Chłopcy tak naprawdę są bardzo wrażliwi, upijają się już po kilku łykach piwa i kładą spać zaraz po dobranocce. 😉

Nocne Konwersacje by Shini

Źródło: yaoi.pl

Komentują:   Mira i Szyszka

Wchodzę do sypialni. Jest tu. Śpi. Leży na brzuchu z rękami pod poduszką i lekko uchylonymi ustami. (też pod poduszką) Nie często można go zastać w takiej sytuacji.
Mhmmm. To nie tyle pozycja co sytuacja. Rozumiecie, ta poduszka robi taki klimat.
Ja myślę, że chodzi o otwarte usta. Te pod poduszką.

Idę w jego stronę. Siadam na krańcu łóżka i kładę rękę na jego ramieniu. Jego mięśnie napinają się.

„Slash…?”

Tnij!
Slash yaoi.

Przechodzi mnie dreszcz. Uwielbiam ten głos. Trochę mnie uspokaja.

Uspokajające dreszcze. Ok, nie wnikam.
Nie wiedziałam, że dreszcze wydają głosy, kiedy przechodzą. Tupią?

Czasami, kiedy mnie zdenerwuje, każę mu się zamknąć, ale to nie jest do końca to, czego chcę.
Pewnie najpierw musi wyciągnąć te usta spod poduszki.

„Slash…?”Jest jeszcze na wpół-śpiący.

Uśmiecham się.

Któż inny?

No, kto z was dranie się uśmiechnął? Wyskoczycie na klatę? Tylko główny bohater ma prawo się szczerzyć.

Duff? Izzy? Wszyscy wiedzą, że oni mają siebie nawzajem.

Steven? Nie bądźmy głupi.

No właśnie, nie bądźmy. Gdyby miał na imię Pszemek to jeszcze, ale Steven?
Bo Steven nie łazi po nocy i nie slashuje ludzi na korytarzach, tylko grzecznie wali na zmianę w żyłę i bębny.

Podnosi głowę. Całuję go w czoło.

„Oczywiście, to ja.”

Otwiera oczy. Jest piękny.

Piękny ocz. Dorodny taki.
Tłuściutki. Otwarty i szczery.

Dwoje zielonych oczu jest skupione dokładnie na mnie. Wyszczerza się.

Oko?!
Ocz.
Fakt.

„Jesteś pijany.”

Dobiega głos z wszechprzestrzeni.
Nie, to ocz.

„Nie, nie jestem.” NIE jestem pijany. Naprawdę.

Skoro w cudzysłowie są wypowiedzi wszechprzestrzeni, to te poza nim dobiegają chyba z muszli klozetowej.
Co z oczu to z serca, co z ocza to z klozetu?
To już zbyt głęboka filozofia dla mnie, z naciskiem na głęboka.

„Czuć od ciebie piwo.” OK. Wypiłem z Duff’em i Izzy’m (ach te Hamerykansky’e apostrofy) piwo, ale tego nie było dużo. Szczerze, to było tylko kilka łyków.

Jak na zaprawioną kapelę rockową, która Danielsy pije jak oranżadę i biały proszek ciągnie na metry, to faktycznie niedużo.
Kochanie, ono dla mnie nic nie znaczy, liczysz się tylko ty.

„Ale wciąż nie jestem pijany.” Na moich ustach pojawia się ciepły uśmiech.

Kładzie się z powrotem na łóżku (ten uśmiech oczywiście) (i zderza się z tym pod poduszką), przykrywając sobie oczy ręką.

„Która jest godzina?” Pyta.

Wreszcie jakaś PYTA!!!
YEEY!!! Szykować popcorn?
Nie chwalmy dnia przed północą.

„Po północy.”

A widzisz!

„Niech cię cholera.” Doskonale wiem, że nienawidzi być budzonym w środku nocy. Ale w końcu to nie moja wina… Powiedzmy.

Przypomnę: my dalej mówimy o kapeli rockowej. Chłopaki po koncercie pewnie zmawiają paciorek i o 22 są zwykle w łóżkach.
Pewnie piszące to dziewczątko po 20. ma już grzecznie umyte ząbki, a północ zna z opowieści Sylwestrowych.

Kładę się obok niego. Axl nagle siada na łóżku.

To nie był Slash?!!! Aaaa dopiero teraz do mnie dotarło który jest który. Wybaczcie, takie szczegółowe opisy wyglądu postaci (jak ręce i oczy pod poduszką), a ja się nie połapałam.
Ej, faktycznie, ja myślałam, że to Axl potrząsa śpiącym Slashem. Głupia, logiczna ja.

„Wynoś się.”

„Co!?” Co!? Każe mi się wynosić z mojego… ok, naszego wyrka!?

Zarobili grube miliony, a nawet nie stać ich na łóżko dla każdego członka zespołu.
Muszą oszczędzać na łóżkach, żeby ich było stać na piwo.

„Wynoś się. Czy ty w ogóle mnie słuchałeś? Śmierdzisz piwem!” Zaczyna cicho chichotać. „Nie chcę spać z czymś co śmierdzi.”

Drogi Panie… Zabiję go… kiedyś…

Ojej, nie unoś się tak chłopcze. Cóż za ekspresja. Prawie dodał “kurczę”
Prawie… dodał… więcej… wielokropków…

Wstaję i idę do łazienki.

Po ciepłym prysznicu jestem z powrotem w sypialni jedynie z ręcznikiem przewieszonym wokół moich bioder.

Przewieszonym… nie umiem sobie tego wyobrazić. Wiem jak wygląda owinięty wokół bioder tylko.
Pewnie mu skrzydła wyrastały z tyłka. Albo wieszaki. To nie ten fanfic na szczęście, żeby to były skrzydła.

Jestem czysty i świeży więc dlaczego by nie wziąć sobie jakiejś większej rekompensaty za wyrzucenie mnie z łóżka? Na pewno już nikt nie będzie narzekał, że ‘cuchnę piwem’.

Wylał je na siebie, że mu prysznic pomógł?

Ta myśl mimowolnie wywołuje u mnie dyskretny uśmiech. Zostawiam ręcznik na krześle i włażę pod ciepłą kołdrę przytulając się do pleców Axl’a.

Jeszcze nie wlazł, a już się przytula.
Pewnie tymi wieszakami, co mu z tyłka wyrastają.

Rudzielec rozluźnia się i przekręca na drugi bok aby znaleźć się twarzą w twarz ze mną.

„Cześć Śmierdzielu.” Na jego twarzy jest tylko mały uśmiech (taki na 2cm szeroki… no może 3 i na centymetr wysoki – mały taki, no), ale widzę, że jego oczy śmieją się ze mnie.

Wyszczerzają się.
Zarówno jeden, jak i drugi ocz.

Mamo… ‘Śmierdzielu’? Dzięki.

Mamo Śmierdzielu, Tato Pierdzioszku, Bracie Bełcie.
Ciotko Wikipedio, Wuju Google, Siostro Logiko!

„Axl, myślałem, że lubisz piwo.” Bardzo błyskotliwe z mojej strony.

Ach, to piwo. Trunek wysokoprocentowy.

„Ta, ale tylko wtedy kiedy ja jestem osobą, która je pije.” No tak, zapomniałem o jego samolubności.

Oj…
Kalemu ukraść krowa źle, Kali ukraść krowa dobrze.

Przybliżam się do niego, żeby przykryć jego usta swoimi.

Małe ma, to nietrudne.
Musiał tylko wejść pod poduszkę.

Po chwili przerywamy pocałunek, wszyscy potrzebują w końcu powietrza.

Wszyscy, wszyscy. Na całym świecie!!!
Śmierdzącego wstrętnym piwem powietrza z płuc dwóch rockerów!

„Napalony?” On czyta w myślach, czy jak!?
Czy to berło Egiptu pod naszą kołderką, czy cieszysz się na mój widok?

Chowam twarz między jego głową a barkiem.

Za naszych czasów “wtulało się w szyję”.
To barek z alkoholem na parterze..

Czuję jak drży.

Co? Twarz, głowa, bark? Usta pod poduszką? Małe usta, oczywiście.
Butelki w barku dzwonią. Boją się uciekajacych ze zdań opka przecinków.

To pewnie przez moje mokre, zimne włosy opadające na jego skórę. Przytulam go do siebie bardziej, łapiąc go w pasie.

Łapaj, Capaj, Gryź!
To jak, zrobić w końcu ten popcorn?
Nastawiaj, tu raczej nic nie wystrzeli.

„Może…” Jestem pewny, że czuje jak się uśmiecham.

Jadł czosnek.
Szparagi w poprzek.

Śmieje się. Słodkim, delikatnym śmiechem.

Hihi… hihi <przykrywając dłonią małe usteczka>

Byłem trochę zmęczony, ale na razie to nie ma znaczenia…

Jeszcze mam czas żeby mi stanął.
Prysznic i piwo go wykończyły. Rockmani to takie delikatne stworzonka.

„Slash?”
UCIĄŁ MU?!?!?!
To już drugi raz… może on mu tylko grozi?

„Hm..?” Jest mi taaak dobrze.

O tak, złap mocnej za mój pas.
Za te wieszaki z tyłka!

„Kocham cię.”

How sweet!
Oki, czyli nie popcorn, tylko kilo śledzi.

„Ja ciebie też. Ale możesz przestać gadać i zająć się czymś innym?”

Biorąc pod uwagę poziom hardcore’u tego tekstu, może mieć na myśli prasowanie.
Sprzątanie barku.

Wybucha śmiechem.

Ja też. Ja też.
A ja płaczem.

The End.